To mają być nowe gwiazdy ekstraklasy. "Fruwali po boisku, grali jak Liverpool"

Jakub Seweryn
Japończyk Daisuke Yokota z Górnika i Kolumbijczyk Camilo Mena z Jagiellonii mogą być nowymi gwiazdami ekstraklasy. Obaj trafili do Polski zimą z sensacyjnego mistrza Łotwy Valmiery. - Fruwali po boisku, grali jak Liverpool Juergena Kloppa - mówią Sport.pl łotewscy dziennikarze Edmunds Novickis i Arkadijs Birjuks.

Japoński pomocnik Daisuke Yokota ma 22 lata. Kolumbijski skrzydłowy Camilo Mena - 20. Obaj zamienili zimą mistrza Łotwy Valmiera FC na walkę o utrzymanie w ekstraklasie. Yokota na zasadzie transferu definitywnego trafił do Górnika, a Mena został wypożyczony do Jagiellonii. Obaj mają potencjał, by dodać kolorytu lidze. Na Łotwie byli gwiazdami. To dzięki nim i Raimondsowi Krollisowi (oddanemu Spezii za 1,5 mln euro) młodziutka Valmiera sensacyjnie zdeklasowała rozgrywki, strzelając aż 101 goli w 36 meczach.

Zobacz wideo Premier obiecał kilkadziesiąt hal sportowych. Powstało pięć. Minister wyjaśnia, dlaczego tak mało

Choć Japończyk i Kolumbijczyk w nowych klubach jeszcze nie zadebiutowali, w Górniku i Jagiellonii wiele sobie po nich obiecują, tym bardziej że w Zabrzu i Białymstoku na serio uwikłali się w walkę o utrzymanie.

Jagiellonii nie dawano większych szans nawet na wypożyczenie Meny. To już stało się faktem. - Łotysze w lipcu zaczynają eliminacje europejskich pucharów i Camilo będzie im bardzo potrzebny, stąd wypożyczenie kończy się wraz z końcem sezonu. To sytuacja, w której korzystają wszyscy. Camilo będzie miał okazję do regularnej gry na dobrym poziomie, a my skorzystamy z jego jakości – wyjaśnia dyrektor Jagiellonii Łukasz Masłowski, dodając, że w finalizacji transakcji pomogły dobre relacje z właścicielem Valmiery.

Na Łotwie mówi się, że po tym czasie Valmiera zechce za swojego gracza minimum milion euro i liczy, że w Polsce jego wartość jeszcze wzrośnie, ale na Podlasiu są spokojni, jakby istniała furtka, którą Jagiellonia mogłaby wykorzystać. 

Daisuke Yokota w przeciwieństwie do Meny związał się z Zabrzem do końca czerwca 2024 r., z opcją przedłużenia. Do Górnika trafił poprzez agencję, która ma za klientów m.in. Manuela Neuera, a także wielu bardziej znanych rodaków Yokoty - Makoto Hasebe (Eintracht), Genki Haraguchi (Stuttgart) czy Shinji Okazaki (ex-Leicester City).

Także Górnik wierzy, że klasowy rozgrywający wniesie wiele do ofensywy zespołu Bartoscha Gaula. A ta, mimo Lukasa Podolskiego czy Szymona Włodarczyka, jest wiosną słabiutka - w czterech meczach Górnik zdobył tylko jedną bramkę i to z przypadkowego rzutu karnego. 

W Białymstoku i Zabrzu liczą, że nowi gracze zachwycą tak, jak zachwycali na Łotwie. A tam byli sensacją.

"Fruwali po boisku, grali jak Liverpool". Najmłodszy mistrz w Europie ustrzelił setkę

Przed sezonem (Virsliga gra systemem wiosna-jesień), nikt nie przypuszczał, że Valmiera jest w stanie w taki sposób zdominować ligę.

- Na Łotwie największe i najbogatsze są kluby z Rygi – Riga FC i RFS. W rankingu Valmiera była na trzecim lub czwartym miejscu. To młody klub i bez wielkich pieniędzy. Ale napastnicy dosłownie fruwali po boisku, była bardzo dobra chemia – mówi nam Edmunds Novickis ze Sportacentrs.com.

- Jeszcze większą sensacją była seria 15 zwycięstw z rzędu, co jest wyrównaniem rekordu ligi z lat 90. Valmiera grała stylu Liverpoolu – 4-3-3, wysoki pressing, wiele wertykalnych ataków. To była przyjemność. Przed ostatnim meczem trener Jurgis Kalns powiedział: "Chodźcie na stadion i cieszcie się z oglądania na żywo takich piłkarzy, jak Krollis, Yokota, Mena i Żelizko, bo później będziecie ich widzieć tylko w telewizji" - dodaje Arkadijs Birjuks, komentator Sportacentrs.com i TV3 Sport.

 

Największy wpływ na fantastyczną grę zespołu z małego łotewskiego miasteczka (23 tysiące mieszkańców) miało ofensywne trio, które tworzyli Camilo Mena (14 goli, 14 asyst), Daisuke Yokota (osiem goli i 10 asyst), a także Raimonds Krollis (24 gole, trzy asysty). Mistrzowski zespół był niezwykle młody – najstarszy zawodnik, Senegalczyk Djibril Gueye, tuż po sezonie skończył ledwie 26 lat.

- Transfer Raimundsa Krollisa do Spezii był wydarzeniem dla całej łotewskiej piłki, taki transfer zdarza się rzadko nie tylko na Łotwie, ale ogólnie w tym regionie, gdzie są Litwa, Łotwa, Estonia czy Białoruś. Ale nie tylko Krollis się wyróżniał, bo wszyscy pracowali na niego, także Mena i Yokota. Ta trójka była fantastyczna i szczerze powiedziawszy, gdyby jakaś polska drużyna dostała tych trzech zawodników w komplecie, to byłby dla niej znakomity interes – przyznaje Novickis.

Mena jak Salah, Yokota więcej myśli na boisku. Są też znaki zapytania

Jakimi piłkarzami są więc Camilo Mena i Daisuke Yokota? - Szybcy, kreatywni, pracowici. Łatwo porównać Camilo Menę do Mohameda Salaha, jako że Valmiera grała w podobnym stylu, co Liverpool. To prawoskrzydłowy z szybkością, dobrym wykończeniem i inteligencją w grze (miał 20 asyst w zeszłym sezonie). Daisuke Yokota to z kolei fantasista (piłkarz z bardzo dobrą techniką i dużą kreatywnością) w tym systemie. Ma wysoką inteligencję w grze i wprowadza do niej dużo energii – opowiada Arkadijs Birjuks.

- Obaj są mali, mają niesamowitą technikę, potrafią zrobić z piłką wiele ciekawych rzeczy – komplementuje  Edmunds Novickis. - Mena jest bardzo szybki, radzi sobie w dryblingu, potrafi ograć dwóch–trzech rywali, a do tego jest skuteczny. Yokota jest rozgrywającym ze świetnym przeglądem pola. Obaj byli liderami w liczbie kluczowych, mieli też dużo asyst, w przeciwieństwie do Krollisa, który wykańczał akcje. Mena i Yokota dysponują dobrym uderzeniem, Japończyk potrafi nieźle uderzyć z dystansu. Yokota więcej myśli na boisku, Mena to "wiatrak" na nim - dodaje.

 

Zdaniem Novickisa, obaj zawodnicy będą jednak musieli szybko przystosować się do nowych realiów. - W Polsce mogą mieć trochę problemów w defensywie, bo poziom w ekstraklasie jest wyższy, a Górnik i Jagiellonia nie są dominują tak na boisku, jak Valmiera w lidze łotewskiej. Tu pozostaje znak zapytania, bo Mena nie za bardzo lubi pracować w obronie, zdarza mu się to robić dobrze, ale nie zawsze. Yokota jest pod tym względem lepszy, ale szczególnie przez słabe warunki fizyczne daleko mu do ideału – tłumaczy łotewski dziennikarz.

- Ja najbardziej obawiam się o kwestie językowe. Yokocie ciężko idzie nauka angielskiego, Mena mówi tylko po hiszpańsku. W przypadku Yokoty, trener musi też mieć odpowiednie podejście do niego, ponieważ on pochodzi z japońskiej klasy wyższej. Jeśli jednak mowa o umiejętnościach piłkarskich, jestem przekonany, że sobie poradzą – dodaje Birjuks.

- Obaj są znakomitymi piłkarzami, ale Mena ze swoimi sztuczkami i dryblingiem jest wyjątkowy. Ważne jednak jest to, aby miał dobry kontakt z trenerem, który musi mu poświęcać uwagę, budować jego pewność siebie, a do tego musi przełamać barierę językową, bo Mena mówi tylko po hiszpańsku. To nie jest zbyt otwarty piłkarz na innych czy na media, nie lubi za bardzo mówić o sobie. Jest takim trochę introwertykiem i trzeba umieć do niego dotrzeć – wtóruje Novickis. - Nie wiemy też, jak obaj poradzą sobie wśród nowych kolegów. Ze sobą i Krollisem grali świetnie, a jak będzie z innymi? Nie wiadomo.

"Valmiera to jedyny klub na Łotwie, który wychodzi na plus. To projekt biznesowy"

Dlaczego dwie gwiazdy ligi łotewskiej trafiły za stosunkowo niewielkie pieniądze do Polski? Nasi rozmówcy przyznają, że taka po prostu jest polityka Valmiery.

- Filozofią klubu jest to, żeby rozwijać, promować i sprzedawać młodych graczy. Trochę inaczej jest w klubach z Rygi, które mimo gry w pucharach wychodzą na minus, ale mają bogatych właścicieli. Valmiera to projekt biznesowy i pewnie jedyny łotewski klub, który więcej zarabia niż płaci – tłumaczy Novickis.

- Tak było z Tolu Arokadare oddanym do Genk, teraz jest z Krollisem, Yokotą, Muratą i Meną. Klub zimą pozyskał zaś 18-letniego środkowego obrońcę Niksa Sliede za ok. 100 tys. euro i widzi w nim potencjał na kolejny spory transfer – dodaje Arkadijs Birjuks.

- Klub potrafi wyszukiwać dobrych graczy. Japończyk przyszedł z piątej ligi niemieckiej. Podobnie Toko Arokodare, napastnik, który przyjechał z Nigerii, zagrał tu 15-20 meczów i wyjechał do FC Koeln, Amiens, a dziś jest w Genku. Valmiera zarobiła 3 mln euro, a to fantastyczne pieniądze dla łotewskiego klubu. Tylko Mena to inna sytuacja, bo on już w 2019 r. był na liście 60 największych talentów "The Guardian" – mówi Novickis.

 

Piłkarzem sezonu w łotewskiej Virslidze nie został jednak ani Mena, ani Yokota, ale ten trzeci z ofensywnego tria Valmiery – 21-letni napastnik Raimonds Krollis, który zimą wzmocnił włoską Spezię, w której gra czterech Polaków, i ma za sobą już debiut w Serie A.

- Krollis to największy łotewski talent, produkt najlepszej akademii – FS Metta. To kompletny napastnik – efektywny w polu karnym, umiejący uderzyć z dystansu, występujący też na pozycji numer 10. Teraz jednak musi przede wszystkim odzyskać formę po przerwie zimowej – przyznaje Arkadijs Birjuks.

- Krollis został wybrany piłkarzem sezonu, ale ja głosowałem na Menę. Łotysz jest świetnym egzekutorem, z zimną krwią, ma wyczucie i instynkt strzelecki. Choć jeszcze nie jest pierwszym napastnikiem reprezentacji, to w młodym wieku ma już sporo występów w niej. Mamy nadzieję, że w Spezii jeszcze się rozwinie i z czasem stanie się jej podstawowym piłkarzem – mówi Edmunds Novickis.

Podstawowy stoper Valmiery w Puszczy Niepołomice. Najbardziej niespodziewany ruch

Co ciekawe, Camilo Mena i Daisuke Yokota to nie jedyni ważni piłkarze mistrzowskiej Valmiery, którzy trafili do ligi polskiej. Ukraiński stoper Roman Jakuba zasilił pierwszoligową Puszczę Niepołomice, co również dla naszych rozmówców jest dużym zaskoczeniem.

- To z pewnością niespodzianka, ale z tego, co wiemy, Valmiera miała jakiś dług w stosunku do Szachtara Donieck za jego transfer. Być może to spowodowało taki ruch – nie ukrywa Arkadijs Birjuks.

- Byłem zaskoczony, że Jakuba trafił do I ligi, ale jak rozumiem, to zespół z nastawieniem na awans. Jego poziomem jest ekstraklasa. Przed sezonem defensywa Valmiery była sporm znakiem zapytania. Niektórzy mówili, że to niemożliwe zostać mistrzem z takimi obrońcami, a Jakuba i koledzy grali naprawdę stabilnie. Valmiera dominowała, grała fantastycznie w ataku, ale jej obrona nie zawsze była dobrze testowana przez rywali, choć i w trudnych meczach spisywała się bez zarzutu. Jakuba i jego partnerzy z obrony nie byli gwiazdami ligi, ale wciąż są młodzi i mogą się rozwinąć – przyznaje Edmunds Novickis.

Camilo Mena dla Jagiellonii czy Daisuke Yokota dla Górnika – który z nich ma większą szansę na zostanie gwiazdą ekstraklasy?

- Trudno ich porównać, grają na innych pozycjach, ale ja postawiłbym na Menę, gdyż Kolumbijczyk nie tylko strzela gole, ale też tworzy wiele sytuacji kolegom, co widzimy w statystykach – analizuje Novickis. - Sam tworzę nieco szersze statystyki, niż tylko bramki i asysty – taki trochę system kanadyjski, gdzie zaliczam też wypracowane karne czy dobite strzały. Mena w tej klasyfikacji zrobił aż 34 punkty – 14 goli i 20 asyst.  To niesamowite liczby. Jeśli chodzi o liczone przeze mnie w ten sposób asysty, to Mena zrobił najlepszy, a Yokota trzeci wynik na Łotwie w ostatnich 10 latach – kończy łotewski komentator.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.