Przełamanie lidera! Jagiellonia wygrała pierwszy taki mecz. Trafienie "Zorro" [WIDEO]

Jakub Seweryn
Jagiellonia Białystok nie po raz pierwszy w 2024 roku jest liderem ekstraklasy, ale po raz pierwszy w tej roli zdołała w sobotę zwyciężyć! Piłkarze Adriana Siemieńca po emocjonującym spotkaniu pokonali na wyjeździe Radomiaka Radom 2:0, a bezcenne trzy punkty zapewnili im Mateusz Skrzypczak oraz zamaskowany Kaan Caliskaner. Co więcej, trzy inne trafienia gości zostały anulowane przez sędziego Daniela Stefańskiego, z kolei Radomiak dwukrotnie trafiał w poprzeczkę za sprawą Leonardo Rochy.

Po efektownie wygranym 3:1 meczu na szczycie ze Śląskiem Wrocław Jagiellonia Białystok wróciła na fotel lidera ekstraklasy. Kolejny sprawdzian czekał drużynę Adriana Siemieńca w Radomiu, gdzie "Żółto-Czerwoni" mierzyli się z Radomiakiem. Gospodarze po fatalnym starcie rundy zdołali przed tym meczem wywalczyć dwa bezcenne zwycięstwa - ze Stalą Mielec (2:1) i Piastem Gliwice (3:2), co dało im spokój w ligowej tabeli. Jagiellonia chciała z kolei pokazać, że to, że przy poprzednim liderowaniu zdobyła tylko punkt w trzech spotkaniach, było jedynie zbiegiem okoliczności. 

Zobacz wideo Lewandowski jest współodpowiedzialny! Gromy na kapitana

Przełamanie lidera z Białegostoku! Jagiellonia wygrała pierwszy taki mecz

Pierwsze pół godziny sobotniego meczu to absolutna dominacja Jagiellonii Białystok. Trudno było jednak nie odnieść wrażenia, że duża w tym też była zasługa postawy piłkarzy Radomiaka, którzy bez piłki stawali na własnej połowie i dość biernie przyglądali się rozgrywaniu piłki przez zespół gości. A że Jaga to potrafi, to raz po raz stwarzała zagrożenie dla bramki Gabriela Kobylaka. 

Ba, przyjezdni z Białegostoku przez 30 minut aż trzykrotnie nawet pokonywał bramkarza Radomiaka. W 7. minucie uczynił to Jesus Imaz, który celnie główkował z kilku metrów po doskonałym dośrodkowaniu Kristoffera Hansena. Jagiellonia z objęcia prowadzenia cieszyła się jednak krótko, bo analiza VAR wykazała, że hiszpański napastnik gości był na minimalnym spalonym. 

Wraz z upływem kwadransa, piłka wylądowała w siatce gospodarzy po raz drugi, a Jagiellonia użyła najsilniejszej broni Radomiaka, czyli stałego fragmentu gry. Świetnie rozegrany rzut rożny - dośrodkowanie Bartłomieja Wdowika, zgranie głową Tarasa Romanczuka i celny strzał Mateusza Skrzypczaka, po którym bramkarz Radomiaka Gabriel Kobylak wyciągnął piłkę już zza linii bramkowej. Tym razem już faktycznie zrobiło się 1:0 dla przyjezdnych.

26. minuta to z kolei znakomita akcja zespołowa Żółto-Czerwonych. Po długim podaniu z linii obrony Afimico Pululu świetnie zgrał piłkę do wbiegającego w szesnastkę Nene. Portugalczyk w sytuacji sam na sam pokonał Gabriela Kobylaka, ale cóż z tego, skoro zarówno on, jak i wcześniej Pululu byli na spalonym.

Po pół godziny Radomiak przestał się czaić i wyszedł wyżej do rozgrywających piłkę obrońców Jagiellonii. Pod naciskiem gospodarzy białostoczanie zaczęli popełniać błędy i mecz stał się zdecydowanie bardziej wyrównany. Piłkarze Macieja Kędziorka bardzo mocno liczyli na stałe fragmenty gry i faktycznie pod koniec pierwszej połowy niewiele zabrakło, by doprowadzili do wyrównania. Po jednym strzale głową Leonardo Rochy zmierzającą piłkę do bramki zatrzymał jeden z obrońców Jagiellonii, a po innej próbie rosłego Portugalczyka futbolówka spadła na poprzeczkę bramki Zlatana Alomerovicia. 

Już w ostatniej akcji przed przerwą szansę na drugiego gola miała także Jagiellonia. Po odbiorze Jesusa Imaza mocny strzał z kilkunastu metrów oddał Afimico Pululu, ale Gabriel Kobylak tym razem nie dał się zaskoczyć. 

W drugiej części spotkania obraz gry zdecydowanie bardziej przypominał to, co działo się w końcówce, a nie pierwszych minutach pierwszej połowy. Zaczęło się od groźnego stałego fragmentu gry dla Radomiaka, po którym niecelnie uderzał Leonardo Rocha. Sporo szumu w strefie obronnej rywala powodował też wprowadzony w przerwie Vagner Dias. 

W odpowiedzi dwie okazje do strzelenia gola zmarnował Afimico Pululu i o ile po ostrzej centrze Dominika Marczuka jego pudło z trudnej pozycji można wybaczyć, tak gdy pięć minut później piłkę na sytuację sam na sam wyłożył mu Jesus Imaz, Pululu powinien był pokonać Kobylaka, a po złym przyjęciu piłki stracił ją na rzecz bramkarza Radomiaka.

Radomiak próbował też strzałów z dystansu. Niezłą próbę oddał chociażby Rafał Wolski, ale bardzo czujny tego dnia w bramce gości był Zlatan Alomerović. W 69. minucie i golkiper Jagi miał problemy, gdy po akcji lewym skrzydłem Vagnera Diasa piłka zawisła na drugim metrze przed jego bramką. Ostatecznie obrońcy Jagiellonii zdołali wybić futbolówkę, a Alomerović został kopnięty w głowę przez Leonardo Rochę, który został za to ukarany żółtą kartką. 

W 73. minucie lider z Białegostoku zdołał uspokoić to spotkanie. Po złym wybiciu Gabriela Kobylaka, Nene zgrał piłkę głową do uciekającego Kaana Caliskanera, a rezerwowy napastnik Jagiellonii ślicznym strzałem w okolice okienka bramki wygrał pojedynek z golkiperem Radomiaka, trafiając na 2:0. Napastnik Jagi po złamaniu nosa trzy tygodnie temu już z ochronną maską strzelił dla białostoczan dwa gole - poprzedni raz trafił do siatki w Zabrzu, w przegranym spotkaniu z Górnikiem (1:2).

Mimo dość bezpiecznego dla Jagiellonii wyniku, emocji w Radomiu wciąż nie brakowało. Najpierw płaskie uderzenie z dystansu Dawida Abramowicza pewnie wyłapał Alomerović. Następnie, w samej końcówce, piłka wylądowała w siatce Radomiaka już po raz piąty, gdy po odbiorze na połowie rywala Gabriela Kobylaka pokonał technicznym strzałem Jesus Imaz. Był to jednak już trzeci w tym meczu gol nieuznany, bowiem sędziowie dopatrzyli się w tej sytuacji zagrania ręką.

Doliczony czas gry to jeszcze druga poprzeczka w tym spotkaniu Leonardo Rochy, tym razem po efektownym uderzeniu zza pola karnego. Wynik w Radomiu już się nie zmienił.

Po naprawdę dobrym i emocjonującym spotkaniu w Radomiu Jagiellonia Białystok zasłużenie pokonała Radomiaka 2:0 i z 48 punktami zapewniła sobie pozycja lidera na najbliższe dwa tygodnie, w trakcie których swoje mecze rozegrają reprezentacje narodowe. Po przerwie drużyna Adriana Siemieńca zagra u siebie z ostatnim w tabeli ŁKS Łódź. A Radomiak? Gospodarze dzisiejszego spotkania z 31 punktami pozostają na jedenastym miejscu, z bezpieczną, ośmiopunktową przewagą nad strefą spadkową. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.