Rewolucja w Lechu. Absolutny bohater zeszłego sezonu największym rozczarowaniem

Dawid Szymczak
Absolutny bohater poprzedniego sezonu, na początku tego jest największym rozczarowaniem. Joao Amaral potrafił wyciągać Lecha Poznań z tarapatów, teraz jednak sam przyczynia się do pogłębiania kryzysu z meczu na mecz. Kamery częściej pokazują, jak przeklina pod nosem niż udanie zagrywa piłkę.

Czwartkowy wieczór był zderzeniem formy dwóch najlepszych piłkarzy poprzedniego sezonu i liderów swoich zespołów. Ivi Lopez w maju odebrał nagrodę dla najlepszego piłkarza ligi i koronę króla strzelców (20 goli), ale to Joao Amaral cieszył się z mistrzostwa Polski, do którego popchnął Lecha Poznań czternastoma golami i ośmioma asystami w 32 meczach. Obaj błyszczeli i kluczowymi piłkarzami dla Rakowa Częstochowa i Lecha Poznań. U Lopeza nic się nie zmieniło. W tym sezonie ma już 4 gole i 3 asysty w pięciu meczach - pomógł rozbić Astanę aż 5:0 w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji, a w kolejnej rundzie strzelił oba gole ze Spartakiem Trnawa (2:0). W ekstraklasie z kolei i jego gola z rzutu karnego pozwolił wygrać 3:2 ze Stalą Mielec. A Amaral? 7 meczów, 2 gole, jedna asysta.

Zobacz wideo Koka, Dżem i kontrakt z Realem na 75 mln euro. Lewandowski jak "szedł, to biegł, bo nienawidzi chodzić"

W przypadku ich obu liczby nie mówią jednak wszystkiego. Lopez nie tylko strzela i asystuje, ale ma wpływ niemal na każdą ofensywną akcję Rakowa. Koledzy go szukają. Gdy ich zespół jest w potrzebie, oddają mu piłkę. Z Amaralem jest odwrotnie. Kiepskie liczby i tak przypudrowują jego grę. Oba gola strzelił słabiutkiemu Dinamu Batumi, gdy Gruzini byli już napoczęci. Asystę miał przy golu Kristoffera Velde w przegranym aż 1:5 spotkaniu z Karabachem Agdam, po którym Lech pożegnał się z Ligą Mistrzów i Ligą Europy. Amaral już nie podnosi zespołu w trudnych chwilach, ale leci na dno razem z nim. Przykładowo - w ostatnim ligowym meczu z Wisłą Płock (1:3) Portugalczyk oddał tylko jeden celny strzał, tylko 16 razy celnie podał piłkę, nie podjął ani jednej próby dryblingu, miał jedno kluczowe podanie i ani jednego odbioru piłki.

Postawa Lopeza i Amarala znacząco wpływa na to, jak na początku sezonu prezentują się ich zespoły.

Robert Lewandowski i kibice pozujący z Anną LewandowskąLewandowski zrobił furorę, ale show skradła Lewandowska. Tego nie pokazali w TV

Co się dzieje z Joao Amaralem?

Forma Amarala zastanawia, tym bardziej że latem wszystko przebiegło według planu. Zaczął przygotowania razem z zespołem, nie opuścił żadnego treningu i zagrał w sparingach. Nie miał problemów ze zdrowiem, a nowy trener John van den Brom nie zmienił mu pozycji na boisku. Przyczyn trzeba szukać gdzie indziej. Przy Bułgarskiej mówią, że na Portugalczyka bardzo wpłynęło odejście Macieja Skorży. "Miał do niego instrukcję obsługi" - słyszmy.

Chodzi o to, że latem 2021 r., gdy Amaral wracał do Poznania z Pacos Ferreira po półtorarocznym wypożyczeniu, w Lechu niewiele osób wierzyło, że może jeszcze się przydać. Sam piłkarz, będąc w Portugalii, również nie zakładał, że wróci do Polski na długo. Kluczowe były rozmowy ze Skorżą, który najpierw telefonicznie, a później osobiście w trakcie obozu w Opalenicy, przekonał pomocnika do pozostania w Poznaniu. Przy Bułgarskiej panowała opinia, że Amaral jest trudnym człowiekiem - zamkniętym w sobie, niezbyt kontaktowym, a przy tym zawyżającym swoją wartość i umiejętności. Trener słyszał to wszystko, ale postanowił o wszystkim przekonać się osobiście. Mówił, że postara się dotrzeć do Amarala. I to rzeczywiście mu się udało.

Najpierw przedstawił mu pomysł zmiany pozycji ze skrzydłowego na pomocnika grającego tuż za napastnikiem i często wchodzącym w jego rolę. Skorża przekonywał Amarala, że ma u niego czystą kartę. Mówił też o oczekiwaniach, że praca w defensywie jest konieczna, że będzie jednym z najważniejszych zawodników w zakładaniu pressingu, że będzie obdarzony zaufaniem, ale musi ustabilizować formę. Posypało się też sporo komplementów, dzięki czemu Portugalczyk poczuł się doceniony. A to dla niego bardzo ważne. Później wyszedł na treningi i rwała się pod nim trawa. Rywalizację z Danim Ramirezem wygrał już podczas obozu - głównie będzie zaangażowaniu i pracy w defensywie. Niewiadomą wciąż było, jak przełoży się to na ligę.

Wyszło znakomicie. Amaral strzelał gole i asystował. Najdłuższa seria bez jego udziale przy zdobyciu bramki trwała cztery mecze. Po drodze Skorża wiedział, co robić, by utrzymywać motywację Portugalczyka na wysokim poziomie. To piłkarz, który musi czuć się akceptowany. Nie lubi walczyć o pozycję w zespole. Zdecydowanie lepsze efekty daje w jego przypadku marchewka niż kij. Słyszmy, że czasem Skorża przymykał oko na niedociągnięcia w jego grze, a uwypuklał udane zagrania. I tak stworzył najlepszego piłkarza w swoim mistrzowskim sezonie, na którym mógł polegać w najtrudniejszych momentach - ze Stalą Mielec, gdy Lech przegrywał 0:1 już od 2. minuty meczu, a Amaral szybko wyrównał i z Wartą Poznań, gdy przebieg meczu był bliźniaczy. Mowa o spotkaniach, w których rozstrzygały się losy mistrzostwa. Raków gubił punkty, a Lech wydzierał je rywalom.

Filip Mladenović, Ernest Muci, Kosta RunjaićLegia wygrała, a 21-latek dał nadzieję Runjaiciowi. Wzmocnienia w ataku są jednak niezbędne

Bez formy jest cały Lech Poznań. "Zmiana Skorży na van den Brom to rewolucja"

Mówiąc o aktualnych kłopotach Amarala, przedstawia się de facto problemy całego Lecha. Bez formy jest bowiem nie tylko Portugalczyk, ale cały zespół - od obrońców po napastnika. Żaden zawodnik nie gra dziś lepiej niż w końcówce poprzedniego sezonu. Przyczyn można upatrywać w zaburzonym zmianą trenera okresie przygotowawczym, a także w zupełnie innym sposobie pracy van den Broma i Skorży. Lech w bardzo krótkim czasie przeszedł ze skrajności w skrajność. Pomysł obu trenerów na grę i sama wizja idealnego meczu są całkiem zbliżone - obaj chcą mieć kontrolę, posiadać piłkę, atakować pozycyjnie i bronić wysokim pressingiem. Ale droga do osiągnięcia tego i metody treningowe są zupełnie różne. Skorża zasypywał piłkarzy wiedzą, godzinami rozrysowywał i ćwiczył schematy, w detalach analizował rywali. Holender z kolei pracuje nowocześniej. Skupia się przede wszystkim na swoim zespole, uwielbia małe gry i poprzez nie chce budowa styl gry swojego zespołu. Na boisku zostawia piłkarzom więcej swobody i chętniej polega na ich kreatywności. Na razie się to jednak nie sprawdza, bo po ostatnich meczach trudno zgadnąć, jaki plan miał Lech na ich rozegranie. Być może potrzebuje jeszcze więcej czasu, by jego metody przyniosły efekty.

Paradoksalnie nawet kreatywny Amaral gra lepiej, gdy w dużej mierze poległ na schematach. Kwitła wtedy jego współpraca z Mikaelem Ishakiem, dobrze wyglądała wymiana pozycji ze skrzydłowymi. Obecnie, gdy w ofensywie zostali zostawieni sami sobie, ich pomysły sprowadzają się głównie do dośrodkowań w pole karne. A to gra, w której niewysoki (172 cm) Portugalczyk nie odnajduje się najlepiej. Poza tym, to zawodnik bardzo podatny na nastroje w klubie i wokół siebie. Gdy wskoczy na falę, potrafi się na niej utrzymać. Im częściej go chwalą, tym jeszcze lepiej gra. Im lepiej o nim mówią i piszą, tym w lepszym jest humorze i tym większą ma ochotę do pracy. Tymczasem atmosfera wokół Lecha, który jeszcze w połowie maja odbierał puchar za mistrzostwo, a już w połowie lipca był poza Ligą Mistrzów i Ligą Europy, jest fatalna. Nastrój - co naturalne - udziela się też piłkarzom. W Lechu liczą, że jeden dobry występ Amarala odblokuje go i pozwoli szybko wrócić do formy z poprzedniego sezonu. Mecz z Dinamem Batumi nie okazał się takim przełomem, a więcej udanych spotkań nie było. Najczęściej kamery pokazują Amarala, który sfrustrowany błędami swoimi i kolegów, przeklina pod nosem i załamuje ręce.

Czasu na odbudowę nie ma jednak wiele. Lech już w niedzielę zagra mecz z Zagłębiem w Lubinie, a w czwartek musi odrobić straty z pierwszego meczu z Vikingurem Rejkiawik. Jeśli zawiedzie w obu spotkaniach, może nie być czego zbierać.

Lionel Messi i Anderson podczas meczu igrzysk olimpijskich"Złoty chłopiec" nagle skończył karierę, bo zarobił miliony euro. Nie żartował

Więcej o: