Farsa w ekstraklasie. Ten mecz w ogóle nie powinien się odbyć

Lech Poznań ograł 1:0 Koronę Kielce w 17. kolejce ekstraklasy po golu Kristoffera Velde. To fakt warty odnotowania po ostatnim sobotnim meczu. Ale należy nazwać rzeczy po imieniu: to spotkanie nie powinno się w ogóle odbyć. Przed pierwszym gwizdkiem trzykrotnie pracownicy Korony i MOSiR-u odśnieżali murawę, ale z każdą kolejną minutą było już tylko coraz gorzej. Było więcej przypadku niż normalnej gry, czego efektem jest m.in. uraz Adriela Ba Louy.

Duże opady śniegu storpedowały sobotnie zmagania w ekstraklasie. Ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne odwołano mecz Stali Mielec z ŁKS-em, a także po 15 minutach przerwano starcie Piasta Gliwice z Puszczą Niepołomice. Prognoza pogody w Kielcach była dosyć pesymistyczna, co stawiało rozegranie spotkania miejscowej Korony z Lechem Poznań stało pod znakiem zapytania. Ostatecznie pracownikom MOSiR-u i Korony udało się odśnieżyć murawę, więc mecz został rozegrany w pierwotnie zaplanowanym terminie.

Zobacz wideo Jak Robert Lewandowski ma pomóc reprezentacji? Probierz: W Barcelonie gra zupełnie inaczej

Piłkarz Lecha z urazem. Zaledwie jeden celny strzał w pierwszej połowie

Pierwsza połowa nie toczyła się w zbyt szybkim tempie, bo i Korona, i Lech próbowały dostosować się do panujących warunków. Stopniowo coraz mniej widoczne były linie, więc niejednokrotnie piłkarze tracili orientację. Jedyny celny strzał w pierwszej połowie był ze strony Lecha, a zdecydowanie najlepszą okazję mieliśmy w czwartej minucie, gdy Piotr Malarczyk stracił piłkę niedaleko pola karnego. Wtedy Adriel Ba Loua zagrał do Aliego Gholizadeha, natomiast jego strzał poleciał wprost w interweniującego Xaviera Dziekońskiego. Potem dobitkę zmarnował Mikael Ishak.

Lech miał zdecydowanie więcej akcji i częściej mógł sprawić zagrożenie ze stałych fragmentów, ale tego nie udało się wykorzystać. Na domiar złego w 25. minucie boisko opuścił Ba Loua, który poślizgnął się na murawie i schodził z niej najprawdopodobniej z urazem barku. Wtedy w jego miejsce wszedł Kristoffer Velde. Przy okazji jednego z rzutów wolnych Lecha na boisko wbiegł kibic Korony, ale szybko został przechwycony przez porządkowych.

- Nie ma co ukrywać, mało to ma wspólnego z piłką, więcej jest przypadku - mówił Malarczyk w przerwie w rozmowie z Canal+ Sport. - Warunki nie pomagają, nie oszukujmy się. Nie wiadomo, jak piłka zachowa się na tym śniegu - dodawał Bartosz Mrozek, bramkarz Lecha. Jak się okazuje, zarówno Lech, jak i Korona chciały rozegrać mecz w Kielcach, mimo intensywnych opadów.

Kompletna farsa. Więcej przypadku niż grania. Ten mecz nie powinien się odbyć. Lech wygrywa

Korona weszła dużo lepiej w drugą połowę i szukała szans do zagrożenia i oddania strzału na bramkę Lecha. Pojawiały się centrostrzały czy uderzenia z dystansu, ale za każdym razem czujny był Mrozek. Gościom też dopisało szczęście w jednej z sytuacji, gdy piłka po dośrodkowaniu Jacka Podgórskiego odbiła się od Joela Pereiry i poleciała tuż obok lewego słupka. Opady śniegu w Kielcach stopniowo były coraz mocniejsze, przez co była potrzebna przerwa na odśnieżenie linii.

W raporcie z murawy od Canal+ Sport mogliśmy usłyszeć od sędziego technicznego, że celem jest dogranie meczu do końca jak najszybciej. Taka opinia tylko oznacza, że najlepszym rozwiązaniem było, by to spotkanie w ogóle się nie odbyło. Poza faktem, że w większości momentów meczu rządził przypadek, to dodatkowo np. Lech może być wściekły na uraz barku Ba Louy. Korona tworzyła więcej okazji od rywala, ale nie potrafiła zdobyć bramki.

Ostatecznie Lech zdołał strzelić gola po kontrataku w 86. minucie, gdy Velde pobiegł kilkanaście metrów i sprytnym strzałem pokonał bramkarza rywali. Dzięki tej wygranej poznaniacy pozostają w kontakcie ze Śląskiem Wrocław i Jagiellonią Białystok, i tracą do wicelidera dwa punkty. Korona pozostaje z punktem przewagi nad strefą spadkową i zajmują 14. miejsce.

Więcej o:
Copyright © Agora SA