Obie drużyny rozgrywają dość przeciętny sezon - wydaje się, że żadnej nie grozi ani walka o miejsca w europejskich pucharach, ani spadek. Gorsze nastroje przed tym meczem na pewno panowały w Lubinie - zespół Waldemara Fornalika nie wygrał w lidze od listopada, a po drodze zremisował z Ruchem Chorzów i przegrał derby ze Śląskiem. Fatalnie spisał się też w pierwszym meczu na wiosnę, gdy przegrał 0:2 z Lechem Poznań.
Dlatego kibice Zagłębia mogli obawiać się meczu z Cracovią, która tydzień temu rozbiła Radomiaka aż 6:0. Dzisiejsi goście mieli jednak dużo trudniejsze zadanie. Zagłębie Lubin nie dość, że grało u siebie, to w dodatku nie dostało czerwonej kartki na samym początku spotkania. Mimo wszystko w pierwszej połowie Cracovia miała przewagę. To na nic się nie zdało. W czasie doliczonym pierwszej połowy Tomasz Makowski pięknie podał do wchodzącego w pole karne Kacpra Chodyny, który wyprowadził Zagłębie na prowadzenie.
W drugiej połowie również nie brakowało emocji. Waldemar Fornalik został ukarany czerwoną kartką za "krytykę orzeczeń poza strefą techniczną". W 73. minucie Cracovia otrzymała rzut karny. Wszystko przez faul Michała Nalepy. Były obrońca Lechii Gdańsk kopnął w kolano Benjamina Kallmana. Jedenastkę pewnie wykorzystał Jani Atanasow.
W 87. minucie Benjamin Kallman wyszedł sam na sam z Jasminem Buriciem, ale bramkarz Zagłębia dał radę zbić piłkę do boku. Kilkanaście sekund później przed szansą na gola stanął Patryk Makuch. Jego strzału golkiper nie miałby już szans sięgnąć, ale uderzenie minimalnie ominęło słupek. W 97. minucie Zagłębie było o krok od strzelenia gola, ale Cracovię uratował Sebastian Madejski. Mecz ostatecznie skończył się wynikiem 1:1.
Wydaje się, że z remisu bardziej zadowoleni mogą być gracze gospodarzy. Zagłębie w drugim wiosennym meczu z rzędu zagrało gorzej od rywala, choć tym razem zdołało zdobyć bramkę. Za to w Cracovii dominować będzie uczucie niedosytu. Nie udało jej się wykorzystać zeszłotygodniowego zwycięstwa.