Niestrawny hit ekstraklasy. Na trybunach było jeszcze gorzej. Skandal gonił skandal

Dawid Szymczak
Legia Warszawa nawet nie oddała celnego strzału, a Lech Poznań, choć próbował, był nieudolny. Wyszło niestrawne 0:0, a jeszcze gorzej niż na boisku było na trybunach. Wokół Kacpra Tobiasza, bramkarza Legii, wylądowało wiele butelek - również szklanych.

Niestety, dwa polskie zespoły z największym potencjałem w hicie kolejki postawiły na walkę, a nie na grę w piłkę. Intensywność była zatem wysoka, tempo całkiem niezłe, ale w tym wszystkim brakowało jakości: płynnej gry, udanych przyjęć, celnych podań, mierzonych strzałów, dobrych dryblingów, ciekawych podań i pomysłowych akcji. Bardziej niż reklamą ekstraklasy mecz Lecha Poznań - mistrza Polski - z Legią Warszawa - aktualnym liderem - był jej przygnębiającą recenzją. 

Zobacz wideo "Nie mówimy o tym głośno, ale Legia walczy o mistrzostwo"

Trzynaście punktów zdobytych w pięciu ostatnich spotkaniach pozwalało uwierzyć, że Lech zażegnał już kryzys z początku sezonu. Sama gra w tym czasie też wyraźnie się poprawiła i miała przełożenie także na grę w Lidze Konferencji - na Villarreal ostatecznie to nie wystarczyło i nie dało punktów (porażka 3:4), ale z Austrią Wiedeń pozwoliło wygrać 4:1. Lech odbił się od dna tabeli i wylądował w jej środku. Do liderującej Legii tracił jednak tylko sześć punktów i miał jeden mecz rozegrany mniej. Zwycięstwo znacząco by go do niej przybliżyło.

Crvena zvezda, FK PartizanPięć lat temu byli gorsi od Polski. Piorunujący rozwój i odjechali nam bardzo daleko

Ale zamiast goli sypały się kartki - pięć żółtych dla piłkarzy Legii, jedna dla jej trenera, jedna dla zawodnika Lecha - Mikaela Ishaka, a na koniec druga żółta i tym samym czerwona dla Artura Jędrzejczyka. Za faule, kłótnie i protesty. Więcej było przepychanek i wzajemnych prowokacji niż akcji podbramkowych. Czuło się, że na boisku buzują emocje, ale sam mecz nie porywał.

Najlepszą okazję, już w 6. minucie, zaprzepaścił Joao Amaral. I też nie wzięła się ona z pomysłowego rozegrania akcji przez zawodników Lecha, ale z błędu Maika Nawrockiego, który błędnie przewidział, gdzie spadnie piłka i nie trafił w nią głową. Legię uratował jej bramkarz - Kacper Tobiasz, który wybiegł do Amarala i zablokował jego strzał nogą. Później zatrzymał jeszcze Ishaka i Jespera Karlstroema, a w końcówce spotkania, gdy Lech grał już w przewadze i często dośrodkowywał piłkę w jego pole karne, pozostawał czujny i dobrze ją wyłapywał. Zażegnywał niebezpieczeństwo zanim robiło się naprawdę groźnie. Przy okazji długo leżał na piłce, powoli wstawał i kilkukrotnie poprawiał ją przed wznowieniem. Kradł czas i wybijał Lecha z uderzenia.

Robert LewandowskiAleż on to zrobił! Tak Lewandowski zdobył gola przeciwko Mallorce [WIDEO]

Skandaliczne zachowanie kibiców Lecha Poznań. Rzucali butelkami w bramkarza Legii Warszawa

Frustracji ulegli najbardziej zagorzali kibice Lecha, którzy rzucali w niego butelkami - także szklanymi, co stwarzało poważne niebezpieczeństwo. O mało nie oberwał nimi także Lindsey Rose, środkowy obrońca Legii, który po starciu z Michałem Skórasiem leżał tuż za linią końcową, blisko trybuny. Naganne zachowanie kibiców dostrzegł sędzia Piotr Lasyk, ostrzegł kierownika Lecha, ale na tym się skończyło. Tobiasz nie pozostawał kibicom dłużny. Na palcach pokazał im „eLkę", a po ostatnim gwizdku ostentacyjnie cieszył się z zachowania czystego konta i remisu.

Już wcześniej widać było, że Legię taki wynik w pełni satysfakcjonuje. Grała bowiem w tym meczu bez swojego kluczowego zawodnika - zawieszonego za żółte kartki Josue i brakowało jej ofensywnych zawodników w formie. Zawiedli przede wszystkim Makana Baku i Carlitos, tylko nieco bardziej aktywny był Paweł Wszołek. Inicjatywę miał Lech, który dłużej utrzymywał się przy piłce (57 proc. jej posiadania), oddał pięć celnych strzałów, ale i jemu brakowało pomysłu, jak zaskoczyć głęboko broniącego się rywala. Długo jedynym rozwiązaniem wydawało się zagranie do Joela Pereiry, który następnie dośrodkowywał piłkę w pole karne. Legia nie miała jednak żadnych problemów z opanowaniem takich akcji.

Hit znów rozczarował. I choć starcia Lecha z Legią wielokrotnie w ostatnich latach zawodziły, pojawiało się w nich przynajmniej kilka ciekawych akcji i zagrań. W sobotę zastąpiły je liczne niedokładności i całkiem umiejętne przeszkadzanie gości. Wydaje się, że zespół Kosty Runjaicia przyjechał do Poznania zremisować i z remisem wraca. Lechici mogą czuć się zawiedzeni, bo tak grająca Legia zdecydowanie była do ugryzienia. Zawiedzeni są też kibice, którzy liczyli na znacznie ciekawszy mecz. 

Zlatan Ibrahimović rozegrał ostatni domowy mecz w PSG. Po czterech latach spędzonych w Paryżu odejdzie do innego klubuPSG wydało na nich miliony, a odeszli za darmo. Di Maria, Ibrahimović. Długa lista

Więcej o: