Pół Polski się cieszy, że Legia Warszawa jest w ciemnej d...olinie. Mistrzostwo jej uciekło, awans do europejskich pucharów też jest więcej niż niepewny. A jeszcze zwolniła trenera i zatrudniła na jego miejsce "szaleńca". Ja jednak na miejscu kibiców, którym leży na sercu dobro naszej rodzimej kopanej, wcale bym się nie cieszył. To smutne patrzeć, jak Dariusz Mioduski i spółka trwonią nasze dobro narodowe - pisze Michał Kiedrowski.
Na początek chciałbym wyjaśnić słowo "szaleniec" użyte wyżej. Nie chodzi tu przecież o jakieś niedostatki umysłowe Goncalo Feio, nowego trenera Legii, ale o to jak jest odbierany. Jego niepohamowane wybuchy emocjonalne mocno nadszarpnęły mu reputację. Można nawet napisać z błędem ortograficznym, że są to wybryki niepochamowane, bo więcej mają wspólnego z chamstwem niż z brakiem hamulców.
Po drugie podzielę się osobistym wyznaniem, że i mi degrengolada Legii specjalnie nie przeszkadza jako kibicowi sportu. Jak większość uwielbiam niespodzianki i sensacje w tej dziedzinie życia, bo zawsze kryją się za nimi piękne ludzkie historie.