Kuriozalna sytuacja w klubie ekstraklasy. Rebus był, piłkarza nie ma

Okno transferowe trwa w najlepsze. Część klubów dokonała już wzmocnień, które mają pomóc im w ligowej rywalizacji na wiosnę. Inne zespoły muszą szukać zastępców za swoje gwiazdy znajdujące się już jedną nogą poza Ekstraklasą. W całym zakupowym zamieszaniu nie brakuje kuriozalnych sytuacji. Do jednej z nich doszło w Widzewie Łódź. Sprawę przedstawił rzecznik prasowy Marcin Tarociński.
Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl

Widzew Łódź z czteropunktową przewagą nad strefą spadkową zimę spędza na 12. miejscu w tabeli. Łodzianie jesienią potrafili kilka razy oczarować piłkarską Polskę. Pod wodzą Daniela Myśliwca pokonali chociażby Lecha Poznań 3:1, a z Rakowem Częstochowa zremisowali 1:1. Oba te spotkania odbyły się na wyjeździe.

Zobacz wideo Prezes Rakowa zdradza nam plany transferowe. "Napastnik potrzebny od zaraz"

Wystawił Widzew. Miał przyjechać na testy, ale nie dojechał

Widzew, zamiast spokojnie przygotowywać się do wiosennego grania, musiał się zmierzyć z rzadką i nieprzyjemną sytuacją. Sprawę na portalu X opisał rzecznik prasowy klubu Marcin Tarociński.

- Zapowiadanym tradycyjnym "rebusem" w SM Widzewa zawodnikiem jest Emmanuel Boateng. Piłkarz miał stawić się dziś w Łodzi na testach medycznych, ale nie pojawił się w ustalonym terminie. Czekamy na pilne wyjaśnienia zawodnika, pozostając w kontakcie z jego agentem i klubem - napisał.

Sprawa zbulwersowała kibiców łódzkiego klubu. 

- Klub tu niczemu nie jest winien no może tylko tego, że podają informacje o transferze czytaj rebus bez doklepania go do końca. Normalnym jest, że piłkarz jedzie na testy medyczne do klubu X i w drodze przestawia nawigację na klub Y - napisał jeden z nich.

- Jeśli nie jest to wypadek losowy, Widzew powinien zerwać negocjacje. Bo to nic dobrego nie wróży na przyszłość - uważa inny użytkownik.

Według informacji, które przekazał dziś Szymon Janczyk, do transferu najprawdopodobniej nie dojdzie. 

- Środkowy pomocnik Elfsborga dogadał się z polskim klubem i finalizował przenosiny do Ekstraklasy. Sprawa skomplikowała się jednak na ostatniej prostej. Gdy wszyscy spodziewali się, ze 26-latek przyleci do Łodzi, ten nie stawił się w klubie w umówionym czasie. Widzew zapowiadał już jego transfer typowym dla siebie rebusem, ale wybuchł pożar, którego może nie udać się ugasić - napisał dziennikarz weszlo.com.

Choć negocjacje formalnie miały jeszcze nie zostać zerwane, to zachowanie Ghańczyka może sprawić, że łodzianie zrezygnują z niesfornego gracza. Ten miał zacząć zastanawiać się nad porozumieniem z Widzewem, bowiem dostał lepszą, bardziej intratną propozycję z jednego z tureckich klubów.

Łodzianie zmagania ligowe w 2024 roku rozpoczną 11 lutego. Na własnym terenie podejmą Jagiellonię. 

Więcej o: