Artur Boruc o ataku chuliganów na autokar Legii: Serio, nie pamiętam

- Nie pamiętam już, to było dawno temu - powiedział Artur Boruc, gdy spytano go o zajścia z połowy grudnia, kiedy pobito piłkarzy Legii Warszawa. 42-latek unikał pytań o to zdarzenie w trakcie środowego spotkania z dziennikarzami.

Czerwona kartka, atak na sędziego, krytyka na Instagramie, dotkliwa kara - na pewno nie tak Artur Boruc wyobrażał sobie ostatni występ w Legii Warszawa w meczu o stawkę. 13 lutego warszawiacy przegrali 0:1 z Wartą Poznań, a doświadczony bramkarz był antybohaterem meczu.

Zobacz wideo Rozmowa z Christianem Falkiem z Bilda o transferze Roberta Lewandowskiego

Za swoje zachowanie Boruc został ukarany przez Komisję Ligi zawieszeniem na trzy mecze oraz grzywną w wysokości 25 tys. złotych. Grzywną, której temat przewijał się do końca sezonu. Zawodnik miał bowiem odmówić zapłacenia jej, oczekując, że zrobi to za niego klub.

- Nie, absolutnie – w życiu nie pozwoliłbym na coś takiego. Komisja Ligi i to, czym się zajmuje, jakoś nie do końca to do mnie przemawiało. Mam wrażenie, że zaczęło się od pierwszej kary za wpis na Instagramie. Troszkę mnie to pewnie wtedy bardziej nakręciło, a konsekwencją okazała się następna kara, która była – wydaje mi się – śmieszna - wyjaśnił Boruc na środowym spotkaniu z dziennikarzami, cytowany przez portal Legia.net.

Artur Boruc podczas meczu na Łazienkowskiej z Wartą Poznań w lutym 2022 r.Boruc tłumaczy: Nie mam absolutnie żadnych profitów z biletów

42-latek przyznał, że kara nie została zapłacona. - Nie ma takiej potrzeby. Wydaje mi się, że w mojej głowie ma to sens, lecz pewnie nie każdy będzie tak myślał. Ligi europejskie nie ingerują aż tak bardzo w życie prywatne piłkarzy. Mam wrażenie, że to bardzo dobre podejście. Być może tutaj ktoś szukał pracy, nudził się - stwierdził Boruc.

Boruc unikał pytań o atak na autokar

Doświadczony bramkarz wrócił do Legii latem 2020 roku. W pierwszym sezonie zdobył z zespołem mistrzostwo Polski, w drugim, nieudanym, zagrał w fazie grupowej Ligi Europy. Jak zawodnik podsumował swój powrót na Łazienkowską?

- Jeśli chodzi o sukcesy w dwóch ostatnich sezonach, w których miałem przyjemność tutaj być, to pojawił się awans do Ligi Europy, a wcześniej mistrzostwo Polski. Nie wiem, czy mam być szczęśliwy, czy nie. Wróciłem tu po to, by zdobyć tytuł mistrzowski i zagrać z Legią w Europie. W tym się akurat spełniłem, jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. W pierwszych rozgrywkach (2020/21 – red.) rywalizowaliśmy bez publiczności, więc nie mogłem się do końca cieszyć tym, że tutaj jestem. Wiadomo, jaki był ubiegły sezon – na pewno nie okazał się najlepszy w naszym wykonaniu - powiedział Boruc.

Kamil Semeniuk podczas UniwersjadySemeniuk dostanie wszystko, co zechce. "Przychodzi bardzo cenny klejnot"

Fatalna w wykonaniu Legii runda jesienna zakończyła się skandalem. W połowie grudnia, po meczu 18. kolejki ekstraklasy z Wisłą Płock (0:1), autokar z zawodnikami został zaatakowany przez grupę chuliganów. Część piłkarzy została pobita, a najmocniej ucierpieli Mahir Emreli oraz Luquinhas, którzy zimą odeszli z Legii.

Boruc do dzisiaj nie odniósł się do tamtych wydarzeń. W środę też unikał odpowiedzi na pytania. - Nie pamiętam już, to było dawno temu - powiedział. - Serio, nie pamiętam. Zostawmy to tak - dodał, gdy temat był drążony.

Więcej o: