"Polska myśl działaczowska" skompromitowana. Pośmiewisko, jakich mało

Konrad Ferszter
Jeszcze w zeszłym roku Górnik Zabrze i Śląsk Wrocław uważały, że znajdą lepszych trenerów niż Jan Urban i Jacek Magiera. Kiedy jednak stanęły nad przepaścią, zwróciły się do szkoleniowców, których miały na kontraktach. Chociaż Urban już obronił Górnika przed spadkiem, a Magiera jest o krok od utrzymania Śląska, to ostatnie tygodnie ponownie ośmieszyły "polską myśl działaczowską".

Jan Urban i Jacek Magiera to zarówno ofiary jak i beneficjenci "polskiej myśli działaczowskiej". Kryjący się pod tym sformułowaniem brak spójnego, konkretnego pomysłu na prowadzenie i rozwijanie klubu najpierw doprowadził do zwolnienia obu trenerów przez Górnika Zabrze i Śląsk Wrocław, a kilka miesięcy później do ponownego zatrudnienia ich. Z pozytywnym skutkiem.

Zobacz wideo Jacek Magiera komentuje plotki o nowej pracy

Decyzje szefów Górnika i Śląska o przywróceniu do pracy Urbana i Magiery nie wynikały jednak z pogłębionej analizy i przyznania się do błędu. Trenerzy wrócili, bo mimo że nie prowadzili drużyn, to wciąż pobierali pensje z klubów i nie mogli im odmówić. Gdyby to zrobili, naraziliby się na kary. "Polska myśl działaczowska" w nowej odsłonie i pełnej krasie.

Dlatego tu nie będzie jej pochwały. Choć Górnik i Śląsk w ostatnich tygodniach znacząco poprawiły grę i liczbę punktów, to organizacyjny bajzel w obu klubach pozostał. Na pozór szaleńcza decyzja o przywróceniu do pracy zwolnionego trenera uratowała Górnika i jest o krok od uratowania Śląska. To jednak zasługa Urbana, Magiery i ich piłkarzy. Dla działaczy to natomiast kolejny powód do zastanowienia się nad własnymi kompetencjami.

Konflikt po obrzydliwym zwolnieniu

- Kiedy zadzwonił Górnik, coś we mnie drgnęło - mówił Urban w maju 2021 r., zaraz po podpisaniu kontraktu w Zabrzu. Był to ruch trochę nieoczekiwany, bo szkoleniowiec miał za sobą 3,5-roczną przerwę w pracy trenera. Po nieudanym czasie w Śląsku polskie kluby miały zrazić się do Urbana, a Urban do polskich klubów.

Trenerowi przypięto łatkę szkoleniowca na spokojny czas i dla dobrej drużyny. Sam Urban miał nie planować już powrotu do trenerki, bo uważał, że nigdzie nie dano mu czasu na wdrożenie jego pomysłów i filozofii. 61-latka miał skusić tylko długofalowy projekt. Nie wiadomo, jakim projektem miał być Górnik, ale jemu Urban odmówić nie mógł. W końcu to "jego" klub, z którym jako piłkarz trzykrotnie zostawał mistrzem Polski.

Urban w poprzednim sezonie osiągnął z Górnikiem wynik ponad stan. Drużyna zajęła ósme miejsce w lidze, o dwie pozycje poprawiając wynik z sezonu 2020/21. Ale dla działaczy to było za mało. Miesiąc po zakończeniu rozgrywek i miesiąc przed startem kolejnych Urban został zwolniony w obrzydliwych okolicznościach.

Maczać w tym palce miały nie tylko władze klubu, ale i napastnik Lukas Podolski. Po zwolnieniu Urbana obie strony nie kryły rozgoryczenia. - Opowiedział się po drugiej stronie, mówiąc, że nie chciałby kolejnemu prezesowi tłumaczyć swojej koncepcji na pobyt w Górniku. Niech gra w piłkę, zamiast pouczać innych, starszych od siebie. Żalu nie czuję, ale nie przejdę nad tym do porządku dziennego, ponieważ na razie to ja coś zrobiłem dla Górnika i zapisałem się w historii tego klubu, a on dopiero na to pracuje - w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" mówił Urban o Podolskim.

- Górnik będzie po Urbanie, tak jak będzie po Podolskim i każdym innym. Wewnętrzne spory, czy awantury nic nam jako klubowi i drużynie teraz nie pomogą. A będzie wręcz przeciwnie: kłócąc się, przegramy wszyscy - w rozmowie z portalem Sportowefakty.wp.pl odpowiadał zawodnik, który zapewniał, że nie miał nic wspólnego ze zwolnieniem trenera.

Urban nie żywił urazy 

Dziś na wspomnienie tych słów Podolskiego Urban może się tylko uśmiechnąć. Wiadomo, że Górnik istniałby bez Urbana, ale nie wiadomo, czy istniałby w ekstraklasie. Trener-legenda, którego jego ukochany klub niedawno potraktował jak przedmiot, od połowy marca ratował go przed spadkiem.

I zrobił to w efektowny sposób. Chociaż Górnik zaczął od porażki z Piastem Gliwice (0:1), to od końca marca jest niepokonany. Zabrzanie wygrali sześć meczów z rzędu, w niedzielę pokonali walczącą o podium Pogoń Szczecin (2:1). Od momentu ponownego zatrudnienia Urbana w Górniku w lidze równie dobrze punktuje tylko Piast.

Urban przejął drużynę na 15. miejscu w tabeli z zaledwie punktem przewagi nad strefą spadkową. Dziś Górnik jest na szóstej pozycji i o walce o utrzymanie dawno zapomniał. W okresie pracy z Urbanem zabrzanie punktowali lepiej niż cała ligowa czołówka. W tym czasie Górnik zdobył dwa punkty więcej niż Pogoń, cztery więcej od Lecha Poznań, sześć więcej od Rakowa Częstochowa i aż osiem więcej od Legii Warszawa.

Ale Urban pokazał się ze świetnej strony nie tylko jako trener, ale też człowiek. Mimo że Górnik potraktował go fatalnie, szkoleniowiec od pierwszego dnia nie żywił urazy, zapomniał o wszystkim, co złe. - Rozmawialiśmy i to nie raz. Między nami nie ma i nie było żadnego konfliktu. Doszło do wymiany zdań. Ktoś ma taką opinię na dany temat, a ktoś ma inną. Lukas i ja graliśmy w piłkę i dla nas takie sytuacje są normalne. Jeśli ktoś się obrazi, to jest to jego problem - mówił na pierwszej konferencji prasowej.

Urban od razu postawił na Podolskiego i wciąż widział w nim centralną postać w drużynie. Trener nie tylko nie odegrał się na zawodniku, ale też nie wykorzystał znakomitego momentu, by się odgryźć. Chociaż wyniki bronią go jak nic innego, to na ostatnie pytanie o Podolskiego w Canale+ odpowiedział jedynie: - Patrzę na niego i myślę sobie: "dlaczego nie mieliśmy okazji razem zagrać?".

"Naszym problemem jest to, że my nie budujemy"

Równie spokojnego wejścia do szatni Śląska nie miał Magiera. On od początku nie unikał mediów i chętnie diagnozował problemy drużyny. Zaczął od jej lidera - Erika Exposito. - Dostał rozpiskę treningów i limit wagi, z jakim ma się stawić w klubie. Gdzie on te treningi zrobi? Nie interesuje mnie to. Może w górach, może nad morzem, może gdziekolwiek. Dzisiaj nie chcę go widzieć w szatni. Zawodowcy mają o siebie dbać - powiedział Magiera w rozmowie z kanałem "Prawda futbolu".

Słowa 46-latka poniosły się w mediach i dla wielu były zdziwieniem. Magiera nie przyzwyczaił bowiem do tak ostrych, publicznych wypowiedzi względem swoich piłkarzy. Właśnie zbyt miękki charakter i brak charyzmy wymieniano wśród głównych przyczyn jego niepowodzenia w trakcie pierwszej kadencji w Śląsku.

O ile Urbana w Górniku broniły wyniki, o tyle gdy w marcu zeszłego roku wrocławianie zwalniali Magierę, mieli ku temu powody. Po 24 kolejkach poprzedniego sezonu Śląsk był na 15. miejscu w tabeli z zaledwie trzema punktami przewagi nad strefą spadkową. Drużyna Magiery sezon zaczęła obiecująco, ale po porażce z Lechem (0:4) zacięła się i w pół roku wygrała tylko dwa razy, wiosną zdobywając raptem dwie bramki.

Mimo to Magiera nie krył żalu po zwolnieniu. - Usłyszałem tylko jedno zdanie: "dzisiaj kończymy współpracę". Rozmowa trwała może trzy-cztery minuty - mówił w rozmowie z Onetem.

- Naszym problemem jest to, że my nie budujemy. Chcemy wszystko na tu i teraz. Mało jest klubów w Polsce, w których trenerzy pracuję po pięć czy sześć lat. Najczęściej po pierwszym sukcesie, który drużyna i tak pewnie osiągnie na wyrost, trener zostaje zwolniony przy pierwszym kryzysie i krótkim okresie. A jego następca też ma poprawić wyniki na tu i teraz - dodał.

Utrzymanie na wyciągnięcie ręki

Chociaż druga część wypowiedzi nie odnosiła się bezpośrednio do Śląska, to trudno było oprzeć się wrażeniu, że Magiera miał na myśli właśnie poprzedniego pracodawcę. We Wrocławiu szybko zapomniano, że trener przejął drużynę w marcu 2021 r. na siódmym miejscu w lidze, a skończył na czwartym, wprowadzając ją do europejskich pucharów.

W końcówce sezonu 2020/21 od Śląska Magiery lepiej punktowały tylko Raków, Legia i Warta Poznań. W całym okresie jego pracy we Wrocławiu Śląsk był 11. zespołem ligowym. Wynik przeciętny, ale do piątej w zestawieniu Cracovii wrocławianie tracili tylko cztery punkty.

O tym, że to nie Magiera był największym problemem Śląska, najlepiej świadczyły wyniki jego następców. Piotr Tworek wygrał tylko jeden z dziesięciu meczów do końca poprzedniego sezonu. Śląsk utrzymał się w lidze, ale stało się tak głównie dzięki nieporadności rywali, a nie wybitnej grze wrocławian. Ivan Djurdjević, który w poprzednim sezonie był o krok od awansu do ekstraklasy z Chrobrym Głogów, miał wznieść Śląsk na wyższy poziom. Miał, ale zostawił zespół w strefie spadkowej po 28. kolejkach.

Magiera podjął się szalonej misji uratowania Śląska, na co miał raptem sześć meczów. Pierwszy trening poprowadził w piątek 21 kwietnia, a dwa później przegrał z Górnikiem w Zabrzu (0:2). Tydzień później była jeszcze porażka u siebie z Radomiakiem (0:1), ale w końcu w Śląsku coś drgnęło.

W trzech ostatnich kolejkach zespół Magiery zdobył siedem punktów, w dwóch poprzednich kolejkach wygrał "mecze o życie" z Wisłą Płock (3:1) i Miedzią Legnica (4:2). To pierwszy raz w tym sezonie, gdy Śląsk wygrał dwa ligowe mecze z rzędu. Ostatni raz zdarzyło się to na przełomie sierpnia i września 2021 r. Wtedy drużyna Magiery wygrała kolejno z Zagłębiem Lubin (3:1) i Legią (1:0).

Na kolejkę przed końcem sezonu Śląsk ma punkt przewagi nad strefą spadkową i wszystko w swoich rękach. Jeśli w sobotę wygra na wyjeździe z Legią, utrzyma się w ekstraklasie. A nawet jeśli przegra, to będąca w katastrofalnej formie Wisła Płock, będzie musiała wygrać na wyjeździe z Cracovią. Utrzymanie, które jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe, dziś jest w zasięgu ręki.

Praca w chałupniczych warunkach 

Urban i Magiera odnaleźli się w chaosie i nieznanym. Nie było tak, że obaj weszli do szatni na gotowe i po kilku słowach motywacji ich drużyny zaczęły grać. W niedawnym meczu z Piastem Urban skorzystał z zaledwie pięciu z 15 piłkarzy, którzy zagrali w ostatnim spotkaniu poprzedniego sezonu ze Śląskiem (4:3).

Nowy-stary trener odzyskał dla Górnika Daniego Pacheco, który od momentu powrotu Urbana strzelił dwa gole i miał dwie asysty. We wcześniejszych 21 spotkaniach kadencji Bartoscha Gaula Hiszpan miał tylko trzy asysty. U Urbana odżyli też Japończycy Kanji Okunuki i Daisuke Yokota, a przydatni okazali się też Robert Dadok i Piotr Krawczyk.

W jeszcze trudniejszych warunkach musiał radzić sobie Magiera. On miał nie tylko dużo mniej czasu, ale też dużo węższą kadrę. W obliczu kontuzji i zawieszeń Magiera włączył do pierwszej drużyny nawet 37-letniego Mariusza Pawelca, który ostatnie dwa lata grał w drugoligowych rezerwach Śląska.

- Jego powrót jest zawstydzający dla młodych chłopaków. Nie patrzymy teraz, czy ktoś jest stary, czy młody. Liczy się to, czy jest lepszy, czy gorszy - mówił Magiera w rozmowie z Weszło. Pawelec wszedł na boisko w końcówce niedzielnego meczu z Miedzią, zaliczając 320. występ w ekstraklasie.

Co dalej?

Powrót Urbana do Górnika należy ocenić jednoznacznie pozytywnie. Powrót Magiery ocenimy tak samo, jeśli Śląsk utrzyma się w ekstraklasie. Niezależnie od tego 46-latek zdążył już udowodnić, że to nie trenerzy byli największym problemem klubu.

Pytanie, co dalej. Chociaż wyniki bronią obu trenerów, to nie wiadomo, czy poprowadzą drużyny w kolejnym sezonie. Urban swoje szanse ocenił 50 na 50. Magiera, pytany o plotki łączące go ze Stalą Rzeszów, milczał, zasłaniając się misją utrzymania Śląska. 

"Polska myśl działaczowska" nieoczekiwanie pozwoliła obu trenerom na odbudowę nazwiska, ale jedmnocześnie nikogo nie będzie mogło dziwić, jeśli Urban i Magiera ostatecznie zdecydują się na zmianę otoczenia, by uniknąć powtórki z przeszłości. To, że Górnik się utrzymał, a Śląsk jest tego blisko, nie oznacza, że bałagan w tych klubach się skończył. W końcu ponowne zatrudnienie tych trenerów jest tylko jego potwierdzeniem.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.