Wyjątkowy mecz lidera. Goście zepsuli "Święto Ultry". Dwa sukcesy za jednym razem

Jakub Seweryn
Lech Poznań zdobył Białystok! Drużyna Mariusza Rumaka zepsuła kibicom Jagiellonii Białystok ich coroczne święto i po świetnej pierwszej połowie triumfowała na niezdobytym dotąd terenie lidera 2:1. "Kolejorz" traci już tylko dwa punkty do dzisiejszego przeciwnika. Świetne widowisko na boisku i na trybunach, pierwsza od prawie roku porażka u siebie białostoczan, a na koniec wzajemny szacunek. - Poradziliśmy sobie, choć Jagiellonia z piłką gra najlepiej w Polsce - stwierdził po zwycięstwie Mariusz Rumak, który powrót do Lecha rozpoczął od dwóch zwycięstw.

Choć mecz odbywał się w Białymstoku, a gospodarzem była liderująca w ekstraklasie Jagiellonia, która dotąd ani razu w tym sezonie na własnym stadionie nie przegrała, to sobotni hit 21. kolejki był "mecz o życie" dla Lecha Poznań. Drużyna Mariusza Rumaka nie miała w tym spotkaniu Mikaela Ishaka, Mihi Blazicia, Filipa Dagerstala i Adriela Ba Louy, nie miała też wielkiego marginesu błędu. Porażka w Białymstoku sprawiłaby, że "Kolejorz" traciłby do Jagi już osiem punktów, mając zarazem gorszy bilans meczów bezpośrednich, jako że w pierwszym, niezwykle emocjonującym meczu w Poznaniu padł remis 3:3. 

Zobacz wideo Imponująca oprawa kibiców Ruchu Chorzów w trakcie meczu z Legią

Jagiellonia ten mecz traktowała jako wielką szansę. Po piątkowej sensacyjnej porażce Śląska Wrocław ze Stalą Mielec 0:1, piłkarze Adriana Siemieńca wiedzieli, że liderem będą co najmniej do najbliższej kolejki, niemniej jednak zwycięstwo nad "Kolejorza" mogło być wielkim sygnałem dla całej ligi, że białostoczanie naprawdę są w stanie powalczyć o tytuł. 

Jagiellonia świętowała "Święto Ultry". Wyjątkowe uroczystości przed meczem 

Pierwszy mecz w roku kalendarzowym jest dla kibiców Jagiellonii Białystok wyjątkowy. To właśnie wtedy kibice "Żółto-Czerwonych" organizują kibicowskie "Święto Ultry". Mecz poprzedza wówczas tradycyjny przemarsz fanów z centrum miasta na stadion, a na trybunie najzagorzalszych sympatyków Jagi zasiada i dopinguje więcej kibiców niż zazwyczaj.

Tegoroczne "Święto Ultry" było jeszcze bardziej wyjątkowe niż zazwyczaj, bo zaangażował się w nie mocno klub. Jagiellonia Białystok zagrała tego dnia w specjalnych koszulkach, stylizowanych na wojskowe, ale zarazem w klubowych żółto-czerwonych barwach. "Front wschodni" - brzmiało hasło sobotniego wydarzenia, które uświetniło także wprowadzenie klubowego sztandaru na murawę. 

Przed meczem miała miejsce także minuta ciszy ku pamięci zmarłych kibiców Jagiellonii, a tuż przed meczem o to, kto wygra mecz, zapytał nie aktualny spiker Jagiellonii, a (z odtworzenia oczywiście) zmarły dziesięć lat temu spiker Maciej "Buła" Kotarski. Dopiero po tych wszystkich uroczystościach rozpoczęło się ekstraklasowe granie, a później gospodarzom zabrakło tylko dobrego wyniku. 

Bezwzględny "Kolejorz". Liga będzie ciekawsza 

Pierwsza połowa tego spotkania to popis taktyczny i piłkarskiego wyrachowania w wykonaniu "Kolejorza". Drużyna Mariusza Rumaka bardzo dobrze weszła w ten mecz, zamykała gospodarzom środek pola i bezwzględnie wykorzystywała ich błędy. Tak było, gdy fatalnej stracie Bartłomieja Wdowika kontra Lecha przyniosła gola Filipa Marchwińskiego, a także gdy po dobrze rozegranym rzucie wolnym Lechici wywalczyli rzut karny, wykorzystany przez Filipa Szymczaka. 

Lech Poznań był przed przerwą bezlitosny, bezwzględny i koniec końców wywalczył przewagę, która pomimo słabszej drugiej połowy dała zwycięstwo. Ono sprawia, że szanse doskoczenia do liderów otrzyma także Legia Warszawa i Raków Częstochowa. To oznacza jedno - liga będzie ciekawsza.

-  „Kolejorz" odniósł dwa sukcesy: zdobył trzy punkty na niezdobytym stadionie i uczynił to, mając pięciu wychowanków i trzech młodzieżowców w jedenastce - cieszył się trener Mariusz Rumak, który powrót do Lecha rozpoczął od dwóch zwycięstw. - Ten mecz potoczył się prawie tak, jak chcieliśmy. Strzeliliśmy w pierwszej połowie gola po kontrataku o stałym fragmencie gry. Ale obrona musi się poprawić, bo nie możemy bronić się tak nisko, jak w drugiej połowie. 

17 tysięcy kibiców w lutym? W Białymstoku tego nie grano. Powstał też "Klub 200"

17141 - tylu kibiców oglądało sobotni mecz w Białymstoku. To druga najwyższa frekwencja w tym sezonie, jako że spotkanie obecnego lidera z Legią Warszawa oglądało kilkaset osób więcej. Po raz pierwszy jednak od otwarcia nowego stadionu w 2014 roku, taka frekwencja miała miejsce w mroźnym Białymstoku w lutym, bo dotychczas w tym miesiącu rzadko kiedy na stadion przychodziło 10 tysięcy osób. 

Wypełniona była większość sektorów. Zarówno "Ultra" - trybuna najzagorzalszych sympatyków Jagiellonii, jak i sektor gości, gdyż na Podlasie wybrało się około tysiąca kibiców z Poznania. To wszystko spowodowało świetną atmosferę pomimo dość zimnego wieczoru. Oprawy? Taka pojawiła się tylko jedna, po stronie gospodarzy. 

W przerwie miała też miejsce kolejna uroczystość. W Białymstoku powstał "Klub 200" dla kibiców, którzy mają na swoim koncie co najmniej 200 wyjazdów na mecze Jagiellonii Białystok. "Piętnastka" tych fanów została nagrodzona przez klub pamiątkowymi koszulkami.

Jagiellonii zabrakło zimnej krwi i odrobiny szczęścia. Rumak docenił rywala 

Jagiellonia Białystok w pierwszej połowie popełniła zbyt wiele kosztownych błędów i musiała uznać wyższość Lecha Poznań. Po zmianie stron jednak obraz gry był już zupełnie inny, bo to lider ekstraklasy w pełni dominował nad "Kolejorzem". Brakowało jej jednak zimnej krwi i dokładności, aby trafić więcej niż raz (gola honorowego strzelił Kristoffer Hansen) do bramki Bartosza Mrozka i zapewnić sobie minimum remis. 

Piłka bardzo często latała nieznacznie obok lub nad bramką Lecha, a nawet gdy w ostatniej akcji meczu szansę na wyrównanie miał Kaan Caliskaner, to piłka po interwencji Bartosza Mrozka wpadła leżącemu bramkarzowi Lecha w ręce. To oraz nieodgwizdane (czy też anulowane) karne pokazywały, że białostoczanom też zabrakło odrobiny szczęścia, bowiem wielu sytuacjach decydowały centymetry. Te były po stronie Lecha, który zdobył trzy punkty. 

- Poradziliśmy sobie, choć Jagiellonia z piłką gra najlepiej w Polsce. (...) W drugiej połowie Jagiellonia nie pozwalała nam na wiele. Nie potrafiliśmy tego zmienić, ale w ten sposób też buduje się zespół - chwalił rywala nawet trener Lecha Mariusz Rumak. 

Twierdza Siemieńca padła! Pierwsza porażka Jagiellonii u siebie od prawie roku

Lech Poznań został pierwszą drużyną, która w tym sezonie w jakichkolwiek rozgrywkach wygrała na stadionie w Białymstoku. "Kolejorz" zasłużenie ograł Jagiellonię Białystok 2:1 i choć to białostoczanie pozostają liderem ekstraklasy, tak ich sobotni rywale zbliżyli się do nich już na zaledwie dwa punkty. Dla Lecha to jednak dopiero początek niezwykle wymagającego maratonu spotkań, w których poznaniacy zagrają jeszcze ze Śląskiem Wrocław (dom), Pogonią Szczecin (dom, Puchar Polski) oraz Rakowem Częstochowa (wyjazd). 

Dla Jagiellonii jest to dopiero pierwsza porażka na własnym stadionie za kadencji Adriana Siemieńca, która rozpoczęła się w kwietniu ubiegłego roku. Do tej pory bilans Siemieńca w Białymstoku wynosił 12 zwycięstw i 3 remisy w 15 meczach oficjalnych. Po raz ostatni białostocki klub przegrał u siebie praktycznie rok temu, gdy 24 lutego 2023 roku uległ 1:2 Rakowowi Częstochowa.

W przypadku wciąż aktualnego lidera następne mecze pokażą, czy w przegrany szlagier z "Kolejorzem" i niewykorzystanie okazji do odskoczenia najgroźniejszym rywalom zasieje ziarno niepewności wśród piłkarzy Adriana Siemieńca. W nich "Żółto-Czerwoni" zagrają z dwiema drużynami ze Śląska - najpierw u siebie z Ruchem Chorzów, a następnie na wyjeździe z Górnikiem Zabrze. 

- Bardzo doceniamy moment, w którym jesteśmy. Jesteśmy dziś rozczarowani, ale już za tydzień spróbujemy się odbić - zapewniał sam szkoleniowiec po spotkaniu. Sprawdzimy! 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.