Wisła Kraków pożegnała ekstraklasę z hukiem. Padł nawet apel do Błaszczykowskiego

Paweł Karpiarz
Dla piłkarzy Wisły Kraków to musiał być jeden z najgorszych dni w karierze. W ostatnim meczu sezonu (0:1 z Wartą Poznań) zawodnicy byli wyszydzani i obrażani przez kibiców. Ci, po spadku klubu z ekstraklasy, stracili zaufanie również do zarządu i trenera. Doszło nawet do przepychanek między samymi kibicami.

Od kilku dni media i kibice zastanawiają się, w jakim kształcie Wisła Kraków przystąpi do rozgrywek I ligi. Rozważania dotyczą nie tylko kwestii sportowych, lecz także finansowych. Po pierwsze, sponsorzy z pewnością będą dawali mniej niż dotychczas. Po drugie, obawiano się o frekwencję w niższej klasie rozgrywkowej. Jeżeli ta wyglądać będzie tak jak w sobotę, a nawet niewiele gorzej, to Wiśle odpadnie z głowy jeden problem. Na stadionie pojawiło się około 15 tysięcy kibiców. Ale po raz pierwszy w tym sezonie nie przyszli dopingować swojej drużyny. Przyszli zamanifestować to, co czują i co myślą o piłkarzach i zarządzie – dwóch podmiotach, które obarczono główną winą za pierwszy od 1994 roku spadek z ekstraklasy.

Zobacz wideo Wisła Kraków na spadku straciła nawet 20 mln złotych. Może ją czekać krach

Piłkarze Legii niespodziewanie nie podeszli pod Piłkarze Legii niespodziewanie nie podeszli pod "Żyletę". Zrobili krok w tył

Kibice Wisły "zrewanżowali" się piłkarzom. Urządzili im piekło

Podczas meczu (a także przed nim) można było odnieść jednak wrażenie, że kibice przyszli wręcz zrewanżować się piłkarzom za to, co zafundowali swoim kibicom w tym sezonie. Fani wspierali drużynę do ostatniej chwili. Cierpliwość skończyła się wtedy, kiedy sędzia meczu Radomiak – Wisła (4:2) zagwizdał po raz ostatni. Piłkarze Wisły stali się dla kibiców drużyną wręcz wrogą. Kiedy wyszli na rozgrzewkę przywitało ich gromkie "wypier****ć" i "piłkarzyki-pajacyki".

Po rozgrzewce nadszedł moment, na który wszyscy czekali od zeszłej niedzieli. Na boisko wyszedł Jakub Błaszczykowski i przemawiał zwrócony twarzą do kilku tysięcy najzagorzalszych fanów Wisły, ubranych w czarne koszulki na znak czarnych chmur, jakie nadciągnęły nad krakowski klub. - Przyjdzie mi ponieść konsekwencje za to wszystko, co się stało. Chciałem w moim imieniu wszystkich was bardzo serdecznie przeprosić, za to, co musicie teraz przechodzić. Jest mi z tym cholernie ciężko, ale zrobię wszystko, by Wisła wróciła tu, gdzie jest jej miejsce. Wiem, że to nie brzmi teraz dobrze, ale zdaje sobie doskonale sprawę, że zjeb**** – powiedział Błaszczykowski łamiącym się głosem. Tym razem nie skandowano jego nazwiska, ale kiedy wchodził na murawę, witały go brawa. Tak samo było, kiedy schodził.

Joao Amaral cieszy się z mistrzostwa PolskiNajwiększe zaskoczenie ekstraklasy. Amaral przeszedł metamorfozę w Lechu

Wielu kibiców w internecie obarcza winą właśnie Błaszczykowskiego za spadek Wisły i ogólną sportową degrengoladę ostatnich trzech lat. Na stadionie nie padły żadne wyzwiska w jego kierunku, ale kibice dostrzegli, że ich idol popełnił błędy. Na trybunach zawisł m.in. transparent z apelem do Kuby, aby nie odrzucał pomocy z zewnątrz. Dodatkowo przeczytać można było żądanie zatrudnienia fachowców, "bo będziemy grać w Ostrowcu".

Kibice oszczędzili jeszcze trzech piłkarzy – skandowano nazwiska Zdenka Ondraska, Mikołaja Biegańskiego i Konrada Gruszkowskiego. Na jednym z transparentów pojawiły się też podziękowania za walkę dla Gio Citaiszwilego. Reszta mogła poczuć się jak znienawidzony przeciwnik. Kiedy Wisła utrzymywała się dłużej przy piłce, kibice najpierw głośno gwizdali, a potem szyderczo skandowali "Ole!" przy każdym podaniu. Niedokładne strzały i zagrania były wyśmiewane i kwitowane ironicznymi oklaskami oraz inwektywami. Kibice dostali wręcz szału, kiedy na początku meczu Maciej Sadlok prawie sprezentował gola dla Warty. A kiedy ten w końcu padł, fani ironicznie fetowali bramkę, a cały stadion ryknął "pajace". Doszło nawet do tego, że kiedy kapitan Wisły Kraków Maciej Sadlok zwijał się z bólu na murawie, fani gwizdali. Nie mogli już patrzeć na zawodników, którzy doprowadzili do spadku zespołu.

Brzęczkowi oberwało się od kibiców. "Miał utrzymać, zrobił w ch***"

Oberwało się również zarządowi. Na jednym z transparentów fani wprost dali do zrozumienia, że zarząd klubu stracił wotum zaufania i musi pracować na nie od nowa. Była nawet swego rodzaju groźba, że jeżeli w Fortuna 1. Lidze zespół będzie wyglądał tak, jak teraz, to "nie będzie sensu, żeby dokańczać mecze". Kibice ironicznie pytali Jarosława Królewskiego, co słychać na Twitterze. Aż w końcu przyśpiewkę o sobie usłyszał nawet Jerzy Brzęczek. "Przyszedł do nas wielki 'Wuja', miał utrzymać, zrobił w ch***" – skandowali wiślacy. Kibice mają spory żal do Brzęczka. Próbował on zjednać sobie kibiców po przyjściu do Wisły. Po pierwszym meczu z Górnikiem Łęczna (0:0) wziął mikrofon i przemówił do fanów, na koniec  skandując "jazda, jazda, jazda". Kiedy kibice przyszli na trening Wisły, to Brzęczek z nimi rozmawiał i brał odpowiedzialność za drużynę. Miał też rozmawiać z nimi po meczu z Radomiakiem, kiedy fani czekali na piłkarzy, którzy przegrali decydujący mecz o ekstraklasę. Ale cierpliwość sympatyków Wisły już się wyczerpała. Nawet pomijając ogromne emocje wiślaków, byłego selekcjonera ciężko bronić. 13 meczów w lidze, 1 zwycięstwo, 7 remisów, 5 porażek. Średnia punktowa 0,77. I do tego jeszcze klęska w Pucharze Polski z III-ligową Olimpią Grudziądz.

Lech wygrywa, Raków wicemistrzem, przerwane mecze w Krakowie i Warszawie. Działo sięLech wygrywa, Raków wicemistrzem, przerwane mecze w Krakowie i Warszawie. Działo się

To co się działo na murawie było drugo, a może i nawet trzeciorzędne. Ale scenariusz był typowy dla Wisły. To "Biała Gwiazda" tworzyła sobie sytuacje, ale ich nie wykorzystywała. Warta podeszła pod pole karne Wisły raz w pierwszej połowie i to wystarczyło, żeby strzelić bramkę i wygrać mecz. Na dodatek kontuzji doznał Zdenek Ondrasek, czyli piłkarz, który najprawdopodobniej zostanie w Wiśle na kolejny sezon. Na domiar złego, kontuzja wygląda na poważną. Może chodzić nawet o zerwanie więzadła w kolanie. Wisła kończyła mecz w 10-tkę, bo z boiska musiał zejść też Maciej Sadlok, a Jerzy Brzęczek wykorzystał już wszystkie zmiany.

Kibice Wisły z hukiem pożegnali ekstraklasę

Po końcowym gwizdku nie oglądaliśmy już dobrze nam znanych scen z boisk ekstraklasy. Nie doszło do żadnych rękoczynów ani oddawania koszulek. Chociaż trzeba zaznaczyć, że piłkarze po ostatnim gwizdku czym prędzej czmychnęli do szatni, żegnani gromkim "wypier****ć". Kibice wylali swoją frustrację i w związku z tym nie było to przyjemne widowisko. Tym bardziej że na jednym z sektorów w pierwszej połowie doszło do awantury między fanami. Kibice z jednego sektora przeskakiwali na drugi przez płot. Być może to wówczas jeden z kibiców zrobił sobie krzywdę, bo został wzięty na nosze i wywieziony ze stadionu. Odpalono sporą ilość pirotechniki, a na stadionie w pewnym momencie było słychać jedynie huk dziesiątek wybuchających petard.

Pewne jest to, że kibice nie odwrócą się od Wisły. Na sam koniec, na pożegnanie z ekstraklasą, fani nie opuścili stadionu, tylko wspólnie wysłuchali i kołysali się w rytm piosenki w wykonaniu Marcina Dańca, której puenta brzmi "A jak wszystko przepadnie, pamiętaj Wisełko – masz mnie". Pozdrowiono również Kazimierza Kmiecika, którego zdjęcia obiegły internet po tym, jak miał łzy w oczach po porażce z Radomiakiem.

Finał Fortuna Pucharu Polski, PGE Narodowy, 2 maja 2022 r. Raków Częstochowa - Lech Poznań 3:120 goli. Ekstraklasa ma nowego króla strzelców. Ivi Lopez najlepszy

Kibice jeszcze trochę zostali na stadionie, a niektórzy nawet wbiegli na murawę. Jeden z nich został dosyć mocno spacyfikowany przez ochronę, ale w pewnym momencie ta dała sobie spokój i puściła kibica. To był w zasadzie ostatni akord tego dramatycznego dla Wisły sezonu.

Więcej o: