ŁKS wygrał do tej pory zaledwie dwa mecze w tym sezonie. Przegrał aż 14. Wiosnę zaczął od porażek z dwoma bezpośrednimi rywalami do utrzymania - 1:2 z Koroną Kielce (15. miejsce) i 0:2 z Widzewem (11. miejsce). Statystycy z EkstraStats zauważyli, że ostatni raz zaledwie 10 punktów po 20 meczach miał Zawisza Bydgoszcz w sezonie 2014/15 - oczywiście spadł wtedy z ligi.
Zmiana trenera nie dała w Łodzi oczekiwanych rezultatów. Piotr Stokowiec, który w październiku zeszłego roku zastąpił Kazimierza Moskala, zdobył do tej pory zaledwie trzy punkty. Jeden z drugim najgorszym w lidze Ruchem Chorzów, jeden z często tracącą punkty w takich meczach Legią Warszawa i jeden z Piastem Gliwice, czyli najczęściej remisującą drużyną ligi. Nikt już tak naprawdę nie wierzy w utrzymanie ŁKS-u.
Nawet Piotr Stokowiec unikał odpowiedzi na pytanie, czy wciąż wierzy w to, że ŁKS zostanie w ekstraklasie. - Musimy patrzeć tylko na najbliższy mecz. Na tym musimy się skupić, by w końcu się przełamać i potem myśleć, co dalej - stwierdził wymijająco. Dziennikarz Tomasz Pomarkiewicz z Fakt24.pl informuje zresztą, że wkrótce przestanie być to jego zmartwieniem.
- Z naszych informacji wynika, że przed meczem derbowym z Widzewem w klubie było słychać głosy, że tylko wygrana uratuje szkoleniowca przed zwolnieniem. Tego nie było. Nie było nawet remisu. Czy to oznacza, że misja Stokowca w ŁKS właśnie dobiegła końca? Decyzja ma zapaść w ciągu najbliższych godzin - czytamy na łamach serwisu.
Nastroje w beniaminku są katastrofalne. Po meczu kibice zażądali koszulek od piłkarzy - czego część zawodników najpewniej nie mogła zrozumieć - a jeszcze w trakcie spotkania Dani Ramirez pokazał... środkowy palec w kierunku trybun, z czego musiał tłumaczyć się w mediach społecznościowych.
W najbliższej kolejce ŁKS Łódź zagra na wyjeździe z walczącą o mistrzostwo Polski Pogonią Szczecin. Wszystko wskazuje na to, że kibice muszą szykować się na kolejną ligową porażkę - niezależnie od tego kto będzie trenerem łodzian.