Sceny w Ekstraklasie! Absolutny rekord. A na boisku kompromitacja [WIDEO]

Mecz Ruchu Chorzów z Widzewem Łódź zapisał się w historii Ekstraklasy. Na boisku nie było niespodzianki - "Niebiescy" przegrali 2:3 i nadal okupują ostatnie miejsce w Ekstraklasie. Prawdziwe święto odbyło się na trybunach.

Mecz Ruchu z Widzewem ciężko było reklamować jako mecz o wysoką stawkę. Ruch ma już tylko iluzoryczne szanse na pozostanie w Ekstraklasie. Widzew z kolei jest w środku tabeli i ma już praktycznie pewne utrzymanie, a do podium ligi i europejskich pucharów tracił aż dziewięć punktów. Dziać miało się za to na trybunach Stadionu Śląskiego. Kibice Ruchu i Widzewa od dawna się przyjaźnią. Do Chorzowa wybrało się kilkanaście tysięcy fanów Widzewa. Do tego około 30 tysięcy kibiców Ruchu i efekt był piorunujący. Na Stadionie Śląskim pojawiło się ponad 50 tysięcy kibiców. To absolutny rekord w tym sezonie Ekstraklasy i najwyższa frekwencja na meczu ligowym w XXI wieku i od 49 lat!

Zobacz wideo Adam Małysz szczerze o pomocy specjalistów: To już nie jest wstyd

Za to na boisku nie było wielkiej historii. Zaledwie tydzień temu Ruch stracił gola w meczu z Pogonią w drugiej minucie i w sobotę zrobił dokładnie to samo! W polu karnym z piłką zatańczył Bartłomiej Pawłowski, aż w końcu trafiła ona do Jordiego Sancheza, a ten bez problemu umieścił ją w siatce obok zasłoniętego Stipicy. W 18. minucie szczęścia spróbował sam Pawłowski, ale jego uderzenie z dystansu odbił bramkarz Ruchu. Do przerwy było 1:0 dla Widzewa.

Po zmianie stron w 47. minucie z dystansu strzelał Patryk Sikora, ale dobrze interweniował Gikiewicz. Minęły dwie minuty i kibice Ruchu znowu mogli złapać się za głowy, a potem tylko załamać ręce. Stępiński chciał dograć piłkę do Stipicy, ale zrobił to źle. Bramkarz Ruchu pobiegł do piłki ratować sytuację, nie chcąc dopuścić, by piłka wyszła na rzut rożny. I dopadł do niej, ale zagrał tak, że piłka trafiła do... Jordiego Sancheza. Ten znowu z łatwością umieścił ją w bramce, mimo że stał w niej jeden z obrońców.

Chorzowianie zdołali odpowiedzieć. W 77. minucie po ładnej kontrze piłkę w pole karne dograł Vlkanova, a całą akcję zamknął Miłosz Kozak, który mocnym strzałem wbił piłkę do bramki gości.

Pod koniec meczu o sobie dali znać jeszcze kibice. Sędzia trzy razy przerywał spotkanie z powodu odpalanej pirotechniki. Za trzecim razem miało to miejsce już w doliczonym czasie gry. Fani Widzewa odpalili race i arbiter nakazał obu drużynom zejść do tunelu. Kiedy obie ekipy wróciły, mecz trwał jeszcze 15 minut. I w tym czasie sporo się jeszcze wydarzyło. Widzew mianowicie podwyższył prowadzenie. Sędzia po analizie VAR podyktował rzut karny za zagranie ręką. "Jedenastkę" na gola zamienił Pawłowski. Kilka minut później bramkę kontaktową dla Ruchu zdobył Miłosz Kozak po indywidualnej akcji i rykoszecie, który zmylił Gikiewicza.

Ruch na dnie. Jedną nogą są w I lidze

"Niebiescy" zamykają tabelę Ekstraklasy. Aktualnie mają 10 punktów straty do bezpiecznej strefy. Do końca sezonu zostało pięć kolejek, a to oznacza, że szanse 14-krotnego mistrza Polski na utrzymanie są już w zasadzie tylko matematyczne. Widzew natomiast awansował na ósme miejsce.

Czy Ruch Chorzów zdoła jeszcze utrzymać się Ekstraklasie?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.