Jakub Świerczok w październiku 2022 r. został zdyskwalifikowany przez Azjatycką Konfederację Piłkarską za stosowanie niedozwolonych środków dopingujących. Kara zawieszenia miała trwać aż 4 lata, co mogłoby oznaczać dla niego de facto koniec kariery. Nastąpił jednak nagły zwrot akcji. Polak wygrał sprawę przed CAS i dyskwalifikacja przestała obowiązywać.
Krótko po tym pojawiły się doniesienia, że Świerczok trafi do Zagłębia Lubin. Piłkarz wciąż formalnie pozostaje zawodnikiem japońskiego Nagoya Grampus, a jego kontrakt obowiązuje jeszcze rok. Okienko transferowe w Polsce trwa jednak aż do 22 lutego, więc transfer wciąż jest możliwy. Jak kilka dni temu przekazał na Twitterze Filip Trokielewicz z mkszaglebie.pl, 30-latek przeszedł już testy medyczne w klubie z Dolnego Śląska.
Mimo to Świerczok wciąż nie dołączył do drużyny. Do sprawy odniósł się dziennikarz Tomasz Włodarczyk w programie "Okno Transferowe" na kanale Meczyki na YouTubie. - W Lubinie niewiele można się dowiedzieć w tej sprawie, bo jest ona bardzo delikatna. Ale jak rozumiem, sam klub i piłkarz chcą współpracować. Natomiast przypuszczam, że muszą zostać rozwiązane sprawy formalne, jak np. uregulowanie sytuacji kontraktowej z Nagoya Grampus - wyjaśnił.
Dziennikarz jest jednak przekonany, że wkrótce faktycznie dojdzie do transferu. - Jest jeszcze kilka spraw do zamknięcia, ale moim zdaniem Świerczok trafi do Zagłębia m.in. ze względów sentymentalnych. Zna Lubin, zna Waldemara Fornalika. To jest dobre miejsce, żeby się odbudować - stwierdził.
Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl.
Jakub Świerczok w przeszłości był już napastnikiem Zagłębia. Trafił do niego w lipcu 2017 r. W zaledwie pół roku zapracował sobie na zagraniczny transfer. Przyczyniły się do tego kapitalne statystyki. W 25 meczach dla tego klubu strzelił aż 17 bramek. Zaraz po tym przeszedł do bułgarskiego Łudogorca Razgrad. Z kolei z trenerem Waldemarem Fornalikiem miał okazję pracować za czasów gry w Piaście Gliwice, przed transferem do Japonii.