Historia dzieje się w ekstraklasie! Lider ucieka rywalom

Jakub Seweryn
W sobotnim meczu z przeciętnym do bólu wiosną Zagłębiem Lubin Jagiellonia Białystok musiała podjąć ważną decyzję - czy zamierza uciekać od swoich najgroźniejszych rywali w tabeli ekstraklasy, czy jednak dostosować się do tempa "wyścigu ślimaków" o mistrzostwo Polski. I choć białostoczanom łatwo w Lubinie wcale nie było, to ostatecznie pokonali ona "Miedziowych" 2:1 po dublecie Kristoffera Normanna Hansena.

Mroźny sobotni wieczór w Lubinie miał dać odpowiedź na pytanie, czy prowadząca w tabeli Jagiellonia Białystok zdecyduje się wykorzystać liczne potknięcia najgroźniejszych rywali i ucieknie im na bezpieczną odległość kliku punktów, czy też dalej na szczycie tabeli będzie jeden wielki kocioł, który sprawia, że nie bez powodu walkę o mistrzostwo Polski w tym sezonie nazywa się "wyścigiem ślimaków". Zespół Adriana Siemieńca miał taką szansę już w niedzielę, gdy w dość kuriozalnych okolicznościach przegrał u siebie z Cracovia 1:3. Potknięcie w Lubinie z męczącym się wiosną na boiskach ekstraklasy Zagłębiem mogło wlać już sporą niepewność w serca piłkarzy oraz sympatyków białostockiego klubu, czy Jaga rzeczywiście dorosła do tego, by wywalczyć historyczny tytuł.

Zobacz wideo Grosicki o młodych zawodnikach w kadrze: Znają swoje miejsce w szeregu

Jeszcze więcej wątpliwości było jednak w zespole Waldemara Fornalika. W Lubinie wszyscy zastanawiali się jednak, dokąd tak naprawdę zmierza obecne Zagłębie, któremu znów nie udało się wychylić nosa ponad przeciętność, która niemal co sezon charakteryzuje "Miedziowych" na boiskach ekstraklasy. Starcie z liderem było dla gospodarzy okazją do odbicia się po zdobyciu ledwie dwóch punktów w ostatnich czterech kolejkach oraz rehabilitację za dramatycznie słaby występ w poniedziałek w Gliwicach, w przegranym meczu z Piastem 0:2.

Piorunujące 30 minut nieskutecznego lidera 

Jeśli jednak po kimś było widać w pierwszych minutach chęć rewanżu za ostatnie niepowodzenie, to była to bez dwóch zdań Jagiellonia. To białostoczanie od samego początku, kolokwialnie mówiąc, "siedli" na swojego przeciwnika i przeprowadzając kolejne dobre akcje zespołowe szukali jak najszybszego otwarcia wyniku spotkania. I nie byłoby przesadą stwierdzenie, że gdyby w pierwszych 30 minutach Jaga miała skuteczność na dobrym poziomie, to mecz zostałby przez nią rozstrzygnięty.

Ale od początku. Już w czwartej minucie po dobrej akcji lewą stroną gości w polu karnym dobrą pozycję strzelecką miał Taras Romanczuk, ale został zablokowany, podczas gdy poprawka nożycami Jesusa Imaza wylądowała na poprzeczce bramki lubinian. 

W 11. minucie Imaz miał jeszcze jedną szansę na strzelenie gola, gdy po szarży indywidualnej prawym skrzydłem piłkę wyłożył mu Dominik Marczuk. Hiszpan tym razem uderzył jednak prosto w greckiego bramkarza gospodarzy Sokratisa Dioudisa. 

Jednak skoro powiedzenie mówi, że "do trzech razy sztuka", to Jagiellonia w 15. minucie mogła już cieszyć się z otwierającego wynik gola. Po dośrodkowaniu Bartłomieja Wdowika z gry bardzo ładną i precyzyjną główką popisał się Kristoffer Normann Hansen i Dioudis był w stanie sięgnąć piłkę już w momencie, gdy ta była w siatce, a goście cieszyli się z premierowego trafienia. 

Zagłębie po utracie gola było podrażnione i szarpało w celu wyrównania. Niemniej jednak przez ponad 30 minut pierwszej części gry ataki lubinian kończyły się uderzeniami Tomasza Pieńki czy Kacpra Chodyny, na które najlepiej należałoby spuścić zasłonę milczenia. Najlepsze autorstwa Chodyny trafiło w boczną siatkę bramki Alomerovicia. 

W tym okresie Jaga była zdecydowanie bardziej konkretna. Kolejną dobrą sytuację zmarnował Jesus Imaz, po szarży indywidualnej środkiem boiska w pole karne przy wykończeniu zawiódł też Nene, który uderzył w sposób bardzo czytelny dla Dioudisa. Dobry okres gry gości zakończyło celne, ale niezbyt groźnie uderzenie z wolnego Hansena, z którym także poradził sobie golkiper "Miedziowych". 

