Legia mogła, ale nie chciała. Koronacja Rakowa i tak odłożona. "M&M, pakujcie się do taczki"

Jakub Seweryn
Legia Warszawa nie chciała, Wisła Płock nie mogła. Efekt? Bardzo słabe spotkanie przy Łazienkowskiej, które i tak padło łupem drużyny Kosty Runjaicia. Grająca na niskim biegu Legia pewnie pokonała słabiutką Wisłę 2:0 i przełożyła przynajmniej o tydzień koronację Rakowa Częstochowa. Na trybunach jednak nie zabrakło solidnych zaczepek z obu stron, a także selekcjonera Fernando Santosa.
Kibice Wisły Płock na meczu z Legią Warszawa
Dominik Wardzichowski

Ze względu na wtorkowy finał Pucharu Polski, finaliści tych rozgrywek, a zarazem dwie najlepsze drużyny w Polsce - Legia Warszawa i Raków Częstochowa - rozegrały swoje mecze ligowe już w piątek. Dlatego też Legia zagrała z Wisłą Płock o bardzo nietypowej dla siebie porze - w piątek o godzinie 18:00. Jak podał Paweł Mogielnicki z 90minut.pl, po raz ostatni w takim terminie Legia grała ponad 15 lat temu, ale to nie zmieniało faktu, że w derbach Mazowsza zespół Kosty Runjaicia walczył o to, aby przedłużyć matematyczne szanse na mistrzostwo Polski. W przypadku potknięcia Legii prowadzący Raków Częstochowa już w piątek, na cztery kolejki przed końcem, mógł sobie zapewnić historyczny tytuł.

Zobacz wideo Legia Warszawa rozbije bank dla piłkarza?

Mecz się odbył, koronacja Rakowa odroczona. Legia wygrywa na drugim biegu, z myślą o finale

Do tego jednak ostatecznie nie doszło. I ależ to było nudne spotkanie. A zaczęło się od nieźle, bo bezmyślny faul Adama Chrzanowskiego na Tomasu Pekharcie w polu karnym Wisły Płock szybko dał rzut karny Legii Warszawa, który na gola zamienił jej kapitan Josue. 

Legia podkręcająca tempo w pierwszych 20 minutach wyglądała na tle Wisły tak, że mogła jej zafundować solidne lanie, gdyby tylko chciała. No ale właśnie - nie chciała. Szybko spuściła z tonu z myślą o wtorkowym finale Pucharu Polski i otrzymaliśmy niezbyt ekskluzywne spotkanie drużyny, której się nie chce, z zespołem, który po prostu nie umie. Nawet trener Legii Kosta Runjaić na kilkanaście minut przed końcem, przy niepewnym wciąż wyniku 1:0, ściągnął z boiska Josue. Ale i to Wiśle nie pomogło. To wszystko sprawiło, że na trybunach i przed telewizorami można było solidnie się wynudzić, ale ci, co byli cierpliwi, zostali wynagrodzeni w doliczonym czasie gry bardzo efektowną bramką na 2:0 Ernesta Muciego.

Legia bez większych problemów 2:0 i odłożyła koronację Rakowa Częstochowa na co najmniej tydzień, bo już teraz wiadomo, że bez względu na wynik wieczornego starcia Raków - Lechia zespół Marka Papszuna nie zapewni sobie matematycznie tytułu.

Santos na trybunach, a potencjalni reprezentanci zawiedli. Kapustka zszedł w przerwie

Po tournée w mediach, które obiło się szerokim echem ze względu na wypowiedź o czerwcowym meczu towarzyskim z Niemcami, na stadion w Warszawie ponownie zawitał selekcjoner reprezentacji Polski - Fernando Santos.

Jednak i selekcjoner mógł mieć problem, żeby przy Łazienkowskiej nie przysnąć, bo ci, których mógł obserwować, absolutnie niczym się nie wyróżnili. Mało tego, Bartosz Kapustka jako najsłabszy zawodnik Legii Warszawa został ściągnięty w przerwie, Paweł Wszołek pokazał niewiele, podobnie zresztą jak Bartosz Slisz. Ale cóż - taki to był mecz.

