Tego po Goncalo Feio nikt się nie spodziewał. Wszystko na oczach Papszuna

Jakub Seweryn
W swoim debiucie w Legii Warszawa Goncalo Feio zaskoczył. Obserwowany z trybun przez Marka Papszuna Portugalczyk emanował spokojem, nawet gdy pod jego nosem dochodziło do sytuacji konfliktowych, a przy kontrowersjach tylko odwracał wzrok, przekazując wskazówki swoim zawodnikom. Ale samej Legii Feio nie odmienił. Warszawianie rozegrali niemal identyczny mecz, jak przed tygodniem z Jagiellonią, tracąc jednobramkowe prowadzenie niemalże dokładnie w tym samym momencie, w podobnych okolicznościach. Remis 1:1 nie zadowala tak naprawdę nikogo, kto w sobotni wieczór przybył na obiekt przy ulicy Limanowskiego.

24 mecze w pierwszej lidze, 25 w drugiej i pięć w Pucharze Polski - takie doświadczenie w roli pierwszego szkoleniowca miał przed objęciem stanowiska trenera Legii Warszawa 34-letni Portugalczyk Goncalo Feio. To właśnie on został mianowany w środę następcą zwolnionego dzień wcześniej Kosty Runjaicia.

Zobacz wideo Nowy trener Legii mówi wprost. "Nie ucieknę od tego"

Nawet Marek Papszun przybył na debiut byłego asystenta. Feio wreszcie dostał szansę, o której marzył

Legia poszła va banque, ale też sama znalazła się pod ścianą, bo o ile z brakiem mistrzostwa Polski w Warszawie wszyscy powoli się już godzą, tak brak europejskich pucharów w przyszłym sezonie byłby dla stołecznego klubu katastrofą - nie tylko sportową, ale też finansową. Dlatego też dyrektor sportowy Jacek Zieliński musiał szukać dla Legii szkoleniowca, który błyskawicznie przywróci ją na właściwe tory, a wybór padł właśnie na byłego trenera Motoru Lublin.

Feio dla piłkarskich kibiców w Polsce od dawna nie jest jednak postacią anonimową. Raz, że z Motorem zrobił w 2/3 sezonu efektowną szarżę ze strefy spadkowej II ligi do wygranych baraży o I ligę. A dwa, że jeszcze bardziej niż dobrymi wynikami zasłynął swoimi impulsywnymi, czasami wręcz skandalicznymi zachowaniami, jak zwyzywanie rzeczniczki Motoru czy też rzucenie kuwetą na dokumenty w głowę prezesa lubelskiego klubu.

Goncalo Feio w przeszłości pracował zarówno w Legii Warszawa, jak i Rakowie Częstochowa. W Legii miał się rozkleić w biurze prezesa Bogusława Leśnodorskiego, gdy ten wybrał na nowego trenera w 2015 roku Stanisława Czerczesowa, a nie 25-letniego wówczas Feio. Z Rakowa Portugalczyk z kolei wyleciał po bójce z innym członkiem sztabu szkoleniowego Marka Papszuna.

Sam Papszun z bliska oglądał starcie dwóch swoich "uczniów" - debiutującego w Legii Goncalo Feio oraz swojego następcę w Rakowie Dawida Szwargi. 49-letni szkoleniowiec, który od lata cieszy się urlopem po wieloletniej pracy w Częstochowie, był jednym z ponad 5 tysięcy kibiców obecnych na kameralnym obiekcie mistrza Polski. Według stadionowego spikera Papszun przyjechał na stadion w Częstochowie dopiero po raz pierwszy od swojego odejścia z Rakowa w maju ubiegłego roku.

Niewielkie zmiany w składzie i ustawieniu, ale gol prosto z boiska treningowego

Goncalo Feio w swoim pierwszym meczu w Legii nie dokonał rewolucji w składzie, lecz tylko dwóch zmian w podstawowej jedenastce. Na prawe wahadło kosztem Ryoyi Morishity wrócił Paweł Wszołek, natomiast w środku pola wybrał zdecydowanie bardziej ofensywny wariant z Bartoszem Kapustką, sadzając na ławce Jurgena Celhakę.

Zmianie uległo jednak ustawienie, bo choć Legia dalej grała trójką obrońców, to w systemie zdecydowanie bliższym 3-5-2 niż 3-4-3 z cofniętym bardziej niż zwykle Josue, który grał mniej więcej na równi z Bartoszem Kapustką, podczas gdy bliżej obrońców biegał Juergen Elitim. Drużyna z Warszawy starała się intensywnym pressingiem odcinać od gry środkowych pomocników gospodarzy - Giannisa Papanikolaou oraz Władysława Koczerhina. Czyniła to zresztą skutecznie, tym bardziej że z przodu również bez piłki harowali Marc Gual i Tomas Pekhart.

A sam Feio? Portugalczyk rozpoczął od "miśka" z Dawidem Szwargą przed pierwszym gwizdkiem, a następnie przy linii bocznej imponował spokojem, maszerując raz w jedną, raz w drugą stronę. Starał się motywować, pobudzać zawodników oklaskami nawet gdy ci popełniali proste błędy, co jakiś czas też notując uwagi na przygotowanej do tego karteczce.

Gdy na początku spotkania groźna centra Patryka Kuna nie dotarła do Marca Guala, Feio niemal złapał się za głowę, ale okazję do radości miał już w 17. minucie, gdy po dobrze rozegranym aucie i dośrodkowaniu Radovana Pankova do siatki trafił głową Tomas Pekhart. Wtedy to przybił piątkę i uściskał się z jednym z asystentów. Jak później zdradził w wywiadzie sam Pekhart, Legia w pierwszym tygodniu Feio poświęciła 2-3 dni treningów tylko na stałe fragmenty gry, co przyniosło wymierny skutek w Częstochowie.

Goncalo Feio zaskoczył spokojem, ale Legii nie odmienił. Identycznie stracone punkty

W żadnym momencie pierwszej połowy nie było widać w postawie Goncalo Feio nerwowości, choćby w stosunku do decyzji sędziego Piotra Lasyka. Tuż po golu Pekharta przekazywał uwagi Pawłowi Wszołkowi, tak jak czynił to w stosunku do różnych swoich piłkarzy przy większości przerw w grze. Tak samo było, gdy VAR sprawdzał spalonego przy nieuznanej bramce Johna Yeboaha.

Ba, nawet gdy przy ławce Legii Radovan Pankov został ostro wycięty przez Dawida Drachala, Feio nawet na sędziego nie patrzył, jedynie wykorzystał przerwę do kolejnych uwag swoim zawodnikom. Do szatni mógł jednak schodzić zadowolony, spokojnie rozmawiając z jednym asystentów.

Gdy w polu karnym Legii doszło do starcia Rafała Augustyniaka z Władysławem Koczerhinem, Feio nie wydawał się mieć pretensji do arbitra - odwrócił się do swojej ławki i tylko z politowania złożył ręce, jakby nie dowierzając, że z jego perspektywy tak łatwo Augustyniak dał się nabrać na zwód swojego przeciwnika. Gdy Piotr Lasyk wracał po obejrzeniu całej sytuacji na monitorze, tylko pomachał palcem, pokazując, że jego zdaniem karnego być nie powinno. Równie subtelna była jego reakcja na sytuację, gdy to legioniści domagali się jedenastki za zagranie ręką w polu karnym Rakowa. Feio tylko podszedł w kierunku technicznego i pokazał wymownie na rękę, aby całą sytuację sprawdzono. 

Przez większość drugiej połowy, która była rozgrywana głównie po drugiej stronie boiska niż ta, po której była ławka rezerwowych Legii, Goncalo Feio skupiał się na przekazywaniu wskazówek zawodnikom, którzy mieli wejść na boisko.

Ale ten mecz tylko potwierdził, że problemem Legii nie był tylko Kosta Runjaić. Warszawianie rozegrali drugą połowę podobnie, jak tydzień wcześniej przeciwko Jagiellonii i praktycznie w identycznym momencie zapłacili za to utratą gola. Po bramce głową Ante Crnaca Feio tylko odwrócił się w kierunku własnej ławki rezerwowych, rzucając kilka słów komentarza. Tym bardziej że znów dużą rolę odegrało w tym wszystkim zachowanie rezerwowego, w tym przypadku fatalnego Gila Diasa. Wielce krytykowanego przez kibiców Macieja Rosołka z kolei nowy trener Legii wpuścił na boisko jeszcze wcześniej niż jego poprzednik. 

Czy Goncalo Feio odmieni grę Legii Warszawa?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.