Trwa wielki koszmar ostatniej drużyny ekstraklasy. Za to rywal się przełamał [WIDEO]

Nie na taki wieczór liczyli kibice ŁKS-u Łódź. W piątek ich drużyna miała powalczyć o pierwsze od trzech miesięcy zwycięstwo w lidze, ale ostatecznie poniosła 12. porażkę w sezonie. Tym razem uległa 0:2 Zagłębiu Lubin. Zawiodła przede wszystkim defensywa zespołu Piotra Stokowca. Ta popełniła kilka poważnych błędów przy obu bramkach. Niewątpliwie wynik mógłby być jeszcze bardziej bolesny dla ŁKS-u, gdyby nie interwencje Aleksandra Bobka.

W piątek 24 listopada kluby wróciły do ligowej rywalizacji. Tego dnia rozegrano mecz 16. kolejki ekstraklasy pomiędzy ŁKS-em Łódź a Zagłębiem Lubin. I mimo że obie drużyny dzieliła przepaść w tabeli - ekipa Waldemara Fornalika zajmowała 7., natomiast rywale 18. lokatę - to trudno było wskazać faworyta. Tym bardziej że w ostatnim czasie obie ekipy notowały kryzys. Gospodarze czekają na zwycięstwo w lidze od... 20 sierpnia. Z kolei ekipa z Lubina od 2 października. Nadchodzące starcie było więc okazją na przełamanie dla każdego z zespołów. I ostatecznie z szansy lepiej skorzystało Zagłębie.

Zobacz wideo Reprezentacji Polski brakuje liderów. Probierz komentuje: Robert w tym pomagał

Zagłębie Lubin triumfuje na inauguracje 16. kolejki ekstraklasy. Efektowne bramki. Defensywa ŁKS-u była całkowicie zagubiona

Początek meczu był wyrównany, choć większą inicjatywę wykazywali goście. I już w 4. minucie po raz pierwszy zagrozili bramce ŁKS-u. Uderzenie zza pola karnego Serhija Bułecy z łatwością wyczuł jednak Aleksander Bobek i zaliczył pewną interwencję. Mimo wszystko Zagłębie nie odpuszczało i coraz częściej pojawiało się w "jedenastce" gospodarzy, co przyniosło efekt już w 9. minucie.

Wówczas po dośrodkowaniu z rzutu wolnego doszło do zamieszania w polu karnym. Defensywa ŁKS-u pogubiła się w kryciu rywali, z czego skorzystał Bartosz Kopacz. Najpierw jednak na strzał zdecydował się Tomasz Pieńko. Piłka trafiła w Kopacza, który tylko dostawił nogę i umieścił futbolówkę w siatce.

W kolejnych minutach do ataku ruszyła łódzka ekipa. Świetne okazje mieli Dani Ramirez czy Piotr Janczukowicz, ale brakowało szczęścia. Za każdym razem świetnymi interwencjami popisywał się Szymon Weirauch. 

Znakomitej okazji na podwyższenie wyniku nie wykorzystał też Pieńko. Po rzucie wolnym piłka spadła na jego głowę, ale finalnie obił tylko obramowanie bramki. Tym samym pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Zagłębia.

Zagłębie przełamało fatalną passę, a ŁKS pozostał w kryzysie. Spadek coraz bardziej realny

Goście wyszli na drugą połowę jeszcze bardziej zmotywowani i chcieli szybko zaatakować rywala, by wypracować sobie bezpieczną przewagę. I ta sztuka udała się już w 49. minucie, znów po rzucie wolnym. Wówczas Serhij Bułeca wrzucił piłkę w pole karne, do której dopadł Aleks Ławniczak. I choć jego pierwszy strzał został obroniony, to przy dobitce bramkarz nie miał już szans. 

Mimo wszystko ŁKS się nie poddał i szukał okazji do zdobycia gola. I ta nadarzyła się w 57. minucie, ale zmarnował ją Michał Mokrzycki. To zmotywowało Zagłębie do jeszcze większej walki o trzecią bramkę. I już minutę później blisko realizacji celu był Bułeca, ale jego uderzenie obronił Bobek. Podobnie, jak i w 62. minucie. 

Później do głosu doszedł też Mateusz Wdowiak, który dwukrotnie uderzył na bramkę, ale bez skutku. Jeszcze lepsze okazje miał Dawid Kurminowski. W jednej z akcji piłka obiła słupek, a w drugiej kapitalną interwencją popisał się Bobek. 

Ostatecznie w meczu nie padło już więcej bramek. Tym samym Zagłębie przełamało fatalną passę spotkań bez wygranej. To pierwsze zwycięstwo od sześciu meczów. Dzięki niemu ekipa Fornalika umocniła się w tabeli na 7. lokacie. Teraz na jej koncie są 24 punkty. Z kolei ŁKS pozostał na ostatnim, a więc 18. miejscu w lidze. Po 16 meczach zgromadził zaledwie osiem punktów. 

W kolejnym starciu lubinianie zagrają na własnym stadionie z Legią Warszawa, z kolei łodzianie zmierzą się na wyjeździe ze Stalą Mielec. 

Więcej o:
Copyright © Agora SA