Gol Legii wywołał kontrowersje. Nawet z trybun widać było "rękę". Marciniak wyjaśnił

Karol Górka
Legia Warszawa wygrała 2:1 z Widzewem Łódź po bramkach Johanssona i Kapustki. Szczególnie to drugie trafienie wywołało sporo kontrowersji z powodu zagrania ręką przez Josue. Jak jednak wyjaśnił Szymon Marciniak, sytuacja dla sędziów była jasna i klarowna. I nie było mowy o nieuznaniu bramki Kapustki.

Legia Warszawa doskonale radziła sobie w pierwszej połowie meczu z Widzewem Łódź. Choć długo niewiele wskazywało, że zespół Kosty Runjaicia będzie miał aż taką przewagę do przerwy, po golach Johanssona i Kapustki Legia prowadzi 2:0. W drugiej połowie tak dobrze już to nie wyglądało, jednak Legia utrzymała prowadzenie i wygrała ostatecznie 2:1.

Zobacz wideo Koka, Dżem i kontrakt z Realem na 75 mln euro. Lewandowski jak "szedł, to biegł, bo nienawidzi chodzić"

Sporo kontrowersji przyniósł drugi gola dla Legii Warszawa. Wszystko za sprawą zagrania do Josue, który przyjmując piłkę, został trafiony w dłoń. Zobaczyli to kibice na trybunach i natychmiast zaczęli gwizdać, bo sędzia akcji nie przerwał. Następnie Josue podał na skrzydło do Wszołka, który dośrodkował piłkę idealnie na nogę Kapustki, który strzałem bez przyjęcia pokonał Ravasa.

Sytuację długo analizował system VAR, uznając gola na 2:0. Jak potwierdził nam Szymon Marciniak, sędziujący to spotkanie, sytuacja dla sędziów była jasna i klarowna. Zagranie piłkarza Legii nie było celowe, a ręka znajdowała się przy ciele. Co więcej, nie można było zastosować przepisu o ręce "ofensywnej", gdyż od zagrania ręką przez Josue, piłkarze Legii wymienili jeszcze kilka podań, a samo zagranie Portugalczyka miało miejsce w środkowej strefie boiska.

Kontrowersji nie brakowało także w przypadku nieuznanej bramki dla Widzewa. Stępiński wykorzystał dośrodkowanie Lipskiego i z kilku metrów pokonał Tobiasza. Analiza VAR wykazała jednak, że Stępiński znajdował się na minimalnym spalonym.

Więcej o: