Lechia Gdańsk wygrała pierwsze pięć wiosennych spotkań I ligi i przed 26. kolejką była liderem tabeli. Prowadzenie straciła po tym, jak w piątek Arka Gdynia pokonała 2:1 Chrobry Głogów. Wyjazdowe spotkanie z bardzo dobrze dysponowanym GKS-em Katowice (wygrał sześć z siedmiu pierwszych meczów na wiosnę) miało zatem dla niej ogromne znaczenie.
Już w pierwszych kilkunastu minutach katowiczanie mieli kilka dobrych okazji do zdobycia bramki, tyle że brakowało im skuteczności. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem, a o wiele więcej wydarzyło się w drugiej części.
W 71. minucie Marten Kuusk bardzo ostro zaatakował Jakuba Sypka. Początkowo sędzia pokazał Estończykowi tylko żółtą kartkę, ale po wideoweryfikacji zmienił decyzję i wyrzucił go z boiska. Przez ostatnie kilkadziesiąt minut gospodarze musieli grać w osłabieniu, czego nie potrafiła wykorzystać Lechia. To się na niej zemściło.
W trzeciej minucie doliczonego czasu gry z rzutu wolnego dośrodkował Christian Aleman. Piłka trafiła do Bartosza Jaroszka, który zgrał ją tuż przed bramkę gdańszczan. Tam czekał Arkadiusz Jędrych i strzałem głową pokonał Bohdana Sarnawskiego. Grający w osłabieniu GKS utrzymał prowadzenie 1:0 do końca meczu i w ten sposób zakończył imponującą passę Lechii, trwającą od początku roku.
Natomiast katowiczanie mogą się pochwalić aż siedmioma wygranymi w ośmiu meczach rozegranych od przerwy zimowej. W tym okresie zdobyli blisko połowę całego swojego dorobku (21 z 45 punktów) i stali się kandydatem do awansu. Po niedzielnej wygranej zajmują trzecie miejsce, dające baraże, a ich strata do drugiej pozycji, dającej awans, wynosi sześć punktów. Z kolei Lechia jest punkt za liderującą Arką.