Gigantyczna sensacja w Ekstraklasie! Lider na kolanach. Trzy ciosy w 10 minut! [WIDEO]

Jakub Seweryn
Ponad 18 tysięcy kibiców w Białymstoku oglądało niewykorzystaną okazję Jagiellonii na ucieczkę swoim najgroźniejszym rywalom w tabeli ekstraklasy. Białostoczanie wprawdzie prowadzili 1:0 po golu samobójczym Virgila Ghity, ale później posypała się na nich lawina nieszczęść. Czerwona kartka Adriana Diegueza, dwa szybkie trafienia Michała Rakoczego i Arttu Hoskonena, a następnie gol Janiego Atanasova w drugiej połowie sprawiły, że to "Pasy" triumfowały na boisku lidera 3:1. Gospodarze jeszcze przy stanie 1:2 nie wykorzystali rzutu karnego - strzał Afimico Pululu obronił Sebastian Madejski.

Z jednej strony rozpędzony lider Jagiellonia Białystok, który przed własną publicznością w niedzielne popołudnie stanął przed szansą na oddalenie się od najgroźniejszych rywali. Po drugiej stronie Cracovia, która od zwycięstwa z Radomiakiem 6:0 w pierwszej wiosennej kolejce nie wygrała ani razu i dokonała zmiany trenera. Goście mogli liczyć na "efekt nowej miotły" za sprawą Dawida Kroczka, ale mimo wszystko to Jaga wydawała się być zdecydowanym faworytem tej konfrontacji. Tyle że w piłce nożnej wszystko może się zmienić dosłownie w jednej akcji...

Zobacz wideo Feio mówi o konfliktach z sędziami. "To są konkrety"

Trzy ciosy w 10 minut i lider pokonany! Cracovia zaskoczyła Jagiellonię

Wszystko rozpoczęło się jednak dla gospodarzy doskonale, gdy w 10. minucie ich dobry początek przyniósł objęcie prowadzenia. Po dośrodkowaniu Bartłomieja Wdowika piłkę do własnej siatki skierował głową Virgil Ghita i było 1:0 dla lidera rozgrywek. 

Ale gdy tylko minął kwadrans, Jagiellonia zaczęła się sypać niczym domek z kart. A zaczęło się od czerwonej kartki Adriana Diegueza, który w 16. minucie przewrócił wychodzącego sam na sam z bramkarzem Benjamina Kallmana. Sędzia Paweł Raczkowski nie miał wątpliwości - wyrzucił Hiszpana z boiska, osłabiając gospodarzy. 

Żeby tego było mało, nie minęło dziesięć minut od kartki Diegueza, a Cracovia prowadziła w Białymstoku 2:1! Najpierw w 22. minucie perfekcyjną kontrę "Pasów" i podanie Benjamina Kallmana wykorzystał Michał Rakoczy, a trzy minuty później po stałym fragmencie gry i dośrodkowaniu Davida Olafssona do siatki trafił głową Arttu Hoskonen. 

Po tych dwóch, a w zasadzie trzech z czerwoną kartką ciosach, rozpoczęła się prawdziwa jazda bez trzymanki, bo Jagiellonia wcale się nie załamała stratą dwóch bramek i mimo gry 10 na 11 ruszyła do odrabiania strat. To oczywiście dało też szanse dla Cracovii do podwyższenia wyniku, ale przy strzałach Patryka Sokołowskiego i Otara Kakabadze doskonale interweniował Zlatan Alomerović. 

Kolejna kluczowa w tym spotkaniu sytuacja to już doliczony czas gry, gdy po interwencji VAR sędzia Raczkowski podyktował dla gospodarzy rzut karny za absurdalny faul Michała Rakoczego na Nene. Tyle że jedenastki nie wykorzystał Afimico Pululu, który uderzył w środek bramki i trafił w nogi Sebastiana Madejskiego. Po chwili dobijać uderzenie kolegi próbował Jesus Imaz, ale przy tym strzale Madejski już wykazał się fantastyczną paradą, dzięki czemu utrzymał prowadzenie "Pasów" do przerwy. 

Druga połowa rozpoczęła się od ataków "Żółto-Czerwonych". I znów w ciągu krótkiego czasu wydarzyły się dwie kluczowe sytuacje dla losów tego pojedynku. Najpierw w 50. minucie po dośrodkowaniu Dominika Marczuka piłka odbiła się tak od Arttu Hoskonena, że trafiła w poprzeczkę bramki przeciwnika. Goście z kolei wyszli z kontrą, po której Patryk Makuch na raty dograł idealnie przed bramkę do Janiego Atanasovia, a ten podwyższył rezultat. 

Przy 1:3, mimo starań gospodarzy do samego końca, defensywa Cracovii ustrzegała się błędów, ale z drugiej strony nie pomagali jej koledzy z przodu, którzy fatalnie psuli kontry, którymi mogli dobić lidera ekstraklasy. Najlepszą z nich w 70. minucie zmarnował Mikkel Maigaard, który w sytuacji sam na sam przegrał pojedynek ze Zlatanem Alomeroviciem. Jedynym, co nie mogło się podobać po stronie drużyny Dawida Kroczka, to liczne symulacje ze strony piłkarzy Cracovii, którzy po wielu starciach kładli się na murawę. To sprawiło choćby, że sędzia Paweł Raczkowski doliczył do drugiej połowy aż osiem minut, choć poza tym przerw w grze nie było w ogóle. 

Starania gospodarzy trwały do ostatniego gwizdka, ale nie przyniosły efektu. Jagiellonia Białystok niespodziewanie przegrała na własnym stadionie z Cracovią 1:3 i nie tylko nie wykorzystała okazji do ucieczki swoim najgroźniejszym rywalom, ale też jeszcze w niedzielę może zostać wyprzedzona przez Śląsk Wrocław, jeśli ten ogra na wyjeździe Górnika Zabrze. 

Czy Śląsk Wrocław jeszcze w niedzielę wyprzedzi Jagiellonię?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.