Kolejna gigantyczna sensacja w Ekstraklasie! Lider na kolanach [WIDEO]

Duża niespodzianka w Mielcu! Prosty futbol Stali zwyciężył nad ładną piłką lidera ekstraklasy Jagiellonii Białystok. Wykorzystując stałe fragmenty gry, błąd bramkarza Zlatana Alomerovicia i nieskuteczność piłkarzy z Białegostoku, mielczanie pokonali ich 3:2. Stal zapewniła sobie utrzymanie w ekstraklasie, a Jagiellonia ma już tylko dwa punkty przewagi nad drugim Śląskiem Wrocław.

Po wpadkach Lecha Poznań, Górnika Zabrze czy Rakowa Częstochowa, liderująca w ekstraklasie Jagiellonia Białystok w ciepły sobotni wieczór w Mielcu musiała odpowiedzieć jedynie na zwycięstwo Śląska Wrocław nad ŁKSem Łódź 2:1. Sprawiło ono bowiem, że pomiędzy Jagą a Śląskiem były przed jej spotkaniem ze Stalą ledwie dwa punkty różnicy. Tyle że Stal, choć utrzymania jest praktycznie pewna, chciała nie pozostawić w tym temacie wątpliwości, które mogły się pojawić po kolejnych wygranych drużyn z dołu tabeli, jak Cracovia, Korona czy Puszcza. 

Zobacz wideo Sceny w trakcie finału Pucharu Polski! Wisła Kraków i Pogoń Szczecin w akcji

Oba zespoły do meczu 31. kolejki przystępowały pozbawione swoich kapitanów. W Jagiellonii zabrakło Tarasa Romanczuka, który po 12. żółtej kartce musi pauzować dwa spotkania, z kolei w Stali zawieszony był Krystian Getinger, do czego też dochodziła absencja również za kartki czołowego stopera gospodarzy Berta Esselinka. Romanczuka w Jagiellonii zastąpił Jarosław Kubicki, w miejsce piłkarzy Stali w jedenastce pojawili się Maksymilian Pingot oraz Krzysztof Wołkowicz. 

Stali fragment gry. Mielczanie zaskoczyli lidera ekstraklasy

W pierwszych minutach lepiej ze swoimi osłabieniami radziła sobie Jagiellonia, która w swoim stylu od początkowego gwizdka sędziego Piotra Lasyka dominowała nad przeciwnikiem. I już w 12. minucie cieszyła się z prowadzenia, gdy prawym skrzydłem urwał się Dominik Marczuk, po jego zagraniu nie trafił czysto w piłkę Nene, uderzenie Afimico Pululu zostało zablokowane, więc piłka trafiła ponownie do Nene. Ten tym razem trafił lewą nogą w okienko i otworzył wynik spotkania. 

Jagiellonia dalej miała wyraźną przewagę na boisku, ale jak nie pierwszy raz w tej rundzie nie potrafiła przełożyć tego na większe, spokojniejsze prowadzenie. Raz było blisko, gdy po jednej z akcji białostoczan w poprzeczkę bramki Stali trafił Jesus Imaz. 

Gdy Stal zaatakowała groźnie po raz pierwszy w tym meczu, w 23. minucie po błędzie Jarosława Kubickiego, Krzysztof Wołkowicz uderzył z 20 metrów blisko okienka. Nie chodzi jednak o okienko bramki Zlatana Alomerovicia, lecz jednego z autokarów kibiców gości stojących ponad 20 metrów za bramką. 

W późniejszych minutach nie działo się zbyt wiele. Można było odnieść wrażenie, że gospodarze starają się nieco uśpić swojego przeciwnika, wszak przecież Stal to drużyna, która najlepiej oszukuje współczynnik expected goals (xG). Tak rzeczywiście się stało, bo w okolicach 37. minuty piłkarze Kamila Kieresia zdołali wywalczyć kilka kolejnych stałych fragmentów gry pod polem karnym Jagiellonii i po dośrodkowaniu Łukasza Gerstensteina niezawodny w tym sezonie Ilja Szkurin strzałem głową pokonał Zlatana Alomerovicia. Goście jednak będą się z pewnością zastanawiali, dlaczego w tej sytuacji Białorusina nie krył żaden z obrońców, a jedynie skrzydłowy Kristoffer Hansen. 

Pierwszą połowę zakończył minimalnie niecelny strzał zza pola karnego autorstwa Nene i na przerwę oba zespoły schodziły z remisem. 

Pierwsza akcja po przerwie powinna była zakończyć się golem dla białostoczan. Po podaniu Nene jednak z pięciu metrów w idealnej sytuacji spudłował ten sam, co mógł dać Jadze zwycięstwo w ostatniej akcji z Pogonią tydzień temu - Dominik Marczuk. Młodzieżowiec Jagiellonii ponownie uderzył prawego słupka bramki przeciwnika. 

Zemściło to się błyskawicznie. W 48. minucie Stal znów wykorzystała stały fragment gry, znajdując ponownie słabsze ogniwo w strefowej defensywie Jagiellonii - Kristoffera Hansena. Tym razem po dośrodkowaniu Macieja Domańskiego nad Norwegiem pofrunął Mateusz Matras i głową trafił do siatki. 

Stal parła dalej i w 56. minucie było już 3:1, tym razem po dużym błędzie bramkarza gości Zlatana Alomerovicia, który przepuścił mocny strzał z dystansu Łukasza Gerstensteina, który leciał niemalże prosto w niego. Alomerović w swojej interwencji się pogubił, po czym interweniował już za linią bramkową. Po interwencji VAR gol musiał zostać uznany. 

Żeby było tego mało, napędzona Stal Mielec ruszała z kolejnymi groźnymi kontratakami. Piłka po pięknym uderzeniu zza pola karnego Piotra Wlazły obiła poprzeczkę bramki Jagi, po chwili strzał z powietrza Ilji Szkurina poszybował dość wyraźnie nad bramką. 

Dopiero w okolicach 70. minuty lider z Białegostoku zdołał uspokoić sytuację. Wtedy też zaczęły się jego dążenia do kontaktowego gola. I tak w 75. minucie Michal Sacek dośrodkował piłkę w pole karne, gdzie Afimico Pululu uprzedził jednego z obrońców i sprytnym uderzeniem zaskoczył Mateusza Kochalskiego. 

Ale to właśnie Kochalski był prawdziwym bohaterem końcówki tego meczu. Wprawdzie jego pierwsza interwencja po uderzeniu z ostrego kąta Nene, to piłkarski elementarz, to jednak gdy w 86. minucie były bramkarz Legii Warszawa zatrzymał strzelającego z pięciu metrów Mateusza Skrzypczaka, ręce same składały się do oklasków. 

Mimo starań Jagiellonii więcej już się w tym meczu nie wydarzyło. Stal Mielec pokonała lidera ekstraklasy 3:2 i sprawiła, że walka o mistrzostwo Polski znów jest w pełni. Na trzy kolejki przed końcem Jagiellonia ma już tylko dwa punkty przewagi nad drugim Śląskiem Wrocław. Stal z kolei jest już pewna utrzymania w ekstraklasie na kolejny sezon. 

Kto zdobędzie mistrzostwo Polski?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.