Przełamanie? Beniaminek dostał lanie w Radomiu [WIDEO]

Czy to będzie nowe otwarcie dla Constantina Galki i Radomiaka Radom? Rumun był już jedną nogą poza klubem, ale w sobotę jego drużyna bardzo pewnie rozbiła na własnym stadionie ŁKS Łódź 3:0. Tego popołudnia w Radomiaku długimi fragmentami zgadzało się wszystko, w przeciwieństwie do łodzian, których gra i sytuacja wygląda coraz gorzej. To już jest sześć meczów, w których drużyna Kazimierza Moskala zdobyła w sumie zaledwie jeden punkt.

W sobotnie wczesne popołudnie w Radomiu doszło do starcia dwóch zespołów panicznie szukających przełamania. Zarówno Radomiak, jak i ŁKS Łódź przed tym meczem nie wygrały żadnego z ostatnich pięciu spotkań. Radomiak zdobył w tym czasie dwa, a ŁKS zaledwie jeden punkt. Ale gorętszy mimo wszystko wydawał się stołek rumuńskiego szkoleniowca gospodarzy Constantina Galki, który wg portalu Weszło miał nawet powiedzieć drużynie, że ma odejść, jeśli tylko klub wypłaci mu resztę obowiązującego do końca czerwca kontraktu.

Zobacz wideo Prezes Legii o ataku w Holandii: Zastanawialiśmy się czy ten ochroniarz nie jest na jakichś środkach

– Przychodziłem tutaj w złym momencie, dostałem od klubu obietnicę, że wszystko się zmieni. Prosiłem o jakieś wsparcie, którego nie dostałem. Chciałbym powiedzieć, że wszystko jest dobrze, ale nie jest. Miałem obietnicę, że dużo się zmieni, a nie zmieniło się nic. Gdybym wiedział, że tak będzie, prawdopodobnie odszedłbym z klubu - mówił Galca na konferencji prasowej po porażce z Rakowem Częstochowa (0:3). Radomiak, który również narzeka na współpracę z Rumunem, a także ostatnią formę zespołu, planował go po meczu z ŁKS zastąpić Maciejem Kędziorkiem z Lecha Poznań. Jednakże do dzisiaj zarząd "Zielonych" nie był w stanie się porozumieć z "Kolejorzem" w tej sprawie, co z kolei może odłożyć w czasie rozstanie z Galcą.

Przełamanie Galki i Radomiaka? Beniaminek dostał lanie w Radomiu 

Tym bardziej, że w sobotnim meczu w Radomiu gospodarze wypadli naprawdę efektownie. Owszem początek meczu mieli niemrawy, w ich grze było sporo niedokładności, co irytowało kibiców, którzy w bardzo dużym stopniu wypełnili stadion przy ulicy Struga. Co więcej, w tym meczu na stadion Radomiaka wrócił doping - kibice "Zielonych" bowiem zakończyli swój protest związany z niewpuszczaniem na obiekt fanów drużyn przyjezdnych. Odmianę widać było już z pierwszym gwizdkiem, gdy fani gospodarzy zaprezentowali na jednej z trybun biało-zieloną oprawę. 

Pierwszą w tym spotkaniu sytuację miał ŁKS, ale uderzenie z powietrza Piotra Głowackiego minęło bramkę gospodarzy. Z czasem jednak miejscowi zaczęli dochodzić do głosu, a co ważniejsze, mieli w swoich szeregach Pedro Henrique. Przeciwko ŁKS 26-letni napastnik raz jeszcze w tym sezonie był absolutnie wiodącą postacią Radomiaka. To właśnie on otworzył w 20. minucie wynik meczu doskonałym uderzeniem głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Rafała Wolskiego.  

Siódma bramka w tym sezonie Brazylijczyka totalnie zmieniła obraz tego spotkania. Od tego momentu już do końca pierwszej połowy to było starcie piłkarzy Constantina Galki z bramkarzem rywali Dawidem Arndtem, który zastępował chorego Aleksandra Bobka. Chwilę po straconym golu, przy którym był bezradny, Arndt świetnie nogą obronił płaski strzał Pedro Henrique, po czym miał trochę szczęścia, że dobijający Rafał Wolski nie trafił w bramkę. Jeszcze przed przerwą bramkarz ŁKS popisał się fantastyczną interwencją, wyciągając z "okienka" strzał z dystansu Ediego Semedo. 

Rozsypany ŁKS mógł już w pierwszej połowie grał w "10", ale doszło do kuriozalnej sytuacji z udziałem sędziów z Karolem Arysem na czele. W 34. minucie obrońca ŁKS Levent Gulen, mając żółtą kartkę, spóźnionym wślizgiem wyciął przy linii bocznej Christosa Donisa. Sędzia Arys pierwotnie pokazał mu drugą żółtą i czerwoną kartkę, po czym po konsultacji z arbitrem technicznym Karolem Iwanowiczem obie te kartki anulował. Dlaczego? Trudno stwierdzić. Być może dlatego, że Gulen chwilę wcześniej był pociągany za koszulkę przez innego z rywali, ale wówczas nie powinno być także rzutu wolnego dla Radomiaka, a taki miał miejsce.

Nawet w jedenastu ŁKS sobie jednak zupełnie nie radził. I Radomiak w 37. minucie dołożył drugie trafienie. Tym razem po akcji prawą stroną Jana Grzesika piłkę do własnej siatki skierował Marcin Flis i było 2:0 dla gospodarzy. 

Przerwa, która nadeszła kilka minut później, pozwoliła beniaminkowi nieco się otrząsnąć. Choć zanim po godzinie gry łodzianie mieli swój moment w tym meczu, raz jeszcze efektowną interwencję musiał zaliczyć Arndt broniąc precyzyjne uderzenie głową Pedro Henrique. 

ŁKS mógł wrócić do gry, bo po 60. minucie łodzianie stworzyli sobie dwie świetne sytuacje do zdobycia kontaktowej bramki. Pierwszą zmarnował Pirulo, którego dwa strzały z centrum pola karnego zostały zablokowane przez obrońców przed bramką Alberta Posiadały. W drugiej sytuacji bramkarza Radomiaka zdołał pokonać bardzo ładnym uderzeniem głową Kamil Dankowski, ale cóż z tego, skoro rezerwowy ŁKS był na minimalnym spalonym.

Co gorsza dla łodzian, ich naprawdę dobry moment zakończył się... trzecim golem dla Radomiaka. W 69. minucie dośrodkowanie Luisa Machado zamienił na gola pozostawiony bez opieki w polu karnym Edi Semedo, czym ustalił wynik tego meczu na 3:0. 

Po tym golu ostatnie około 25 minut spotkania w Radomiu to były już "dożynki". ŁKS mógł strzelić gola kontaktowego, choćby za sprawą Michała Mokrzyckiego czy Stipe Juricia, ale ten pierwszy w dobrej sytuacji spudłował, a drugiego w doliczonym czasie gry zatrzymał Albert Posiadała. 

Trener Constantin Galca, korzystając z rozstrzygniętego wyniku meczu, dał szansę w końcówce prawdziwemu ulubieńcowi trybun w Radomiu - Leandro. Gdy 34-latek, który przebył z Radomiakiem drogę od III ligi do ekstraklasy, wchodził na boisko, cały stadion skandował głośno "Leo! Leo!". Co więcej, okazję do debiutu otrzymał także wychowanek Radomiaka, 18-letni Jakub Snopczyński, co także spotkało się z bardzo entuzjastyczną reakcją kibiców.

Radomiak Radom pewnie i zasłużenie pokonał ŁKS Łódź 3:0, co sprawia, że z 14 punktami awansował na ósme miejsce w tabeli ekstraklasy. Po końcowym gwizdku kibice gospodarzy mogli świętować bardzo dobry występ swojego zespołu w rytmie "Freed from desire". A powrót dopingu został doceniony przez piłkarzy, którzy na koniec zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie z radomskim młynem.

Czy to będzie przełomowy moment dla drużyny Constantina Galki w tym sezonie i Rumun ostatecznie pozostanie w Radomiu? To pokażą dopiero kolejne dni, bo trzeba pamiętać, że to przełamanie nadeszło w starciu z bardzo kiepskim rywalem, jakim był w sobotę ŁKS. W Łodzi władze klubu będą miały niemały dylemat, co zrobić z trenerem Kazimierzem Moskalem. Nie ma wątpliwości, że należy mu się ogromny szacunek za awans do ekstraklasy, ale w niej pomysł na grę tego trenera jest ponownie brutalnie weryfikowany. Tak grający ŁKS Łódź na dzisiaj jest głównym faworytem do spadku.

Więcej o:
Copyright © Agora SA