Sześć goli w meczu Korona - Legia. Absolutny dreszczowiec w Kielcach

Niesamowite widowisko w Kielcach! Po 30 minutach gry wydawało się, że jest po meczu, gdyż Legia prowadziła już dwoma bramkami, ale pomocną dłoń gospodarzom tuż przed przerwą wyciągnął duet Artur Jędrzejczyk - Dominik Hładun. W drugiej połowie podopieczni Kamila Kuzery nabrali wiary i entuzjazmu w korzystny wynik. W doliczonym czasie gry otrzymali prezent za swoją waleczność, pogrążając Legię w otchłani.

Sporo zmartwień przed tym starciem mieli Legioniści, którzy trzy dni temu w kiepskim stylu odpadli z Ligi Konferencji Europy, przegrywając dwumecz z FK Molde 2:6. Na domiar złego start tegorocznych zmagań w Ekstraklasie również pozostawia wiele do życzenia. Podopieczni Kosty Runjaicia pokonali 1:0 Ruch w Chorzowie, ale tydzień później zremisowali przed własną publicznością z Puszczą Niepołomice. Do Kielc przyjechali bez pauzującego za kartki Josue. Doszło także do zmiany w bramce - krytykowanego Kacpra Tobiasza zastąpił Dominik Hładun.

Zobacz wideo Adamek: Dostałem dobrą ofertę i wróciłem do pracy

Natomiast Korona podchodziła do tego meczu z miejsca zagrożonego spadkiem, albowiem kilka godzin wcześniej Puszcza zremisowała 2:2 z Zagłębiem, co pozwoliło im na drobny awans. Gospodarze bardzo chcieli opuścić dół tabeli, jednakże goście stanęli przed dużą szansę na doskoczenie do rywali z czołówki, albowiem z wyżej notowanych ekip w tej kolejce wygrała tylko Pogoń. 

Piorunujący początek Legii. Gol już w drugiej akcji

Legia w czwartek straciła bramkę już w 61. sekundzie, ale tym razem to ona zaczęła od mocnego uderzenia. Najpierw sporo miejsca z prawej strony miał Paweł Wszołek, ale jego centra została wybita. Ponowienie ataku sprawiło, że Bartosz Kapustka wpadł w pole karne. Wyłożył piłkę na piąty metr do Patryka Kuna, ale ten przy asyście obrońcy trafił tylko w poprzeczkę.

Trzy minuty później było już 1:0 dla gości. Znów w roli głównej wystąpił Bartosz Kapustka, który tego dnia zastępował Josue nie tylko w roli ofensywnego pomocnika, ale także kapitana. 27-latek posłał w pole karne prostopadłe podanie do Blaza Kramera, a napastnik Legii strzałem w długi róg pokonał bramkarza rywali. To był piorunujący początek Legii!

Szybko strzelony gol pozwolił Legii skupić się bardziej na działaniach obronnych, co się udawało, albowiem ataki Korony były szybko neutralizowane. Gospodarze mieli ogromne problemy ofensywne, natomiast goście korzystali z przestrzeni na połowie rywali. W 30. minucie kolejnym prostopadłym polem Blaza Kramera obsłużył tym razem Marc Gual. Słoweniec zdążył zagrać piłkę przed Konradem Forencem i skierować ją do bramki. Miał już dublet, a Legia po dwóch kwadransach mogła cieszyć się z dwubramkowego prowadzenia.

Dopiero w 40. minucie meczu podopieczni Kamila Kuzery oddali pierwszy strzał na bramkę Dominika Hładuna. To wiele mówi o ich dyspozycji ofensywnej w pierwszej połowie, ale tuż przed przerwą z pomocą przyszli rywale. Konkretnie Artur Jędrzejczyk. który popełnił katastrofalny błąd w wyprowadzeniu piłki, tracąc ją przed własnym polem karnym. Martin Remacle oddał strzał z 16 metrów, który próbował obronić Dominik Hładun, ale golkiper Legii również nie zachował się najlepiej. Przepuścił to uderzenie, sprawiając, że dyskusja o bramkarzach w Warszawie nie zostanie zakończona. 

Niesamowita druga połowa! Sceny w doliczonym czasie gry

Niespodziewane zmniejszenie strat bardzo zmotywowało Koronę, która po przerwie ruszyła. Już na początku drugiej połowy częściej zagrażali bramce Hładuna niż w pierwszych trzech kwadransach spotkania. Kolejne próby ofensywne gospodarzy napędzały również trybuny, które były coraz bardziej żywiołowe. Wyróżniał się przede wszystkim Mariusz Fornalczyk, który w przerwie zmienił Nono.

Można było odnieść wrażenie, że Legia długo nie wychodziła z szatni, ale ostudziła entuzjazm gospodarzy w idealnym momencie. Marc Gual świetnie zachował się, będąc tyłem do bramki i z rywalem na plecach przy linii pola karnego. Zdołał oddać strzał z półobrotu przy bliższym słupku, czym zaskoczył Konrada Forenca. Hiszpan do asysty dorzucił gola.

To wprowadziło trochę spokoju w meczu, ale w 69. minucie trybuny Suzuki Arena znów się uradowały. Akcję bramkową ponownie napędził Fornalczyk. Na prawej stronie był Danny Trejo, który sprawnie ograł Yuriego Ribeiro, idealnie dogrywając wzdłuż bramki między golkiperem a obrońcą. Na dalszym słupku czekał już Jewgienij Szykawka. Białorusin jedynie dostawił nogę. W odpowiedzi do siatki gospodarzy trafił Bartosz Kapustka, ale VAR słusznie dopatrzył się spalonego w akcji Legionistów.

Podopieczni Kamila Kuzery napierali do samego końca i otrzymali prezent za swoją waleczną postawę w całej drugiej połowie. W 92. minucie piłka po dwóch zablokowanych strzałach trafiła pod nogi Adriana Dalmau ustawionego przed bramką Legii. Gracz Korony uderzył pod poprzeczkę! Dominik Hładun był bez szans, a gospodarze doprowadzili do remisu!

Kilka minut później Szymon Marciniak zagwizdał po raz ostatni. Korona rzutem na taśmę zremisowała u siebie z Legią 3:3. Podopieczni Kosty Runjaicia nie wykorzystali potknięć rywali w walce o mistrzostwo Polski.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.