Nadchodzi nieprawdopodobna fala. Nadzieja dla polskiej piłki. Ewenement

Dawid Szymczak
To oni mogą rozkręcić karuzelę zmian w polskim futbolu: są wyraziści, wszechstronni, wciąż głodni wiedzy. Czują, że nadszedł ich moment. Wiosną w ekstraklasie będzie pracowało pięciu trenerów nieprzekraczających czterdziestki, a na zapleczu o awans powalczy dwóch kolejnych. - O każdym z nich mogę mówić tylko dobrze. Ale pesel jest nieważny. Jeśli się nie uczysz, to wtedy jesteś starym trenerem - mówi Paweł Grycmann, dyrektor Szkoły Trenerów PZPN.

 - Idzie fala nieprawdopodobna - mówią w Szkole Trenerów o młodych, zdolnych kursantach z UEFA Pro, tak napakowanych wiedzą, że wykładowcom czasem trudno powiedzieć im o taktyce coś odkrywczego. Dorastali z komputerami u boku, w telewizji oglądali najlepsze zespoły, chłonęli futbol, gdy trenerską wojnę światów toczyli ze sobą Pep Guardiola i Jose Mourinho, zaczytywali się w blogach tworzonych przez taktycznych pasjonatów i wcześnie poznawali języki obce. A gdy już dorośli, wielki futbol był na wyciągnięcie ręki: tony materiałów szkoleniowych czekały na pobranie, w internecie dało się znaleźć treningi prowadzone przez Jurgena Kloppa czy Roberto De Zerbiego, a loty w Europie, by z bliska przyglądać się najlepszym, znacząco staniały.

Zobacz wideo "Do dnia kobiet Lech Poznań może mieć po sezonie". Terminarz to kosmos

W Szkole Trenerów wykładowcy poznają ich długo przed kibicami i ekspertami. Gdy w 2022 roku rozpoczynał się kurs UEFA Pro, który kończy się za kilka tygodni, Adrian Siemieniec prowadził trzecioligowe rezerwy Jagiellonii Białystok, Dawid Szwarga był asystentem Marka Papszuna w Rakowie Częstochowa, Maciej Kędziorek pomagał Maciejowi Skorży w Lechu Poznań, a Kamil Kuzera był w sztabie Leszka Ojrzyńskiego. Nikt wtedy nie przypuszczał, że już w rundzie wiosennej sezonu 2023/24 oni wszyscy będą mierzyć się ze sobą w ekstraklasie - Siemieniec ze Szwagą mogą powalczyć o mistrzostwo Polski, Kędziorek spróbuje wydobyć pełen potencjał z Radomiaka Radom, a Kuzera drugi sezon z rzędu postara się utrzymać Koronę. 

Ani nie pozwalały na to przepisy, bo do stałego prowadzenia zespołu w ekstraklasie konieczne było posiadanie licencji UEFA Pro, o którą dopiero się ubiegali. Ani w polskich klubach nie było jeszcze tak wyraźnej ochoty, by stawiać na młodych trenerów i nie wątpić w nich ze względu na brak doświadczenia. Dopiero w trakcie ich kursu, poniekąd za sprawą imponującej pracy 33-letniego Dawida Szulczka w Warcie Poznań, ta chęć się pojawiła, a za tym poszła zmiana przepisów. Wszystko działo się tak szybko, że zmodyfikować trzeba było też sam kurs, którego tradycyjny plan zakłada, że uczestniczący w nim trenerzy wzajemnie odwiedzają się w klubach i szczegółowo dzielą się wiedzą o swoich zespołach. I tak, Kuzera z Siemieńcem, raptem kilka dni przed ligowym starciem w końcówce sezonu, które mogło mieć wpływ na utrzymanie w lidze, mieli wzajemnie wpuścić się na swoje treningi i wszystko pokazać. Plan oczywiście został naprędce zmieniony.

Początek wiosny do udanych zaliczy tylko Siemieniec, którego Jagiellonia w imponujący sposób wygrała z Widzewem Łódź 3:1. Raków prowadzony przez Dawida Szwargę niespodziewanie przegrał z Wartą Poznań 1:2, a Radomiak Radom trenera Kędziorka, już od 2. minuty grając w dziesiątkę, uległ Cracovii aż 0:6. 

"Goncalo Feio? Merytorycznie to dla nas absolutne TOP3 w Polsce" 

- Nie było jeszcze takiego kursu, żeby siedmiu z dwudziestu kursantów już pracowało na swoje nazwisko. Czterech w Ekstraklasie, a trzech w I lidze - Goncalo Feio w Motorze Lublin, Radosław Bella w Miedzi Legnica i Piotr Plewnia w Chrobrym Głogów. Cieszę się, bo to pierwszy rocznik UEFA Pro, odkąd zarządzamy szkołą po zmianach w PZPN - mówi Paweł Grycmann, dyrektor Szkoły Trenerów. - Powiem więcej: może już takiego kursu nie być. Wielu tych chłopaków nie dostało się na poprzednie edycje, więc próbowali jeszcze raz. Tych siedmiu już pracuje, a w klubach nie ma wielu miejsc. Na kursie poza wymienioną grupą, w "poczekalni", jest jeszcze wielu mocnych kandydatów na "jedynki". Dziś najczęściej pełnią funkcję asystentów. Ktoś, kto rozpocznie kolejny kurs w czerwcu, będzie już z nimi walczył o miejsce pracy, więc będzie musiał być jeszcze lepszy. A poziom jest już naprawdę bardzo wysoki - uśmiecha się.

- Udało nam się stworzyć w szkole platformę do wymiany myśli szkoleniowej między trenerami. Zależało nam, by wiedzieli, że nie będę tu oceniani, że nie przyjeżdżają zdawać kolokwiów, a najwięcej mogą nauczyć się wzajemnie od siebie. Tutaj nikt nie chodzi z wysoko postawionym ego, proszę zapytać kursantów. Dawid Szwarga pojawiał się zaraz po meczach Ligi Europy i opowiadał, co go spotkało w meczu z Atalantą, dlaczego przegrali, jakie mieli wyzwania w czasie meczu. Kto mógłby jeszcze o tym opowiedzieć? To bezcenna wiedza dla reszty. Wcześniej Maciej Kędziorek wracał z Lechem z pucharów i też o wszystkim opowiadał. Z prawdziwych historii innych można się wiele nauczyć. A jeśli to jest później poparte analizą, pytaniami i wątpliwościami, to rozwija wszystkich dookoła. Przyjemnie było patrzeć, jak ci trenerzy się otwierali, jak wzajemnie inspirowali. Z bólem musieliśmy zamykać niektóre dyskusje, bo gonił nas czas - wspomina Grycmann. 

W Białej Podlaskiej, w murach szkoły, największe wrażenie podczas kursu zrobił jednak trener, który jeszcze nie zadebiutował w ekstraklasie i wokół którego dużo jest kontrowersji. Ale jego wiedza jest absolutnie godna podziwu. Mowa o Goncalo Feio. - Wydaje mi się, że zaczął otwierać się na innych. Na początku kursu chodził swoimi ścieżkami, a dzisiaj sporo rozmawia i żartuje. W szkole widzimy innego człowieka, ale nie wiem, jak jest w szatni Motoru. Tam na pewno ma swoje zasady. Jest na bardzo wysokim poziomie merytorycznym. Ma doskonale uporządkowaną wiedzę i dar jej przekazywania. Każde jego wystąpienie na kursie jest wyczekiwane, panuje podczas niego cisza, a ludzie robią notatki. To cecha, którą posiadają naprawdę nieliczni. Mieliśmy też jedną sesję kursu UEFA Pro, połączoną z kursem dla dyrektorów sportowych. Jeden z nich, pracujący w ekstraklasie, podszedł później do mnie i powiedział, że jest zachwycony i chce kiedyś Goncalo u siebie. Inni trenerzy jeżdżą do niego na staże. Doszło do tego, że jeden z kursantów stwierdził: "Dajmy Goncalo mikrofon, niech pogada 2-3 godziny, dzięki temu dowiemy się na pewno czegoś nowego". Obserwujemy rynek edukacji trenerów, dziś z punktu widzenia merytoryki Goncalo to dla nas absolutne top 3 w Polsce. Nie mamy co do tego wątpliwości - uważa Grycmann.

Młody człowiek i może

Średni wiek trenera pracującego w ekstraklasie znacząco się w ostatnich latach obniżył. Wiosną będzie w niej pracowało pięciu trenerów nieprzekraczających czterdziestki: 

  • Adrian Siemieniec – 32 lata
  • Dawid Szwarga – 33 lata
  • Dawid Szulczek – 34 lata
  • Daniel Myślwiec – 38 lat
  • Kamil Kuzera – 40 lat

Przybywa też debiutantów, którzy pierwszy raz prowadzą zespół na najwyższym poziomie lub dostają drugą szansę. Mowa o Macieju Kędziorku, Januszu Niedźwiedziu i Tomaszu Tułaczu.

- Trenerów często dzieli się dzisiaj na młodych i starych. My w szkole mówimy bardzo jasno: pesel jest nieważny, ale jeśli się nie uczysz, to jesteś starym trenerem. Chodzi o to, że jeśli ktoś uzyskał kilka lat temu licencję UEFA Pro i został z tamtą wiedzą, nie pogłębiał jej i nie uzupełniał o nowe informacje, dzisiaj jest starym trenerem, bo każdego dnia pojawiają się nowe możliwości. Nie ma wyjścia, chcesz być na topie, musisz się uczyć, nie ma innej drogi, w przeciwnym razie trener jest bez szans na rynku - zauważa Grycmann. - O każdym z naszych kursantów mogę mówić dobrze: Bella i Feio walczą o ekstraklasę, Szwarga i Siemieniec o mistrzostwo, Plewnia podniósł Chrobrego, Kędziorek zanotował dobre wejście do Radomiaka, a Kuzera utrzymał Koronę i robi tam bardzo dobrą robotę. Teraz trudniejsze zadanie: trzeba się na tym szczycie utrzymać. Dużo pozytywnych opinii o trenerach słyszymy z rozmów z zawodnikami, bo często to najlepsze źródło informacji. Pytamy o opinie i spostrzeżenia, informacja zwrotna w każdym przypadku jest bardzo dobra: treningi są nowoczesne, dobrze prowadzone, piłkarze czują się wysłuchani, są w centrum procesu, co jest dla nas w szkole bardzo ważne - mówi Grycmann. 

- Szczerze, nie jesteśmy tym zaskoczeni. Tych chłopaków trudno zaskoczyć sprawami stricte piłkarskimi. Zapisywali się przez lata na różne kursy, webinary i szkolenia do topowych edukatorów z Hiszpanii czy Portugalii. Na kursach nie odkryjemy przed nimi Ameryki, ale koncentrujemy się na innych aspektach. Staramy się np. upraszczać ich przekaz, by swoją wiedzą potrafili jak najlepiej dzielić się z zawodnikami. Nie mogą przekazać im wszystkiego, bo nadmiar informacji powoduje często odwrotny skutek. Zawsze jest pokusa, by powiedzieć jak najwięcej, ale trzeba wyciągać esencję. To umiejętność, trzeba ją ciągle doskonalić - dodaje.

- Ich cecha wspólna? Nastawienie na rozwój. Mając do dyspozycji wszystkie te platformy i narzędzia, wciąż szukają kolejnych rozwiązań. Są na bieżąco z całą technologią. Jak tylko pojawia się coś nowego, oni to błyskawicznie łapią. Ale jednocześnie edukują się w zakresie zarządzania sobą. Stawiają na rozwój kompetencji społecznych. Radek Bella skończył niedawno kolejny kierunek studiów - psychologię. Niestety jest jeszcze również grupa trenerów, nastawiona na trwałość, która nie chce adaptować się do nowej rzeczywistości. Coś się kiedyś sprawdziło, więc warto to powtórzyć. Brakuje czasem zrozumienia młodego pokolenia i tego, że dla jakiegoś zawodnika największą wartością może być liczba obserwujących na Instagramie. Pokazując dobre wzorce chcemy tych trenerów inspirować. Mieliśmy niedawno na kursie trenera, który powiedział, że nie umiał dotrzeć do jednego ze swoich zawodników. Próbował bezskutecznie, aż wpisał jego nazwisko w internecie. Okazało się, że ten piłkarz nagrywał filmiki na TikToka. Trener to obejrzał i później tym TikTokiem do niego dotarł. Pogadali o tych filmach. Zaczął mówić jego językiem i w ten sposób do niego dotarł. Trzeba być nastawionym na rozwój i rozumieć, że pokolenia się zmieniają i trener powinien za tym nadążać - uważa Grycmann. - Jacek Magiera to idealny przykład człowieka, który cały czas się rozwija. Był u nas w Szkole Trenerów, by przeprowadzić wykład. Kapitalnie przygotowany, otwarty, ciekawy. Przyjechał tutaj ze swoimi asystentami, zadbał o szczegóły. Świetnie się go słuchało. Został bardzo wysoko oceniony, wyżej aniżeli zagraniczni goście. 

Szwarga i Siemieniec mogą walczyć o mistrzostwo. "Zupełnie inni"

- W tym zawodzie nie ma jednak szablonu - zaznacza Grycmann. Kamil Kuzera charakterny był jeszcze jako piłkarz i dzisiaj buduje w Kielcach charakterny zespół. Adrian Siemieniec potrafi powiedzieć, że kocha piłkarzy i ludzi w ogóle. Słychać w każdym zdaniu, że w nich wierzy, docenia ich umiejętności i chce, by na boisku mogli wyrazić siebie. Jagiellonia gra odważnie, przejmuje w meczach inicjatywę i próbuje rozgrywać piłkę w każdym obszarze boiska. Błędy się zdarzają, ale nikt nie porzuca z dnia na dzień przyjętych pomysłów. - Mamy swoje wartości - powtarza Siemieniec.

Jego przyjaciel Dawid Szulczek jest świetnie zorganizowany, w życiu stara się jak najwięcej zaplanować i przewidzieć. Zupełnie jak Warta Poznań, którą prowadzi już w trzecim sezonie. Nikt w lidze nie lubi z nią grać, bo wsadza kij w szprychy, sypie piaskiem w oczy i niekiedy sprawia wrażenie zaprogramowanej w każdym detalu. Gra zupełnie inaczej niż Jagiellonia, ale też jest w swojej grze bardzo charakterystyczna. Inaczej pracują też Dawid Szwarga i Daniel Myśliwiec, ale obaj tworzą drużyny łatwe do rozpoznania bez względu na stroje. Skoro Myśliwiec na konferencjach prasowych szczegółowo tłumaczy, dlaczego korzysta w swojej pracy z rozmaitych statystyk i wskaźników, rozprawiając przy okazji o niskiej skuteczności dośrodkowań w piłce nożnej, nie poprosi piłkarzy Widzewa w trudnym momencie, by jednak zaczęli centrować. Nie wierzy w to, więc straciłby autentyczność.

Przybyło w lidze trenerów wyrazistych i mających swoją ideę. Ekstraklasa jeszcze nie zaraziła ich pragmatyzmem, jeszcze nie wyprała z bardziej wzniosłych wartości niż utrzymanie się na karuzeli. Jeszcze nie odpuścili misji edukowania dziennikarzy i kibiców zza konferencyjnych stołów, skąd lubią szczegółowo analizować mecze i zwracać uwagę na inne aspekty niż zaangażowanie i motywacja. I oby nigdy tego nie stracili, bo ligę, w której mieszają się rozmaite spojrzenia na piłkę i kompletnie inne style gry, znacznie ciekawiej się ogląda. Jeśli zmieniać polską piłkę, to takim podejściem. I nie dotyczy to tylko młodych trenerów. Już w pierwszej kolejce po przerwie spotkał się Śląsk Wrocław z Pogonią Szczecin - trudno o bardziej niepodobne do siebie zespoły. Pogoń najczęściej podchodzi do meczów na zasadzie: "cała naprzód", nawet jeśli chwilami zakrawa to na naiwność i kończy się stratą łatwych bramek. Jens Gustafsson nie wycofuje się wtedy ze swoich pomysłów. Wprost przeciwnie - idzie jeszcze o krok dalej. Śląsk? Strzela tyle, ile musi, by wygrać. Jak nikt w ekstraklasie potrafi zarządzać korzystnym wynikiem i z meczów wyciska wszystko, co się da: według statystyki "punktów oczekiwanych" Śląsk powinien być na 10. miejscu w tabeli, a jest jej liderem. Tym razem na boisku lepszy był Śląsk, ale 1:0 wygrała Pogoń.

- Każdy trener jest innym człowiekiem, więc żadne podejście nie jest lepsze ani gorsze. Przede wszystkim trener musi być autentyczny. Piłkarze błyskawicznie to weryfikują. Widzą i doceniają, gdy trener nikogo na dłuższą metę nie gra. Dlatego my w Szkole Trenerów nie możemy wrzucić tych wszystkich osobowości w jeden system, bo skończyłoby się to katastrofalnie. Adrian Siemieniec jest bardzo ludzki, pozytywny, więc musi wykorzystywać to jako trener. Gdybym miał podać jego główną, dominującą kompetencję, wymieniłbym właśnie autentyczność. Dawid Szwarga ma z kolei bardzo ugruntowaną wiedzę, błyskawicznie zbiera doświadczenie, jest bardzo przekonujący, wykorzystuje wiele narzędzi w komunikacji i zarządzaniu zespołem, ale jest zupełnie inny niż Adrian - opisuje Grycmann. 

- Czy młodzi trenerzy zdominują polską ligę? - pytamy Grycmanna. - Myślę, że teraz na pewno jest dla nich dobry czas, wielu dyrektorów sportowych szuka nieoczywistych rozwiązań, karuzela trenerska mocno się zmienia. Zobaczymy za kilka lat, wtedy ocenimy efekty, dziś mówimy bardziej o potencjale i pierwszych małych sukcesach. Jako Szkoła Trenerów bardzo im kibicujemy - mówi. - Kilkanaście dni temu kończyliśmy jeden z kursów i 21 uczestników miało końcowe wystąpienia. Ani jedno nie było słabe! Ani jedno! Zdarzały się oczywiście delikatnie rozczarowujące, ale tylko dlatego, że poprzeczka była zawieszona bardzo wysoko. Obiektywnie: nie było słabych ogniw. Wcześniej zdarzało się, co z ręką na sercu przyznaję, że widzieliśmy z innymi wykładowcami niektóre wystąpienia, chwytaliśmy się za głowy i mówiliśmy sobie w duchu, że ten trener się nie nadaje i nie ma szans przetrwać na rynku. Takich sytuacji jest zdecydowanie mniej, świadomość trenerów idzie mocno do góry, wspomniane wcześniej nastawienie na rozwój, należy również zwrócić uwagę, że na każdym egzaminie wstępnym najwyżej oceniamy doświadczenie w pracy zawodowej, zatem to rynek w pewnym stopniu weryfikuje nam kandydatów.

Więcej o:
Copyright © Agora SA