Kibice Wisły kontynuują protest przeciwko władzom klubu. "M&M, pakujcie się do taczki"

W Płocku u kibiców złość spowodowana słabą postawą zespołu jest coraz większa. W tygodniu fani ze Stowarzyszenia Sympatyków Klubu Wisła Płock pojawili się przed siedzibą klubu z taczką, żądając odejścia zwolnienia prezesa Tomasza Marca i dyrektora sportowego Pawła Magdonia. W piątek na sektorze gości pojawiła się transparent skierowany do obu panów, nawiązujący do tej sytuacji, z hasłem "M&M, pakujcie się do taczki", z rysunkiem przedstawiającym dwa popularne draże "M&M's", z których jeden wiezie na taczce drugi.

Kibice zarzucają Marcowi i Magdoniowi "nieudolne prowadzenie klubu" oraz obarczają ich winą za aktualną sytuację drużyny. Zimą władze Wisły zdecydowały się bowiem na sprzedaż najlepszego strzelca zespołu, Hiszpana Davo, a także ważnego obrońcy Antona Krywociuka, nie zastępując ich piłkarzami o podobnej klasie. Zresztą zimowe transfery "Nafciarzy" ogólnie były bardzo skromne, a to teraz przekłada się na kłopoty w ekstraklasie.

Wisła Płock wygląda fatalnie. Od października jest najgorsza w lidze

Skoro o Wiśle Płock mowa - drużyna Pavola Stano kontynuuje swoją fatalną formę z tej rundy, w której zdobyła dotąd tylko osiem punktów. A mecz w Warszawie był kolejnym naprawdę słabym w jej wykonaniu. "Nafciarze" nie byli w stanie wykorzystać nawet tego, że Legia w piątkowe popołudnie po mniej więcej 20 minutach przegrała grać na wysokim biegu. Tu nie chodzi nawet o sam wynik, ale też o dramatyczną postawę gości, którzy praktycznie nie zagrozili bramce Kacpra Tobiasza.

O Wiśle Płock mało się mówi w kontekście walki o utrzymanie, ale jest to zespół, który zdobył najmniej punktów w lidze nie tylko w 2023 roku, ale nawet od początku października 2022. I jeśli swoje mecze w tej kolejce wygrają Śląsk Wrocław oraz Zagłębie Lubin, które grają u siebie kolejno z Radomiakiem Radom i Widzewem Łódź, "Nafciarze" staną się zespołem bezpośrednio zagrożonym spadkiem i w najbliższych kolejkach czekają ich prawdziwe mecze "o życie" ze Stalą Mielec i wspomnianym Śląskiem.

"Muranów zawsze z Legią". Szpilka w kierunku Polonii, a ta "robiła swoje"

Kibice Legii, korzystając ze spokojniejszego wieczoru, oprócz głośnego dopingu dla swojej drużyny postanowili pobawić się w zaczepki. A to w niewybrednych słowach wyrażali się o klubie z Płocka, a to kierowali wulgarne epitety w kierunku skonfliktowanego z nimi napastnika Wisły Płock Bartosza Śpiączki, a nawet zaczepili lokalnego rywala Polonię przyśpiewkami i transparentem "Muranów zawsze z Legią!".

Muranów jest dzielnicą Warszawy, w której jest najwięcej sympatyków Polonii. Zresztą, także tam, przy ulicy Konwiktorskiej, mieści się stadion "Czarnych Koszul", które godzinę po Legii rozpoczęły tam drugoligową batalię z Zagłębiem II Lubin.

W Polonii specjalnie się tym nie przejęli. "My robimy swoje, niech się bawią" - usłyszeliśmy. I Polonia robiła swoje, w momencie publikacji tekstu, prowadziła do przerwy z rezerwami Zagłębia Lubin 1:0 po golu Pawła Tomczyka, będąc blisko postawienia kolejnego kroku na drodze do I ligi.

Po dzisiejszym meczu Legia Warszawa może się już skupić na finale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, który odbędzie się we wtorek 2 maja o 16:00 na Stadionie Narodowym. I już wiadomo, że nie zmierzy się w tym spotkaniu z nowym mistrzem Polski.

Jakub Seweryn
Więcej o: