Jasur Jakszibojew trafił do Legii Warszawa zimą 2021 roku. Wcześniej przebywał na wypożyczeniu w lidze białoruskiej. Tam w dwóch klubach strzelił łącznie 18 goli i zanotował sześć asyst. Nie był to wynik powalający na kolana, ale całkiem przyzwoity. Według TVP Sport za sprowadzenie Jakszibojewa do Legii odpowiadała firma statystyczna 11Hacks. I Legia szybko przekonała się, że statystyki to nie wszystko. Transfer Jakszibojewa okazał się jednym z najbardziej absurdalnych w ostatnich latach.
Problemem Jakszibojewa nie były liczby, a głowa. Uzbeka trudno było zmusić do ciężkiej pracy, która jest niezbędna żeby odnieść sukces w ekstraklasie, o Europie już nie wspominając. Po przyjeździe do Warszawy Jakszibojew odstawał fizycznie od reszty zespołu. Zaczęły prześladować go kolejne urazy. Na dodatek przeszkodziła mu religia. Jakszibojew jest muzułmaninem i w związku z tym obchodzi ramadan. Oznacza to, że przez miesiąc od świtu do zachodu słońca nie może on spożywać żadnego pokarmu ani pić, nawet wody. Więc kiedy nadarzyła się okazja do sprawdzenia Jakszibojewa w meczu, ten... odmówił, bo spotkanie było wieczorem i piłkarz nie miał już sił.
Ostatecznie Uzbek zagrał tylko w jednym spotkaniu – z Wisłą Kraków w maju 2021 roku. To był już mecz "o pietruszkę", bo legioniści mieli zapewnione mistrzostwo Polski. Jakszibojew zagrał 11 minut. I na tym jego występy w Legii się zakończyły. W okresie przygotowawczym przed nowym sezonem znowu miał problem z kontuzjami i postanowiono go wypożyczyć do Sheriffa Tyraspol. Klubu, który awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów.
Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl
Kibice w Polsce przez jakiś czas mogli przecierać oczy ze zdumienia widząc, że Uzbek grał w mocniejszym zespole i strzelał gole. Stanęło na trzech trafieniach i dwóch asystach jesienią. Jednego z goli wbił nawet Realowi Madryt. W Polsce wyśmiewano się z Legii, że nie dawała grać Jakszibojewowi, który z powodzeniem grał w Lidze Mistrzów.
Jakszibojew miał dobry moment, ale nie trwał on długo. Wiosną w ogóle nie grał. Z klubu odszedł Jurij Wernydub, czyli trener, który sprowadził piłkarza do klubu (znał go z występów na Białorusi). Przypomnijmy, że Wernydub wyjechał wówczas na Ukrainę, aby walczyć z Rosjanami. Sheriff zdecydował, że nie wykupi piłkarza. Ten z kolei nie wrócił do Warszawy od razu. W maju pisaliśmy, że "rozpłynął się", a Legia ma "piłkarza widmo". Jakszibojew miał martwić się o swoją rodzinę po wybuchu wojny na Ukrainie i przebywał w ojczyźnie. A kiedy wrócił do Warszawy, scenariusz się powtórzył – wyraźnie odstawał fizycznie.
- Jasur wrócił na nasze żądanie wcześniej, ale niestety nie wygląda fizycznie tak, jak powinien wyglądać. Pracuje ciężko, kilka dni temu miał mieć badania. Ma trenera indywidualnego i będziemy go podciągać fizycznie. To, że potrafi grać w piłkę, to jest oczywiste - można zapytać poprzednich trenerów. Jednak bez fizyczności i charakteru do pracy ciężko jest odnieść sukces. Mamy więc zgryz z Jasurem – mówił dyrektor sportowy klubu Jacek Zieliński w rozmowie na kanale "Prawda Futbolu".
Kosta Runjaić nie skreślił go od razu, ale w końcu nie miał wyboru. Forma i zaangażowanie Uzbeka pozostawiały wiele do życzenia. Jego charakter również mu nie pomagał. Na dłuższą metę nikomu nie udało się do niego dotrzeć. Warszawski klub pożegnał go bez żalu. Jakszibojew pozostaje na razie bez klubu.