Dwa dni podróży, by zagrać w ekstraklasie. "Jedyny zagraniczny klub, który naprawdę mnie chciał"

Jakub Seweryn
Do Białegostoku podróżował dwa dni - łodzią, we mgle, samolotem z przesiadkami i samochodem. W ekstraklasie początki miał trudne - ze względu na dużą intensywność gry z trudem łapał oddech. Ale gdy nowy pomocnik Jagiellonii Nene przystosował się do ligi polskiej, z miejsca stał się jednym z najważniejszych piłkarzy w drużynie, strzelił przepięknego, zwycięskiego gola w meczu z Miedzią Legnica. - To najpiękniejsza chwila w mojej karierze - przyznaje w rozmowie ze Sport.pl.

Choć w ekstraklasie występuje dopiero od 10 spotkań, już zdążył zostać bohaterem kibiców Jagiellonii Białystok. Jego fenomenalny gol w doliczonym czasie meczu z Miedzią Legnica zapadnie w pamięci fanów na długo. Tym bardziej, że dał Jagiellonii bezcenne zwycięstwo 2:1. 27-letni portugalski pomocnik Nene notuje znakomite wejście do drużyny Macieja Stolarczyka, a jego trafienie z pewnością będzie nominowane do bramki sezonu.

- Nie da się ukryć, to najpiękniejszy gol w mojej karierze – przyznaje Nene w rozmowie ze Sport.pl. Portugalczyk nie ukrywa, że takich bramek nie zdobywa się często. - Remisowaliśmy 1:1, mecz już się kończył. Sędzia chyba nawet trzymał już gwizdek w ustach, więc gdy tylko piłka do mnie podleciała, wiedziałem, że muszę strzelać. Nie miałem niczego do stracenia, spróbowałem i wpadło. Sam byłem zaskoczony, to z pewnością był szczęśliwy strzał, ale też najpiękniejsza chwila w mojej karierze – zaznacza.

Zobacz wideo TV tego nie pokazała. Kibole kontra ochrona. Bandyci zniszczyli święto piłki

Łódź, trzy samoloty i samochód. Dwa dni podróży, by zagrać w ekstraklasie

Dla Nene Jagiellonia jest pierwszym zagranicznym klubem w karierze. Dlaczego piłkarz regularnie grający w lidze portugalskiej zdecydował się na transfer do ekstraklasy? - W Santa Clarze czułem się naprawdę dobrze. Spędziłem tam fajne trzy lata, ale mówiąc szczerze, to nie jest klub, w którym są rewelacyjne warunki. Chciałem udać się w lepsze miejsce, a jednym z moich głównych celów zawsze było to, żeby zagrać gdzieś poza granicami Portugalii. Mam już 27 lat, a Jagiellonia była jedynym zagranicznym klubem, który naprawdę mnie chciał. Dlatego też tu przyszedłem – tłumaczy były piłkarz drużyn młodzieżowych Bragi.

O ambicji Nene świadczy choćby to, że jego podróż z Azorów do Polski na podpisanie kontraktu z Jagiellonią trwała całe dwa dni. Portugalczyk płynął łodzią z jednej wyspy na drugą, leciał z dwiema przesiadkami do Polski, by następnie wsiąść w samochód i udać się w drogę z lotniska w Warszawie do Białegostoku.

- To prawda! Trafiłem na mglisty dzień i nie mogłem odlecieć ze swojej wyspy na drugą, musiałem płynąć łodzią, przez co spóźniłem się na samolot do Lizbony. Musiałem kupić nowy bilet na następny poranek. Leciałem do Lizbony, potem z Lizbony do Amsterdamu, a następnie do Warszawy, skąd już samochodem przyjechałem do Białegostoku. Można powiedzieć, że podróżowałem w sumie całe dwa dni, by tutaj trafić – opowiada Nene, dla którego transfer do Jagiellonii był swego rodzaju podróżą w nieznane.

- Przed transferem o Jagiellonii wiedziałem głównie to, że w eliminacjach Ligi Europy grała niedawno z Rio Ave. Poza tym nie wiedziałem zbyt wiele ani o klubie, ani o całej ekstraklasie. Gdy już miałem tu trafić, musiałem to zmienić. Wiem, że Jagiellonia była w przeszłości dwukrotnie wicemistrzem Polski oraz wygrała Puchar Polski. Dobrze by było nawiązać do tych sukcesów – nie ukrywa Nene.

Marc Gual strzelił pięknego gola w meczu Lechia - JagielloniaDwa gole Flavio Paixao, ale Lechia nadal na dnie. Koszmarna seria

Braga, kadra U-19. Nene gra w piłkę dzięki poświęceniu ojca. „Na naszą wyspę nikt nie przyjeżdża"

Pomocnik Jagiellonii wiele zawdzięcza swojemu tacie. To jego poświęcenie pozwoliło mu wyrwać się z malutkiej wysepki na Azorach i zrobić piłkarską karierę. - Pochodzę z wyspy Graciosa, na której mieszka zaledwie 40 tysięcy osób. To malutka wysepka – jej mieszkańcy albo tam zostają, albo wyjeżdżają na studia. Sportowcom za to przebić się jest niezwykle trudno, bo nikt do nas nie przyjeżdża – żadni skauci czy łowcy talentów – opowiada. - Swoją karierę zawdzięczam mojemu tacie, który z pomocą trenera zabrał mnie na testy piłkarskie do Bragi, abym mógł się tam sprawdzić. Zaprezentowałem się pozytywnie i zostałem na dłużej.

Ale Braga to nie wszystko. Nene miał okazję grać także kilka spotkań w reprezentacji Portugalii do lat 19, obok takich piłkarzy, jak Andre Silva (obecnie RB Lipsk), Gelson Martins (AS Monaco), Joao Palhinha (Fulham), czyli aktualnych zawodników pierwszej reprezentacji Portugalii.

- Widać było u nich jakość, ale na pewno jeszcze nie taką, jaką prezentują obecnie. Gelson Martins był najlepszy pod względem technicznym, ale na przykład Andre Silva wyróżniał się tym, że był niezwykle silny. Palhinha z kolei od tego czasu stał się jeszcze silniejszy, wtedy nie miał jeszcze tak rozbudowanego ciała. To jednak normalnie, bo piłkarze w takim wieku, w jakim byliśmy wówczas, wciąż się rozwijają, zarówno piłkarsko, jak i fizycznie. Teraz są oni jednymi z najlepszych w całym kraju, grając w pierwszej reprezentacji – zaznacza piłkarz, który przyznaje, że nie wszystko w jego karierze ułożyło się tak, jak by sobie tego wymarzył.

- Kiedy byłem młody, to oczywiście marzyłem o tym, żeby dostać się do jednego z wielkich portugalskich klubów. Teraz jednak wiem, że jest to niezwykle trudne, bo konkurencja jest olbrzymia. Cieszę się, że przynajmniej udało mi się rozegrać trzy mecze w reprezentacji do lat 19, bo zdaję sobie sprawę, że jest to spory wyczyn, gdy nie grasz w drużynach młodzieżowych Porto, Sportingu czy Benfiki. Ja byłem wówczas piłkarzem Bragi, ale co ciekawe, to my zdobyliśmy wówczas mistrzostwo Portugalii w naszej kategorii wiekowej. Byliśmy lepsi od tych największych – zdradza Nene i kontynuuje:

- Nikt w nas wtedy nie wierzył! Mistrzostwo jest co roku zarezerwowane dla gigantów. Bradze udało się wówczas wywalczyć tytuł po raz pierwszy od około 90 lat. To było dla mnie coś wyjątkowego, tym bardziej że pochodzę z bardzo małej wyspy, gdzie nie ma zbyt wielu możliwości, i byłem w Bradze tylko przez dwa lata.

Co wobec tego poszło nie tak w karierze Portugalczyka? - Po zdobyciu mistrzostwa trafiłem do drużyny rezerw Bragi, ale do pierwszego zespołu już mi się nie udało przebić. Z perspektywy czasu wiem, że popełniłem błędy i jakie to były błędy. Byłem młody, po dwóch latach w rezerwach Bragi zrobiłem krok w tył i musiałem się sporo napracować, by koniec końców znaleźć się w portugalskiej ekstraklasie. To był dla mnie trudny czas, ale miałem osoby, na które mogłem liczyć – rodzinę, agenta, którzy ciągle we mnie wierzyli – opowiada Nene, który wszedł na odpowiednie tory dopiero grając w portugalskiej trzeciej lidze. - Nauczyłem się sporo od doświadczonych zawodników, zacząłem doceniać to, co mam, i pokornie pracować nad sobą. Zrobiłem krok do tyłu, który okazał się być bardzo ważny, bo potem trafiłem do Santa Clary i już zostałem na najwyższym poziomie na dłużej – tłumaczy.

Gol Jesusa Imaza w meczu Jagiellonia - Stal (4:0)Hiszpańska Jagiellonia gromi rywala w ekstraklasie. Piękna przewrotka ozdobą [WIDEO]

Tego się po polskiej lidze nie spodziewał. „Już na początku meczu byłem zmęczony"

Piękne bramki Nene w pierwszych kolejkach ekstraklasy dały Jagiellonii wyjazdowy remis z Rakowem Częstochowa (2:2) i arcyważne zwycięstwo z Miedzią Legnica (2:1). Z kolei dzięki asyście przy bramce Macieja Bortniczuka Jaga zdobyła kolejny punkt w meczu z Zagłębiem Lubin (1:1). I choć dwa wspaniałe gole i asysta to zazwyczaj nie jest oszałamiający dorobek, to w przypadku Nene nie jest codziennością. Przez trzy lata gry i 69 meczach w portugalskiej ekstraklasie pomocnik nie zaliczył ani jednej bramki, ani asysty.

- Zdarzało mi się strzelać bramki, ale jeszcze gdy grałem w portugalskiej trzeciej lidze – przyznaje Nene. - W Santa Clarze strzeliłem już tylko jedną, w meczu pucharowym z FC Porto. To nie jest tak, że nie pozwalano mi strzelać, ale po prostu w Portugalii miałem zdecydowanie więcej zadań defensywnych. Odpowiadałem za równowagę między obroną a atakiem i nie angażowałem się tak mocno w akcje ofensywne. Jasne, zdarzały się przy tym jakieś okazje, ale być może zabrakło mi trochę szczęścia. Tutaj mam go więcej. W systemie, jaki preferuje Jagiellonia, czuję się bardzo komfortowo. Do tego mam więcej swobody, a dzięki temu mogę też więcej pokazać w ofensywie – tłumaczy.

W pierwszych swoich występach w ekstraklasie po transferze do Białegostoku Nene nie wyglądał jednak najlepiej. Jak sam uczciwie zauważa, był mocno zaskoczony tym, jak się gra w ekstraklasie.

- W pierwszych meczach rzeczywiście mocno się męczyłem. Było to spowodowane zupełnie innym tempem gry niż w Portugalii, szczególnie na początku spotkań. W pierwszym czy drugim meczu już na samym początku czułem się zmęczony, bo od pierwszego gwizdka wykonywałem wiele sprintów, czego się nie spodziewałem, bo w Portugalii w pierwszych minutach jest zazwyczaj dość spokojne badanie przeciwnika. Sprawdza się wówczas to, na co stać tego dnia rywala – zaskakuje Portugalczyk.

- A w Polsce od początku biega się z dużą intensywnością i na początku miałem z tym problem, ale myślę, że już po tych kilku kolejkach udało mi się do tego dostosować. Zacząłem się czuć bardziej komfortowo, gra mi się łatwiej, rozumiem też lepiej moich kolegów. Także te gole w meczach z Rakowem i Miedzią dały mi bardzo dużo pewności siebie. Teraz cieszę się, że tu jestem. To zupełnie inne doświadczenie niż liga portugalska. Ekstraklasa jest niezwykle wyrównana, można tu wygrać każdy mecz, jak również z każdym przegrać – zaznacza.

Jak wygląda porównanie ligi portugalskiej z ekstraklasą według Nene? - Mówi się, że liga portugalska jest zdecydowanie bardziej techniczna, ale tutaj także jest wielu naprawdę dobrych technicznie piłkarzy. Główna różnica jednak dotyczy kwestii taktycznych i tkwi w organizacji gry. Tutaj każdy zespół ciągle stara się wysoko atakować agresywnym pressingiem, w Portugalii tak naprawdę czynią to jedynie drużyny z samego topu, jak Porto, Benfica, Sporting czy Braga. Pozostałe raczej czekają skupione w defensywie na to, co zrobi przeciwnik. To sprawia, że w Polsce gra jest dużo bardziej bezpośrednia, trzeba zrobić więcej sprintów i biegać w jedną czy drugą stronę – analizuje były piłkarz Bragi i Santa Clary.

DLOCZRaków rozjechał Radomiaka. Bramkę Piaseckiego zapamiętamy na lata

Gra dobrze, ale jednym z liderów się nie czuje. „Idealnie byłoby zakończyć sezon w TOP 5"

Mimo dobrej postawy Nene, Jagiellonia w tym sezonie pozostaje ligowym średniakiem. W pierwszych dziesięciu kolejkach zdobyła 13 punktów i zajmuje w tabeli ekstraklasy dziewiąte miejsce.

- Mamy w Jagiellonii sporo jakości, dobrą mieszankę zawodników młodych oraz doświadczonych. Jesteśmy wprawdzie dość nierówni na początku sezonu. Myśle, że zasłużyliśmy na więcej punktów, ale w kilku spotkaniach zmarnowaliśmy wiele sytuacji bramkowych – analizuje Nene. - Jednak pracujemy dalej nad tym, żeby wciąż się rozwijać, aby zakończyć ligę w pierwszej ósemce, a może i pierwszej piątce. Wtedy byłoby niemal idealnie.

Co zespół z Białegostoku musi poprawić w swojej grze? - Musimy grać mądrzej, szczególnie w defensywie. Wiadomo, że chciałoby się przez cały czas atakować rywala pressingiem, ale musimy rozumieć, że nie da się tak grać przez pełne 90 minut. W każdym meczu mamy okazje do strzelenia gola, czasami po prostu piłka nie wpada do siatki. Trzeba być bardziej skoncentrowanym pod obiema bramkami, bo gdybyśmy wykorzystywali choćby połowę naszych sytuacji, to wygralibyśmy większość dotychczasowych meczów – nie ukrywa Portugalczyk.

Kibice Jagiellonii aktualnie nie wyobrażają sobie podstawowej jedenastki swojej drużyny bez Portugalczyka. Ale mimo bardzo dobrego wejścia do nowej drużyny Nene nie czuje się jednym z liderów zespołu Macieja Stolarczyka.

- Muszę respektować innych zawodników, którzy grają tu zdecydowanie dłużej i zrobili zdecydowanie więcej dla Jagiellonii. Taras Romanczuk rozegrał najwięcej meczów w ekstraklasie w historii klubu, Jesus Imaz jest drugim najlepszym strzelcem, kilku innych piłkarzy gra tu od czterech czy pięciu lat. Dlatego nie czuję się jednym z liderów, ale myślę, że jestem ważnym zawodnikiem – zaznacza skromnie portugalski pomocnik.

Jak byłemu młodzieżowemu reprezentantowi Portugalii żyje się na Podlasiu? - Białystok to spokojne miasto, można tu się w pełni skoncentrować na grze w piłkę – mówi Nene, który w Jagiellonii nie ma ani jednego rodaka, ale za to dobrze dogaduje się z „hiszpańską"' kolonią w drużynie z Podlasia.

- Trzymam się z Jesusem Imazem, Israelem Puerto czy Markiem Gualem, ale to ze względu na język, bo mówiąc w swoich językach i tak się dobrze rozumiemy. Bardzo mi pomogli w szybkim wejściu do drużyny, teraz czuję się tu prawie jak w domu. Chcę być zawodnikiem, którego tu wszyscy zapamiętają, że poprowadził Jagiellonię do czołowych miejsc w lidze. Ten klub na to zasługuję, a ja chcę mu w tym pomóc – kończy pomocnik „Żółto-Czerwonych".

W najbliższej kolejce, 2 października, Jagiellonia zmierzy się na własnym stadionie z Koroną Kielce, ale sam Nene w tym spotkaniu na pewno nie wystąpi, gdyż musi odpokutować karę za cztery żółte kartki.

Więcej o: