Sensacja w ekstraklasie! Beniaminek utarł nosa liderowi [WIDEO]

Duża niespodzianka w Białymstoku. A mogła być jeszcze większa! Do ubiegłotygodniowej porażki z Lechem Poznań (1:2) lider ekstraklasy Jagiellonia wydawał się nie do zdarcia na własnym terenie, tymczasem w sobotę piłkarze Adriana Siemieńca byli o krok od porażki z Ruchem Chorzów. Białostoczanie długo przegrywali 0:1 po pięknym golu Daniela Szczepana z 42. minuty, ale już w ostatniej akcji meczu do remisu 1:1 doprowadził równie urodziwym trafieniem Jesus Imaz.

Kiedy lider tabeli gra u siebie z przedostatnią drużyną w tabeli, w teorii nie powinien mieć problemów ze zwycięstwem. Ekstraklasa jednak niejednokrotnie pokazywała, że za nic ma sobie teorię. O jej nieprzewidywalności przekonała się w sobotę Jagiellonia Białystok, która po porażce w szlagierze z Lechem Poznań miała mieć tym razem zdecydowanie łatwiejsze zadanie. 

Zobacz wideo Wychodzili z filmu "Kuba" i płakali. Prawdziwe życie. "Na tym nam zależało"

Duża niespodzianka w Białymstoku! Paraliż lidera w meczu z beniaminkiem. Co za gole!

Tyle teoria, a jak wyszło w praktyce? Ruch Chorzów w Białymstoku od początku wyglądał na zespół naprawdę dobrze zorganizowany, dlatego też gospodarzom, choć mieli oni ogromną przewagę w posiadaniu piłki, z wielkim trudem przychodziło im przedostawanie się pod bramkę Dante Stipicy. Prawym skrzydłem próbował szarżować Dominik Marczuk, ale nawet gdy na fatalnym fragmencie murawy w Białymstoku udawało mu się ograć Tomasza Wójtowicza, to później brakowało zrozumienia z kolegami w ataku.

W ten sposób Jagiellonia oddała w pierwszej połowie tylko jeden groźny strzał, jednak próbę z powietrza Jesusa Imaza w 12. minucie obronił bramkarz Ruchu. Pod drugą bramką nie działo się więcej, bo przez dobre 40 minut można było wyróżnić jedynie niecelne uderzenie głową hiszpańskiego obrońcy Josemy po rzucie rożnym.

No ale w końcówce pierwszej połowy wydarzyło się coś, czego mało kto się spodziewał. Adam Vlkanova w jednym z nielicznych kontrataków Ruchu popisał się dobrym przerzutem na prawą stronę boiska, a waleczny, choć niezdarny napastnik "Niebieskich" Daniel Szczepan popisał się fenomenalnym strzałem z powietrza, po którym piłka jak rakieta poszybowała do bramki Zlatana Alomerovicia. Szok w Białymstoku, bo po golu Szczepana z 42. minuty do przerwy prowadził Ruch, który do tego momentu wygrał tylko jeden mecz ligowy w tym sezonie i to z jeszcze słabszym od siebie ŁKS-em Łódź w drugiej kolejce (2:0). 

Jagiellonia w sobotnie popołudnie rozegrała bezsprzecznie najgorsze spotkanie w sezonie 2023/24. Jej grę śmiało można określić słowem "paraliż". Z kolei "Niebiescy" po strzelonym golu czuli się dużo swobodniej. Jego strzelec Daniel Szczepan próbował nawet po przerwie uderzenia przewrotką, po którym piłka o centymetry minęła bramkę białostoczan. 

Minuty mijały, trenerzy robili kolejne zmiany, ale przewaga w posiadaniu piłki gospodarzy nie przekładała się zupełnie na okazje bramkowe. Dopiero w doliczonym czasie Jaga była w stanie zamknąć Ruch nawet w jego własnym polu karnym. Mimo to "Niebiescy" bronili się naprawdę dobrze i choć w ich szesnastce się kotłowało raz za razem, to piłkarze Janusza Niedźwiedzia wychodzili z tego obronną ręką.

Jagiellonia walczyła do końca, aczkolwiek nieporozumienie w sztabie szkoleniowym sprawiło, że w doliczonym czasie, w tym samym momencie Adrian Siemieniec dokonał ostatniej zmiany (Dusan Stojinović za Jetmira Halitiego), a okazało się, że z rozbitym nosem grać dalej nie jest w stanie Kaan Caliskaner. Efekt? Jaga musiała kończyć mecz w dziesiątkę. 

Mimo to gospodarze nie składali broni i ich starania opłaciły się już w ostatniej akcji meczu, gdy po rzucie rożnym pięknym strzałem z woleja popisał się Jesus Imaz, dzięki czemu starcie w Białymstoku zakończyło się remisem 1:1. 

Taki wynik w Białymstoku oznacza, że Jagiellonia Białystok jeszcze w sobotę może stracić fotel lidera ekstraklasy na rzecz albo Lecha Poznań, albo Śląska Wrocław, które tuż po meczu na Podlasiu rozpoczęły bezpośrednie spotkanie przy Bułgarskiej. Stanie się tak, jeśli w Poznaniu nie padnie remis.

Mecz z Ruchem należy mimo wszystko uznać za bardzo nieudany w wykonaniu drużyny Adriana Siemieńca, która okazję do rehabilitacji będzie miała już we wtorek, gdy również u siebie zagra z Koroną Kielce w ćwierćfinale Pucharu Polski. A jak wygląda sytuacja Ruchu Chorzów? "Niebiescy" z 15 punktami tracą do bezpiecznej strefy aż sześć "oczek".

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.