Ale miazga! Rewelacja ekstraklasy rozjechana przez drużynę z dołu tabeli [WIDEO]

Górnik Zabrze jechał do Krakowa jako faworyt. Zabrzanie są najlepszą drużyną rundy wiosennej i przed dzisiejszym meczem wygrali cztery spotkania z rzędu. Za to Cracovia z trudem walczy o każdy punkt. Dlatego gola gospodarzy w 4. minucie można nazwać niespodzianką, ale ich dalsza gra zasługuje na miano sensacyjnej. Ostateczny rezultat - 5:0 - to kompromitacja gości, którym nie pomógł nawet Podolski.

Świetne zawody rozgrywał Patryk Makuch, który nie przypominał zawodnika, którego zazwyczaj widzimy co tydzień - dla takich napastników jak on wymyślono frazę, że "dobrze gra tyłem do bramki" - ale nie dzisiaj. W piątek wieczorem Makuch pokazał się z najlepszej możliwej strony.

Zobacz wideo Sceny w trakcie finału Pucharu Polski! Wisła Kraków i Pogoń Szczecin w akcji

Górnik zagubiony. Nie pomógł nawet Podolski

Napastnik Cracovii był widoczny w niemal każdej ofensywnej akcji swojego zespołu w pierwszej połowie. Już w 4. minucie wyprowadził on gospodarzy na prowadzenie. Skierował piłkę do siatki po idealnym dośrodkowaniu Michała Rakoczego z rzutu rożnego.

W Górniku panowało ogromne zamieszanie. Defensywa była całkowicie zdezorientowana i gubiła się przy kolejnych atakach gospodarzy. Ofensywa nie potrafiła wykreować sobie żadnej konkretnej sytuacji. Nawet gdy w 11. minucie Kamil Glik nie trafił w piłkę przy próbie wybicia i Kapralik mógł wyjść sam na sam z bramkarzem, to Górnik zyskał w tej sytuacji jedynie rzut rożny. Drużynie Jana Urbana nie pomogło nawet wejście Lukasa Podolskiego, który zmienił kontuzjowanego Szymona Czyża.

W 42. minucie Cracovia strzeliła gola na 2:0, który był niemalże kopią pierwszego trafienia. Rakoczy znów perfekcyjnie dośrodkował z rzutu rożnego, ale tym razem trafienie zaliczył... Rafał Janicki, który skierował piłkę głową do własnej bramki.

Fantastyczna Cracovia. Górnik upokorzony. Ennali nie wytrzymał ciśnienia

Po przerwie nic się nie zmieniło. Cracovia dalej wyglądała, jakby to ona, a nie Górnik, walczyła o europejskie puchary. Już w 53. minucie gola na 3:0 strzelił Otar Kakabadze. Gruzin pewnie nie strzeliłby gola, gdyby nie Kozuki. Piłkarz Górnika przeciął podanie Michała Rakoczego i tym samym wystawił piłkę zawodnikowi Cracovii. Ten z ostrego kąta pokonał bramkarza gości strzałem między nogami.

W 68. minucie było już 4:0. Teraz zabójczą bronią Cracovii okazał się wrzut z autu. Piłka trafiła na głowę Kamila Glika, który strzelił swojego drugiego gola w tym sezonie.

Po chwili Górnik miał jeszcze większe problemy. W 78. minucie Lawrence Ennali - za którego zabrzanie najpewniej dostaną ogromne pieniądze - dostał żółtą kartkę. Dwie minuty później... dostał kolejną, więc goście musieli kończyć mecz w dziesięciu.

Cracovia skorzystała z gry w przewadze. W 84. minucie Lukas Podolski stracił piłkę na rzecz Filipa Rózgi, który doprowadził ją do pola karnego, gdzie "zabrał" mu ją Jani Atanasow, który skierował futbolówkę do siatki.

Sędzia nie przedłużał męczarni Górnika Zabrze i zakończył mecz już w 90. minucie. Dla zabrzan taki wynik najpewniej oznacza koniec marzeń o mistrzostwie Polski - dalej pozostaje im jednak walka o udział w europejskich pucharach. Za to kibice Cracovii mogą spać spokojnej. Ich drużyna zagrała doskonały mecz i oddaliła się od strefy spadkowej na pięć punktów.

Czy Cracovia utrzyma się w ekstraklasie?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.