Niemoc Zagłębia, Alomerović utrzymał prowadzenie Jagi

W ostatnich 10-12 minutach pierwszej połowy szala zaczęła przechylać się na stronę drużyny Waldemara Fornalika, która zaczęła stwarzać znacznie więcej zagrożenia dla bramki Zlatana Alomerovicia po kontratakach i stałych fragmentach gry. Wstrzelić się do bramki gości nie potrafił jednak dalej Kacper Chodyna, choć raz, po rykoszecie, piłka po jego strzale przeleciała minimalnie obok słupka. Kolejne pudło z pola karnego zaliczył Tomasz Pieńko, a gdy Chodyna mocnym wstrzeleniem szukał właśnie Pieńki przed bramką Jagi, to skrzydłowego Zagłębia świetnie uprzedził Michal Sacek.

Najgroźniej było zdecydowanie w 42. minucie, gdy po dobrze rozegranym rzucie rożnym Alomerović obronił uderzenie głową z kilku metrów Bartosza Kopacza oraz sytuacyjną dobitkę Michała Nalepy. Pierwszą połowę, po której goście z Białegostoku prowadzili 1:0, zakończył niecelny strzał głową Kristoffera Hansena.

Zagłębie tuż przed przerwą znalazło swój sposób na grę w tym spotkaniu i kontynuowało go w drugiej połowie. Niejednokrotnie w polu karnym Jagiellonii kotłowało się po stałych fragmentach gry, raz po niepewnej interwencji na przedpolu Zlatana Alomerovicia zablokowany w dobrej sytuacji został Kacper Chodyna, który też dosłownie 60 później w kolejnej akcji uderzył w równie niezłej okazji obok słupka. Na uwagę też zasługiwałaby kapitalna parada Alomerovicia w 53. minucie po szczupaku Dawida Kurminowskiego, ale akurat w tej sytuacji arbitrzy dopatrzyli się spalonego.

Dublet Norwega na wagę ucieczki w tabeli. Jagiellonia coraz bliżej czegoś wielkiego

Dobry okres gry Zagłębia nie przyniósł gola kontaktowego, a po około kwadransie drugiej połowy goście z Podlasia złapali oddech. Najpierw groźna akcja lewą stroną przyniosła mocne wstrzelenie piłki przed bramkę przez Bartłomieja Wdowika, ale obrońcy Zagłębia zdołali się uchronić przed stratą gola. Później jednak dwie szanse po kontratakach miał Kristoffer Hansen. Najpierw w 68. minucie, po podaniu Jesusa Imaza, Norweg został w ostatniej chwili zablokowany przez ofiarnie interweniującego Michała Nalepę. 

W 74. minucie jednak Zagłębia już nikt nie uratował. Z obrońcami gospodarzy poprzepychał i porozbijał się Afimico Pululu, a następnie dograł w szesnastkę do osamotnionego Hansena, a były skrzydłowy Widzewa Łódź precyzyjnym płaskim strzałem strzelił ósmego gola w tym sezonie i skompletował dublet na stadionie "Miedziowych".

Drugi gol dla Jagiellonii na kilkanaście minut praktycznie zabił emocje w Lubinie. W ostatnim kwadransie wydawało się, że lider ekstraklasy pewnie dowiezie dwubramkową przewagę do ostatniego gwizdka sędziego Tomasza Kwiatkowskiego. Tak się jednak nie stało, bo być może zbyt spokojna atmosfera w ostatnich minutach nieco uśpiła "Żółto-Czerwonych". A Zagłębie zdobyło z tego bramkę kontaktową, po tym jak po centrze Mateusza Grzybka celnie do siatki gości główkował Hiszpan Juan Munoz.

Więcej goli na stadionie Zagłębia już jednak nie padło. Jagiellonia Białystok pokonała na wyjeździe Zagłębie Lubin 2:1 i dała znak, że nie zamierza czekać na ligowych rywali w czołówce ekstraklasy. Choć zwycięstwo w Lubinie nie przyszło jej łatwo, to jednak zespół Adriana Siemieńca poradził sobie z przeciwnościami i daleką podróż na Dolny Śląsk zakończy przywiezieniem ze sobą kompletu trzech punktów.

Białostoczanie po sobotniej wygranej mają już pięć punktów przewagi nad Śląskiem Wrocław, który w niedzielę zagra na wyjeździe z szóstą Legią Warszawa (dziewięć punktów straty). Trzeci Lech Poznań (zagra jeszcze z ŁKS) oraz czwarty Górnik Zabrze tracą do lidera już siedem, piąta Pogoń Szczecin osiem, a siódmy Raków Częstochowa aż dziewięć punktów. Szanse na coś wielkiego na Podlasiu na zakończenie sezonu 2023/24 skoczyły diametralnie w górę!

Czy Jagiellonia zdobędzie w tym sezonie mistrzostwo Polski?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.