Na trzy kolejki przed końcem Wisła Płock nie walczyła już ani o puchary, ani o utrzymanie, plasując się na szóstym miejscu w tabeli. Trochę inaczej wyglądała sytuacja jedenastej Warty Poznań, która z sześciopunktową przewagą nad strefą spadkową wciąż nie mogła być pewna utrzymania w elicie na kolejny sezon.
W sobotnim spotkaniu przez długi czas działo się bardzo niewiele. Emocji temu bardzo przeciętnemu widowisku postanowił dodać bramkarz Wisły Płock, grający pierwszy mecz w tym sezonie w ekstraklasie, Damian Węglarz. Grający w miejsce Krzysztofa Kamińskiego 26-latek od pierwszych minut bardzo ryzykownie rozgrywał piłkę we własnym polu karnym, aż wreszcie to się zemściło.
W 37. minucie naciskany przez rywala Węglarz podał piłkę prosto do ustawionego w polu karnym pomocnika Warty Miłosza Szczepańskiego, a ten precyzyjnym strzałem nie dał mu żadnych szans i otworzył wynik spotkania.
Niestety dla postronnych kibiców, ten gol nie ożywił tego meczu. Z obu stron brakowało dobrych akcji, które kończyłyby się sytuacjami stuprocentowymi pod bramką przeciwnika. Wisła i Warta ograniczały się głównie do uderzeń z dystansu, które w zdecydowanej większości nie stwarzały problemów golkiperom rywali.
W samej końcówce gościom udało się przypieczętować wygraną w Płocku i utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. W 83. minucie z rzutu wolnego uderzył Mateusz Kupczak, a odbita od muru zaskoczyła Węglarza. W kolejnej akcji z kolei sam na sam z bramkarzem Wisły wyszedł Frank Castaneda i pewnym strzałem podwyższył na 3:0 dla Warty.
Warta Poznań pokonała na wyjeździe Wisłę Płock 3:0 i z 39 punktami na dwie kolejki przed końcem jest już pewna utrzymania w ekstraklasie. To spory wyczyn drużyny Dawida Szulczka, która po jesieni była w strefie spadkowej z dorobkiem 16 punktów w 19 meczach. Teraz, po 32 kolejkach, ma ich już 39 i najprawdopodobniej zakończy rozgrywki w środku tabeli.