Ten mecz przejdzie do historii ekstraklasy. Absolutne szaleństwo [WIDEO]

Pomimo intensywnych opadów śniegu ostatecznie niedzielny mecz 17. kolejki pomiędzy Cracovią a Ruchem Chorzów został rozegrany. Drużyna prowadzona przez Jacka Zielińskiego szybko wyszła na prowadzenie, jednak już w pierwszej połowie boisko musiał opuścić Otar Kakabadze. Wydawało się, że plan na grę Cracovii totalnie się rozsypał, jednak gospodarze walczyli o punkty do samego końca. Ostatecznie w spotkaniu padło aż osiem bramek.

Od soboty śnieżyce paraliżują nie tylko drogi i chodniki, ale również murawy, na których rozgrywane są mecze ekstraklasy. W sobotę spotkanie 17. kolejki Stali Mielec z ŁKS-em Łódź zostało odwołane, a starcie Piasta Gliwice z Puszczą Niepołomice przerwano zaledwie po kwadransie. Wydawało się, że podobny scenariusz czeka Cracovię, która w niedzielne południe miała zmierzyć się z Ruchem Chorzów. Mimo to krakowscy pracownicy odpowiedzialni za stan boiska stanęli na wysokości zadania i mecz doszedł skutku.

Zobacz wideo Co za słowa Piotra Zielińskiego! "Spełnienie dziecięcych marzeń"

Cracovia wygrywa, a potem stało się to. Czerwona kartka zaważyła o wyniku spotkania

W pierwszych minutach to zespół gości nieco lepiej prezentował się na mokrej, błocistej murawie Cracovii. Piłkarze z Chorzowa mieli kilka niezłych sytuacji, jednak to gospodarze pierwsi wyszli na prowadzenie. W 18. minucie meczu rywalizację bark w bark po prawej stronie boiska wygrał Benjamin Kallman. Finlandczyk znalazł się tuż na skraju pola karnego, po czym skierował silne podanie w szesnastkę. Tam wbiegał już Michał Rakoczy, który z strzałem z pierwszej piłki perfekcyjnie wykończył akcję.

Mimo straconej bramki piłkarze Jana Wosia nie spuścili głów w dół. Nadal kreowali ciekawe akcje, próbując doprowadzić do wyrównania. W tej sztuce pomogli im... gospodarze, a konkretnie Otar Kakabadze. Przy jednej z interwencji, kiedy w bramce Cracovii nie było Sebastiana Madejskiego, Gruzin zagrał piłkę ręką w polu karnym, chcąc uratować zespół przed utratą gola. Sędzia podbiegł do monitora VAR, po czym wrócił z czerwoną kartką w ręku przeznaczoną dla Kakabadze. Goście otrzymali rzut karny, który pewnie wykorzystał Daniel Szczepan.

Pod koniec pierwszej połowy drugą bramkę dla drużyny z Chorzowa zdobył Mateusz Bartolewski, który wykorzystał zamieszanie w obrębie pola karnego po wcześniejszym rzucie rożnym. Obie ekipy schodziły do szatni przy wyniku 2:1 dla przyjezdnych.

W drugiej części grająca w dziesiątkę Cracovia była skazywana na pożarcie. Tymczasem piłkarze Jacka Zielińskiego udowodnili, że w osłabieniu również można strzelać gole. W 60. minucie Kallman otrzymał precyzyjne dośrodkowanie pod bramkę rywali. Zamiast strzelać, postanowił zgrać futbolówkę do Karola Knapa. Ten umiejętnie odwrócił się z nią w kierunku bramki, a następnie pokonał golkipera Ruchu mocnym uderzeniem po ziemi. Wówczas gospodarze wrócili do gry, a w Krakowie trwało wielkie widowisko.

Zawodnicy Ruchu zaledwie cztery minuty później po kolejnej bramce Szczepana wyszli na prowadzenie 3:2 i mało kto spodziewał się, że Cracovia kolejny raz podniesie się z kolan. A tak się stało. W 77. minucie Patryk Makuch strzelił na 3:3, a kibice zgromadzeni na stadionie im. Józefa Piłsudskiego oszaleli z radości.

Bramki w Krakowie padały tak szybko jak lecące z nieba płatki śniegu. Na dziewięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry goście trzeci raz wyszli na prowadzenie. Tym razem autorem gola był Tomasz Swędrowski, który strzelił na 4:3. Czy takim wynikiem zakończył się ten rollercoaster? Nic bardziej mylnego. W 89. minucie tym razem to Cracovia dostała "jedenastkę", którą na gola zamienił Knap. Po tym trafieniu w Krakowie nie oglądaliśmy już bramek, których w sumie padło aż osiem.

Cracovia - Ruch Chorzów 4:4

Bramki: 18' Michał Rakoczy, 32' i 64' Daniel Szczepan, 45+2' Mateusz Bartolewski, 60' i 89' Karol Knap, 77' Patryk Makuch, 81' Tomasz Swędrowski

Niedzielne spotkanie było idealnym meczem na przełamanie dla Ruchu Chorzów. Wyjście na prowadzenie, osłabiony rywal, skuteczność w ataku - wszystko oprócz obrony funkcjonowało prawidłowo. Należy zaznaczyć, że zespół ze Śląska ostatnie zwycięstwo we wszystkich rozgrywkach odniósł aż... ponad cztery miesiące temu. 28 lipca - wówczas piłkarze Ruchu pokonali u siebie ŁKS Łódź 2:0, po czym rozpoczęła się seria porażek i remisów, która trwa do dziś. Na ten moment zespół prowadzony od listopada przez Jana Wosia jest oprócz ŁKS-u głównym kandydatem do spadku.

Więcej o:
Copyright © Agora SA