"Kluby mogą poczuć się jak gracz, który wchodzi do kasyna z nadzieją na duże pieniądze i zostaje z niczym" - słyszymy od jednej z osób, wtajemniczonej w przetarg na prawa telewizyjne do Ekstraklasy. Kluby wciąż nie zaakceptowały jedynej, wygasającej 30 września propozycji złożonej przez Canal+ i będą chciały przeciągnąć rozstrzygnięcie. "Nasza oferta ma termin ważności" - podkreśla nam rzecznik telewizji. Cała historia może wpłynąć też na brak meczów na otwartej antenie!
Na Sport.pl informowaliśmy już, że 13 września mógł być kluczowym dniem, jeśli chodzi o przyszłość praw do ekstraklasy. To wtedy odbyło się zdalne spotkanie rady nadzorczej spółki. Najważniejszy punkt posiedzenia brzmiał: Sprzedaż praw telewizyjnych na lata 2023-27. Jedynym, który złożył ofertę w tym przetargu, był Canal+. Nadal jednak daleko do ogłoszenia, że kodowany nadawca wygrał przetarg.
Choć zaproponował wyższą niż ostatnio kwotę za sezon, to kluby nie były z niej zadowolone. Kręciły też nosem na zwiększenie wydatków na koszty produkcji sygnału. Wtorkowe spotkanie prezesów, zamiast zbliżyć do porozumienia, negocjacje bardziej skomplikowało. Ostateczną decyzję w sprawie podpisania umowy i tak musi podjąć Walne Zgromadzenie Ekstraklasy, które zbierze się dopiero w październiku. Zniesmaczony przeciąganiem liny Canal+ jest dość kategoryczny i sugeruje, że na październik czekać nie będzie. Co zatem może wydarzyć się w najbliższych tygodniach? Sprawa jest o tyle ciekawa, że od następnego sezonu może zmienić też sytuację, jeśli chodzi o mecz Ekstraklasy na otwartej antenie.