Lech był o krok od totalnej kompromitacji! Gol w doliczonym czasie zadecydował [WIDEO]

Lech Poznań jeszcze nie złożył broni w walce o mistrzostwo Polski. W niedzielne popołudnie "Kolejorz" wygrał dopiero drugi raz na wyjeździe w 2024 roku. Piłkarze Mariusza Rumaka ograli na wyjeździe ŁKS Łódź 3:2. Gola w trzecim kolejnym meczu strzelił dla Lecha Mikael Ishak, a w doliczonym czasie gry o zwycięstwie poznaniaków przesądził autor dubletu - Filip Marchwiński.

Mecz w Łodzi z Łódzkim Klubem Sportowym był dla Lecha Poznań walką o przetrwanie w walce o mistrzostwo Polski. Zespół Mariusza Rumaka po sobotniej wygranej Jagiellonii Białystok z Zagłębiem Lubin 2:1 tracił już do lidera aż siedem punktów i nie mógł sobie pozwolić na wpadkę z beniaminkiem. 

Zobacz wideo Grosicki o młodych zawodnikach w kadrze: Znają swoje miejsce w szeregu

ŁKS atakował, Lech strzelił. Dramat Daniego Ramireza

Niedzielny mecz rozpoczął się jednak od ataków wciąż marzącego o cudownym utrzymaniu ŁKS-u, który w pierwszych 20 minutach zdominował "Kolejorza". W siódmej minucie spory błąd popełnił bramkarz Lecha Bartosz Mrozek, który wypluł przed siebie piłkę po strzale z dystansu Engjella Hotiego. Dopadł do niej Kay Tejan, ale trafił tylko w słupek bramki gości. W kolejnych minutach Mrozek musiał bronić uderzenie z kilkunastu metrów Kamila Dankowskiego, jednak tym razem spisał się bez zarzutu. Szczęścia z przewrotki próbował także Rahił Mammadow - Azer uderzył wysoko nad poprzeczką.

Ten okres dominacji ŁKS-u przyniósł też sporą kontrowersję, bo w 19. minucie bardzo brzydkim faulem kontrę łodzian przerwał pomocnik Lecha Afonso Sousa. Portugalczyk zaatakował rywala wślizgiem od tyłu, trafiając go korkami w łydkę, ale sędzia Damian Sylwestrzak pokazał mu jedynie żółtą kartkę. 

Z czasem impet ŁKS-u nieco wyhamował, a z takiego spokojniejszego okresu gry wyłoniła się bramka dla Lecha Poznań. W pierwszej groźniejszej sytuacji dla gości, która miała miejsce w 36. minucie, Elias Andersson celnie dośrodkował piłkę z głębi pola, a głową do siatki skierował ją Mikael Ishak, który trafił dla Lecha w trzecim kolejnym meczu poznańskiej drużyny.

Pierwszą część spotkania zakończyła mrożąca krew w żyłach scena z udziałem Daniego Ramireza. Hiszpański pomocnik ŁKS-u nieatakowany przez nikogo stracił przytomność i upadł na murawę. Od razu podbiegli do niego piłkarze oraz lekarze obu zespołów. Hiszpan został zabrany do szpitala, ale opuszczając murawę, pokazał kciuk w górę. 

- Dani Ramirez na chwilę stracił przytomność pod koniec pierwszej połowy meczu z Lechem. Nasz piłkarz został przewieziony do szpitala, gdzie lekarze przeprowadzą badania. Dani, jesteśmy z Tobą! - napisała rzeczniczka ŁKS Marta Olżewska kilkanaście minut po zdarzeniu.

Kontrowersja za kontrowersją. Lech o krok od kompromitacji z grającym w "10" ŁKS

Pierwsze minuty drugiej połowy meczu w Łodzi to dwie kolejne kontrowersje w obu polach karnych. W 51. minucie Piotr Janczukowicz efektownie ograł na lewym skrzydle Radosława Murawskiego, wpadł w pole karne i popchnięty w plecy przez rywala się przewrócił. I o ile tu brak gwizdka Damiana Sylwestrzaka dałoby się wytłumaczyć, tak 60 sekund później w szesnastce ŁKS rozpędzony Rahił Mammadow wpadł w nogi Afonso Sousy. Tu karny wydawał się być ewidentny, ale sędzia i tak nie wskazał na wapno. 

Lech Poznań cztery minuty później sam jednak wymierzył sprawiedliwość, strzelając drugiego gola. Tym razem Elias Andersson popisał się znakomitym prostopadłym podaniem do wychodzącego sam na sam Filipa Marchwińskiego, a ten w pojedynku z Dawidem Arndtem ze spokojem podwyższył wynik.

Dwubramkowe prowadzenie "Kolejorza" trwało jednak krótko, bo już dwie minuty po trafieniu Marchwińskiego Jesper Karlstroem przewrócił w polu karnym Lecha Huseina Balicia i tym razem Damian Sylwestrzak już podyktował rzut karny, zamieniony pewnie na bramkę kontaktową przez Kaya Tejana. 

W 67. minucie ŁKS sam sobie skomplikował walkę o remis za sprawą nieodpowiedzialności Thiago Ceijasa. Pomocnik, który zmienił Daniego Ramireza tuż przed przerwą, w obejrzał dwie żółte kartki w ciągu trzech minut i z czerwoną osłabił swój zespół.

W końcówce dwukrotnie mecz był przerywany przez zadymienie boiska, a z tego dymu w 86. minucie wyłonił się gol wyrównujący dla grającego w "10" beniaminka. Mimo cofnięcia się pod własne pole karnego, Lech Poznań nie zdołał wybronić się po centrze Kaya Tejana, którą strzałem z bliska sfinalizował Stipe Jurić. 

"Kolejorz" uniknął jednak kompromitacji w doliczonym czasie gry, gdy w 91. minucie po rzucie rożnym strzał głową Filipa Marchwińskiego obronił Dawid Arndt, ale jednak młodzieżowy reprezentant Polski zdołał jeszcze dobić swoje uderzenie i przy kiepskiej interwencji stojącego przed bramką Rahiła Mammadowa trafił do siatki na 3:2.

Tym razem ŁKS już nie był w stanie wyrównać. Uderzenie z dystansu Mammadowa w 97. minucie poszybowało nad poprzeczką. 

Lech Poznań ostatecznie pokonał na wyjeździe ŁKS Łódź 3:2 i przynajmniej do zakończenia meczu Legii Warszawa ze Śląskiem Wrocław awansował na drugie miejsce w tabeli ekstraklasy ze stratą czterech punktów do Jagiellonii Białystok. ŁKS z kolei z 21 punktami pozostaje przedostatni, a do bezpiecznej strefy traci już dziewięć punktów. 

Czy Lech Poznań jest w stanie wywalczyć mistrzostwo Polski w sezonie 2023/24?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.