W Kielcach najpierw ciemność, a potem emocje. Zdecydował gol w ostatniej akcji meczu

Najpierw na stadionie w Kielcach nastąpiła ciemność z powodu awarii prądu, przez co godzina rozpoczęcia spotkania była przekładana trzykrotnie. Potem światło gospodarzom zgasiła Warta Poznań. Podopieczni Dawida Szulczka nie oddali żadnego celnego strzału w pierwszej połowie, a potem wykorzystali błąd rywala w wyprowadzeniu piłki. To jednak nie wystarczyło do wygranej, bo Warta straciła dwa punkty po ostatniej akcji meczu. Sporo w tym pomógł VAR.
Korona - Warta
screen: Canal+ Sport

Mecz Korony Kielce z Wartą Poznań rozpoczął się z 50-minutowym opóźnieniem w porównaniu do pierwotnego terminu, czyli godz. 18:50. Godzina rozegrania spotkania zmieniała się trzykrotnie z powodu awarii prądu, która pojawiła się w Kielcach. Ostatecznie sprawa została rozwiązana. Po ośmiu minutach mecz znów został przerwany, ale tym razem przez odpalenie materiałów pirotechnicznych, które pojawiły się u fanów Korony. Finalnie grę wznowiono po siedmiu minutach, a potem mecz przebiegał bez żadnych problemów.

Zobacz wideo Prezes Legii o ataku w Holandii: Zastanawialiśmy się czy ten ochroniarz nie jest na jakiś środkach

Pierwsza połowa była raczej zdominowana przez Koronę, zarówno w kontekście posiadania piłki, jak i liczby strzałów na bramkę rywala. Warta nie oddała żadnego celnego strzału i głównie była wycofana na własnej połowie. Brakowało płynności po obu stronach. Z kolei Jędrzej Grobelny dobrze reagował przy strzałach Mateusza Czyżyckiego czy Jacka Podgórskiego. 

Warta przerwała niechlubną serię. Ale to nie wystarczyło do wygranej

- Mam nadzieję, że w drugiej połowie mecz się nieco ożywi. Jesteśmy trochę cofnięci, musimy poprawić naszą grę - mówił Mateusz Kupczak, pomocnik Warty w przerwie meczu w rozmowie z Canal+. Goście szybko wzięli się do roboty, strzelając gola w 50. minucie. Piłkę stracił Nono, próbując wyprowadzić piłkę, a Kupczak bez większego problemu pokonał Xaviera Dziekońskiego. Tym samym Warta przerwała serię i strzeliła gola po 347 minutach posuchy.

Warta mogła podwyższyć rezultat w 65. minucie, gdy Miguel Luis dośrodkowywał z rzutu wolnego, ale Wiktor Pleśnierowicz trafił w słupek. Potem poślizgnął się Dziekoński po podaniu od jednego z kolegów i cudem wyratował się przed stratą gola. W końcówce spotkania uderzał Luis, ale jego próbę sparował Dziekoński. Korona szukała okazji do wyrównania, ale w drugiej połowa to ona nie oddała żadnego celnego strzału na bramkę Warty. Gdy przy jednej z akcji piłkę wycofano do bramkarza Korony, pojawiły się gwizdy na stadionie.

Korona uratowała się w ostatniej akcji tego meczu. Ronaldo Deaconu dośrodkowywał z rzutu wolnego, a Jewgienij Szykawka zagrał piłkę głową w kierunku bramki. To uderzenie obronił Grobelny, ale zrobił to na tyle nieudolnie, że trafił w Oskara Krzyżaka. VAR jeszcze sprawdzał, czy Mathieu Remacle nie zagrywał piłki ręką, ale wszystko było zgodne z przepisami. Tym samym Warta notuje czwarty kolejny mecz bez zwycięstwa, a Korona od trzech meczów jest niepokonana.

Podział punktów w Kielcach oznacza, że Warta i Korona pozostają w dolnej części tabeli i mają po dziesięć punktów w jedenastu meczach.

Więcej o: