Jest najdroższym transferem w historii Fortuny Duesseldorf, ale oczekiwania znacznie przerosły rzeczywistość. Do tego doszła kontuzja więzadeł, która wykluczyła go z gry na ponad 100 dni. W końcu klub uznał, że lepiej będzie jak Dawid Kownacki odejdzie na wypożyczenie. Tak w lutym tego roku trafił do Lecha Poznań, z którym sięgnął po mistrzostwo Polski. Zagrał 14 meczów w ekstraklasie i strzelił cztery gole. A gdy pojawiła się szansa wykupu napastnika, nagle Lech odpuścił.
- W Poznaniu nie wylądowałem i nie wyląduję, bo ja zielone światło dałem, ale niestety klub nie chciał wydać tyle pieniędzy, ile musiał - powiedział szczerze Kownacki w Kanale Sportowym. W końcu wrócił do Fortuny Duesseldorf. Świetnie zaczął nowy sezon 2. Bundesligi. W dwóch pierwszych meczach zdobył bramkę i zaliczył asystę.
Lech Poznań nie był jedynym klubem, który starał się o pozyskanie Kownackiego. - Na pewno oferta od mistrza Szwajcarii była bardzo poważna. Wiem, że do tej pory gdzieś tam są działania z ich strony, żeby jeszcze ten transfer dopiąć. Oferty również z 2. Bundesligi, z różnych klubów, także były - dodał.
Żadna z zainteresowanych drużyn nie dopięła transferu, a sam 25-latek znajduje się w niewiadomym punkcie. Otwarcie przyznał, że wrócił do Niemiec z myślą chwilowego pobytu i wyjazdu do kolejnego klubu. - To nie tylko moja narracja, ale także Fortuny Duesseldorf. A świadczyć o tym może fakt, że do tej pory nie mam jeszcze mieszkania. Mieszkam w hotelu cały czas - podkreślił.
Więcej treści sportowych znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl
Nadzieją na kontynuowanie współpracy z Fortuną jest trener Daniel Thioune. Ostatnio porozmawiał z Kownackim i powiedział, że widzi go w swoim składzie. Nie wiadomo jednak, na jak długo. Kontrakt Polaka wygasa z końcem bieżącego sezonu. Nawet jeśli Fortuna nie sprzeda go w letnim okienku transferowym, za pół roku będzie mógł porozumieć się z nowym pracodawcą i następnego lata przejść do niego za darmo.