Sensacja w Poznaniu! Gole w 93. i 97. minucie przechyliły szalę na stronę gości

Ogromne rozczarowanie w Poznaniu. Lech podchodził do domowego meczu z Widzewem ze świadomością wpadek Jagiellonii, Rakowa, Pogoni oraz Legii, ale nie był w stanie na własnym boisku pokonać podopiecznych Daniela Myśliwca, dla których jest to pierwsze zwycięstwo na wyjeździe w tym sezonie ekstraklasy. I to w jakich okolicznościach, gdyż zadecydowały o tym gole w doliczonym czasie gry!

Piątkowe oraz sobotnie rozstrzygnięcia w ekstraklasie sprawiły, że przed podopiecznymi Johna van den Broma otworzyła się kapitalna okazja, aby odskoczyć ligowym rywalom. W 16. kolejce punkty straciły już Jagiellonia, Raków, Pogoń oraz Legia - i to na własnych boiskach - co z pewnością wprawiło kibiców "Kolejorza" w jeszcze lepszy humor, bo dobry już mieli z uwagi na pozytywną informację o tylko ośmiomiesięcznej dyskwalifikacji Bartosza Salamona. W praktyce oznacza to, że w połowie grudnia będzie mógł wrócić do gry. Natomiast widzewiacy chcieli pierwszy raz w tym sezonie ekstraklasy zwyciężyć na wyjeździe.

Zobacz wideo Jeszcze 5 lat temu Michał Probierz nie chciał być selekcjonerem. „Młodzieżówka była, jak moje dziecko"

Lech zlekceważył pierwsze ostrzeżenie. Widzew wyszedł z otwartą przyłbicą

Mimo ujemnej temperatury panującej w Poznaniu spotkanie rozgrzewało od samego początku. W trzeciej minucie gospodarze oddali pierwszy celny strzał. Jego autorem był Kristoffer Velde, który miał wystarczająco dużo miejsca, aby zmusić Ravasa do trudniejszej interwencji. Łotysz złapał piłkę w koszyczek. Chwilę później przed jeszcze lepszą szansą stanęli goście z Łodzi. Fabio Nunes dwukrotnie wykorzystał nieporadność Eliasa Anderssona. Szwed, próbując wybić piłkę, kopnął rywala we własnym polu karnym. Z jedenastu metrów uderzał Jordi Sanchez, lecz zrobił to na tyle źle i nieporadnie, że Bartosz Mrozek mógł się tylko uśmiechnąć po złapaniu piłki.

Podopieczni Daniela Myśliwca postawili od początku na dość otwarty futbol i w 17. minucie zebrali z tego żniwa. Błąd Kristoffera Velde na połowie Widzewa rozpoczął kontrę, którą pod bramkę "Kolejorza" przeniósł Jordi Sanchez. Hiszpan podprowadził piłkę kilkanaście metrów, a następnie znalazł nadbiegającego partnera przed szesnastką. Przytomnością umysłu wykazał się Fran Alvarez, który precyzyjnym strzałem z siedemnastu metrów pokonał bezradnego Bartosza Mrozka.

Gospodarze kontrolowali posiadanie piłki, ale ich napór był pozorny. Każda strata generowała natomiast zagrożenie ze strony widzewiaków, którzy szybko przechodzili z obrony do ataku. Dopiero w 30. minucie swój pierwszy strzał oddał Mikael Ishak - wybroniony przez Ravasa. Dla Szweda najbliższe tygodnie mogą być szczególne, gdyż tylko jeden gol dzieli go od wyrównania rekordu bramek wśród obcokrajowców w barwach Lecha autorstwa Christiana Gytkjaera.

Totalnie bezbarwny Lech również po przerwie. Nie uratował go nawet genialny strzał

Druga część gry rozpoczęła się od spodziewanych ataków gospodarzy. Znów głową próbował Ishak, ale po raz kolejny trafił prosto w Ravasa. Golkiper Widzewa miał trochę pracy w postaci interwencji, lecz żadna nie wymagała od niego wykazania się większymi umiejętnościami. Jakość strzałów w ekipie Johna van den Broma w niedzielny wieczór mocno kulała, a rywale ustawiali się coraz głębiej do obrony, lecz można było odnieść wrażenie, że nie wynikało to z naporu lechitów, a bardziej planu taktycznego na drugą połowę podopiecznych Daniel Myśliwca. Gospodarze mieli problem, aby sforsować nisko ustawioną defensywę rywali.

Minuty upływały, jednakże trudno było odnieść wrażenie, że poznaniacy jakkolwiek zbliżają się do wyrównania, a przecież remis przed spotkaniem byłby przyjęty w stolicy Wielkopolski negatywnie. Pomysły "Kolejorza" ograniczały się do akcji oskrzydlających, które kończone były dośrodkowaniami. Zwykle wątpliwej jakości, choć po wejściu Dino Hoticia to właśnie Bośniak przejął wykonywanie stałych fragmentów gry. Był tego efekt w postaci uderzenia głową Antonio Milicia, ale Henrich Ravas nie dał się zaskoczyć.

Twierdza Bułgarska padła. Po raz pierwszy w tym sezonie

W 83. minucie znów Velde spróbował zza pola karnego, ale było to kolejne uderzenie, z którym golkiper Widzewa musiał sobie poradzić. Moment później zbyt słaby strzał lewą nogą oddał także Ishak. Lechici do tego momentu zmusili Ravasa do interwencji aż siedmiokrotnie, lecz dopiero za ósmym razem Łotysz skapitulował. Potrzebny był do tego fenomenalny strzał Jespera Karlstroma w 88. minucie. Szwed po stałym fragmencie gry kropnął pod samą poprzeczkę!

Gdy wydawało się, że to Lech do samego końca będzie napierał i walczył o trzy punkty, decydujący cios zadali widzewiacy! I to podwójnie! Najpierw w 93. minucie po długim podaniu Ravasa piłkę zgrał głową Rondić, a Klimek wyszedł sam na sam z bramkarzem Lecha i trafił do siatki! Trzy minuty później odsłoniętą defensywę Lecha skuteczną kontrą skarcił finalizator akcji Bartłomiej Pawłowski, ustalając wynik spotkania na 3:1.

Dla Widzewa to pierwsze zwycięstwo w tym sezonie na wyjeździe. Natomiast Lech może sobie pluć w brodę. Nie wykorzystał potknięć rywali, a na domiar złego zakończył passę bez porażki przed własną publicznością, która trwała 12 spotkań. 

Więcej o:
Copyright © Agora SA