Papszun tłumaczy wtargnięcie na boisko. Wszystko przez Kovacevicia

Raków Częstochowa zremisował u siebie z Cracovią 1:1 i tym samym skomplikował sobie szansę w walce o mistrzowski tytuł. Podczas niedzielnego meczu sporo nerwów stracił Marek Papszun. Trener częstochowian szalał przy linii, a do wściekłości doprowadził go... Vladan Kovacević.

Podczas niedzielnego meczu Raków Częstochowa zremisował u siebie z Cracovią Kraków 1:1. Gole w tym spotkaniu zdobyli Vladislavs Gutkovskis i Sergiu Hanka. Remis znacząco skomplikował szanse częstochowian na mistrzostwo Polski, bowiem tego samego dnia główny konkurent w walce o tytuł - Lech Poznań wygrał na wyjeździe z Piastem 2:1 i awansował na pozycję lidera mając na koncie 67 punktów. 

Zobacz wideo Kibice chcą pomnika dla Banasika. "Lepiej niech w Radomiu nie staje"

Raków Częstochowa - Lech PoznańLech Poznań bliżej mistrzostwa Polski i ma korzystniejszy terminarz od Rakowa

Papszun tłumaczy: Kovacević miał wrócić do bramki

W końcówce meczu doszło do nerwowej sytuacji. W polu karnym gości znalazł się bramkarz Rakowa, Vladan Kovacević. Bośniak został wezwany na jeden z ostatnich rzutów rożnych. Bośniak szybko zameldował się na "szesnastce" Cracovii i... tam pozostał, gdy Raków po raz kolejny dośrodkowywał. Wściekły Papszun wkroczył na murawę i zaczął krzyczeć w kierunku golkipera, wymachując mu, by ten wracał na własną połowę. Pytany na konferencji o swoje zachowanie w końcówce meczu odpowiadał tak: 

- Graliśmy u siebie, chcieliśmy wygrać, więc należało zaryzykować. Po kontynuacji stałego fragmentu Vladan miał jednak wrócić do bramki, dlatego jego pozostanie było nieplanowane i stąd taka ekspresyjna reakcja z mojej strony - stwierdził trener Rakowa. Szkoleniowiec za wbiegnięcie na murawę nie zobaczył kartonika. 

Adam Lyczmański zdradził w studiu Ligi+ Extra, że gdyby Raków Częstochowa zdobył bramkę po kontynuowaniu akcji z rzutu rożnego, to ona nie zostałaby uznana, ponieważ Marek Papszun był dwunastym zawodnikiem Rakowa. - To nie było zachowanie względem sędziów, więc Papszun powinien dostać żółtą kartkę, ale mu się upiekło. Gdyby trener był na boisku, a Raków zdobyłby bramkę, to ona nie mogłaby zostać uznana. Kibice pewnie wtedy nie wiedzieliby, dlaczego sędzia się na to zdecydował - stwierdził były arbiter.

Sędzia Raczkowski patrzący na Ramireza, który zaatakował łokciem piłkarza Piasta Gliwice.Blamaż sędziego tuż przed decydującym golem dla Lecha. Stał dwa metry od akcji

Lech i Raków w walce o tytuł

Po remisie z Cracovią sytuacja Rakowa mocno się komplikuje. Aktualni wiceliderzy zmierzą się w najbliższej kolejce z Zagłębiem Lubin, które zajmuje 14. miejsce z 35 punktami na koncie. Choć "Miedziowi" wydają się być łatwym rywalem to - podobnie jak Raków - nie może sobie pozwolić na potknięcie. Drużyna walczy o utrzymanie w ekstraklasie, a ma zaledwie jeden punkt przewagi nad piętnastym Śląskiem Wrocław i tylko cztery punkty przewagi nad szesnastą Wisłą Kraków, która znajduje się już w strefie spadkowej. W minionej kolejce pokonali na wyjeździe Radomiak Radom aż 6:1. W ostatniej kolejce częstochowianie zagrają z Lechią Gdańsk

Z kolei Lecha czekają w 33. kolejce wielkopolskie derby. Zespół Macieja Skorży zagra na stadionie w Grodzisku Wielkopolskim z Wartą Poznań, czyli 11. w tabeli drużyną. W ostatniej kolejce poznaniacy zagrają natomiast z Zagłębiem Lubin. 

Więcej o: