Alarm w Śląsku Wrocław! Ujawnili wstrząsające kulisy. Prokuratura zajęła się klubem

Śląsk Wrocław wykorzystywany w ramach rozgrywki politycznej? Kilka miesięcy temu sugerował to dziennikarz Marcin Torz, który wywołał spore poruszenie. Afera ma dalszy ciąg, o czym na kanale portalu Ujawniamy.com opowiedział Radosław Bąk, w przeszłości związany ze Śląskiem. Z jego relacji wynika, że gdy starał się o pracę w klubie, złożono mu niemoralną propozycję. - Kompletnie mnie zamurowała - przyznał. Sprawę bada prokuratura, a w rozmowie z "Gazetą Wrocławską" odniósł się do niej Patryk Załęczny, prezes klubu.

Śląsk Wrocław na kilka kolejek przed końcem sezonu nadal liczy się w grze o mistrzostwo Polski. Przy tym jest w trudnej sytuacji finansowo-organizacyjnej, mimo zapowiedzi nadal nie udało się sprywatyzować klubu, a jego większościowym udziałowcem nadal są władze miasta. Te są zamieszane w głośną aferę, w której pojawił się nowy wątek.

Zobacz wideo Co z Michałem Probierzem po mistrzostwach Europy? Mamy głos z PZPN-u

Kilka miesięcy temu dziennikarz Marcin Torz ogłosił, że dostał od prezesa Patryka Załęcznego ofertę pracy jako wiceprezes klubu z pensją w wysokości 34 tys. zł brutto mies. "Władze Wrocławia próbowały mnie wyeliminować i skorumpować" - przekonywał, mając na myśli to, że nagłaśniał afery z udziałem miejskich urzędników. Później wyjawił, że za milczenie oferowano mu 1,5 mln zł z publicznych pieniędzy. Nieco inaczej widział to Załęczny, który odsłonił kulisy rozmów z Torzem.

Nowe informacje ws. afery wokół Śląska. "Dostałem telefon, abyśmy spotkali się pod Wrocławiem"

W związku z tamtymi wydarzeniami dziennikarz stracił posadę w "Super Expressie" i założył własny portal Ujawniamy.com, gdzie dalej informuje o aferach we Wrocławiu. W środę na youtube'owym kanale portalu ukazał się materiał z Torzem oraz Radosławem Bąkiem. Ten drugi również miał trafić do Śląska, byłby to dla niego powrót do klubu, w którym pracował kilkukrotnie, ostatnio w 2016 r. jako szef marketingu. W tamtym czasie zwolnił ze swojego działu... Załęcznego, deklarującego się jako kibic Widzewa. Uznano, że dalsza współpraca nie ma sensu, gdyż byłaby nieuczciwa wobec fanów Śląska.

Po latach Bąk negocjował warunki powrotu do klubu właśnie z Załęcznym. Gdy porozumiał się z nim, również w sprawie wynagrodzenia, odszedł z dotychczasowej pracy. Wtedy został zaskoczony, gdyż warunki zupełnie się zmieniły.

- Dostałem telefon od jednego z pracowników klubu, abyśmy spotkali się pod Wrocławiem. Warunkiem odbycia tego spotkania było zostawienie telefonów komórkowych w samochodach. Zostawiliśmy je na parkingu i poszliśmy na spacer w pole. Rozmawialiśmy tam, być może dlatego, żeby nikt nas nie widział i nie słyszał. Tam padła propozycja, która kompletnie mnie zamurowała. Usłyszałem, że jeśli złożę oświadczenie oczerniające ciebie (Marcina Torza - red.), w którym podam nieprawdę na temat zdarzeń z twoich publikacji, to będę mógł sobie wybrać dowolną spółkę miejską i będę mógł podjąć w niej pracę w terminie i na warunkach ustalonych w ramach przyjścia do Śląska - zdradził. Jego wynagrodzenie miało wynosić 10 tys. zł netto mies.

- Spartan, Aquapark, może coś ze sportem? Wybierz sobie, tylko nie do Śląska. Odpowiedziałem słowami, których nie będę przytaczał. To była "kwiecista" polszczyzna, aby oddalili się z tym pomysłem ode mnie. (...) Nie ukrywam, trochę ścięło mnie z nóg - dodał Bąk.

Prokuratura zajęła się aferą wokół Śląska Wrocław. Prezes zabrał głos. "Kategorycznie zaprzeczam"

W związku z tą sprawą wrocławska prokuratura wszczęła śledztwo z urzędu. - Mogę potwierdzić, że śledztwo w tej sprawie się toczy. Na ten moment prokuratura nie chce zdradzać, kto i w jakim charakterze był przesłuchiwany. Czynności związane ze śledztwem trwają - potwierdziła "Gazecie Wrocławskiej" Anna Placzek-Grzelak, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.

Śledztwo dotyczy tzw. próby korupcji politycznej, z wykorzystaniem spółek zależnych od gminy Wrocław. Torz i Bąk przekazali już swoje wersje prokuraturze. Do sprawy odniósł się również Załęczny, który wie o śledztwie, ale nie był w tej sprawie wzywany lub przesłuchiwany.

- Kategorycznie zaprzeczam, jakbym miał osobiście lub przez osoby trzecie oferować panu Bąkowi pracę w innej miejskiej spółce. Fakt, był pomysł zatrudnienia go w Śląsku Wrocław po przyjściu Marcina Torza, ale był to pomysł samego Torza. Co więcej, dysponuję wiadomościami z 16 i 22 września, kiedy to Radosław Bąk prosił mnie o możliwość zatrudnienia w Śląsku mimo takiego, a nie innego rozwoju sytuacji. Na ten moment nie chcę mówić niczego więcej. Przekazuję sprawę i wszelkie informacje swojemu prawnikowi, który przygotowuje pozew zarówno przeciwko Bąkowi, jak i Marcinowi Torzowi - przekazał działacz "Gazecie Wrocławskiej".

Śląsk Wrocław na sześć kolejek przed końcem sezonu zajmuje drugie miejsce w tabeli ekstraklasy, do prowadzącej Jagiellonii Białystok traci dwa punkty. Najbliższy mecz rozegra w niedzielę 21 kwietnia, tego dnia zmierzy się z Lechem Poznań.

Czy Śląsk Wrocław zostanie mistrzem Polski?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.