Piłkarze Realu Madryt stanęli jak wryci. Sędzia gwiazdą meczu [WIDEO]

Gramy do gwizdka - tę piłkarską prawdę muszą wtłoczyć sobie do głowy piłkarze Realu Madryt. Kiedy oni czekali na rekację arbitra po faulu na Zinczence, Bernardo Silva wpakował piłkę pod poprzeczkę bramki Realu. To może kosztować "Królewskich" awans do finału Ligi Mistrzów.

W pierwszym półfinałowym spotkaniu Ligi Mistrzów Manchester City pokonał Real Madryt 4:3. Już sam wynik pokazuje, że oba zespoły nieszczególnie przejmowały się grą w defensywie i postawiły na atak, a rezultat mógłby być nawet wyższy, ale nie wszystkie sytuacje zostały zamienione na bramkę.

Zobacz wideo Tak dziś wygląda Ze Roberto. WOW!

Manchester City i Real Madryt stoczyły niesamowity pojedynekAngielskie media karcą zespół Guardioli po kosmicznym półfinale. "Noc bez tchu"

Real czekał na gwizdek, Manchester grał i strzelił. "Pozdrawia Bernardo Silva!"

Wydaje się, że najbardziej kuriozalny błąd w obronie w tym meczu popełnili zawodnicy Realu Madryt przy czwartym golu dla Manchesteru City. W 74. minucie pod polem karnym Realu znalazł się Ołeksandr Zinczenko. Ukrainiec nawinął wprowadzonego niedługo wcześniej Camavingę, a ten będąc spóźnionym faulował reprezentanta Ukrainy.

Więcej treści sportowych znajdziesz również na Gazeta.pl

To był ewidentny faul. I tak też myślał sędzia tego spotkania, pan Istvan Kovacs z Rumunii. Arbiter już szedł do miejsca przewinienia i nawet miał gwizdek w ustach. Ale nie zagwizdał. Dlaczego? Bo piłkę zaraz po faulu na Zinczence pod polem karnym przejął Bernardo Silva. I kiedy piłkarze Realu stali i czekali, aż Kovacs gwizdnie na rzut wolny, Silva wpadł z piłką w pole karne. Kiedy obrońcy Realu otrzeźwieli i próbowali go zatrzymać, było już za późno. Silva popisał się kapitalnym uderzeniem w górny róg bramki. Courtois nawet się nie ruszył, tylko patrzył, jak piłka ląduje w siatce. Z kolei piłkarze Realu zdezorientowani spojrzeli na sędziego i zobaczyli, jak ten wykonuje gest przywileju korzyści, a potem wskazuje na środek boiska. Piłkarze Realu mogli mieć pretensje tylko do siebie.

"Istvan Kovacs z Rumunii naprawdę błysnął! Brawo dla tego sędziego - znakomicie zareagował po faulu: zastosował korzyść, gra była kontynuowana i dzięki temu poszkodowana w tej sytuacji drużyna (MCI) zamiast rzutu wolnego mogła strzelić gola" - skomentował na Twitterze były polski sędzia piłkarski Rafał Rostkowski.

- Puszczona ta akcja i to jest doskonały pomysł! Pozdrawia Bernardo Silva! - krzyczał komentator Polsatu Sport Bożydar Iwanow.

Britain Soccer Champions League"Real wszedł w tryb nieśmiertelności". Hiszpańskie media reagują na mecz roku w LM

Sytuacja polskim kibicom mogła skojarzyć się z tą, której świadkami byli w trakcie jednego z meczów ekstraklasy. Przypomnijmy, że kilka miesięcy temu do podobnego zdarzenia doszło w meczu Śląska Wrocław z Legią Warszawa (1:0) Kontrowersje przy trafieniu dla Śląska Wrocław wzbudził sędzia liniowy tego spotkania Marcin Boniek. W 84. minucie meczu piłkarz Legii Ernest Muci musnął piłkę zagrywaną przez Mateusza Praszelika do Victora Garcii, a arbiter nie widząc tego dotknięcia, podniósł chorągiewkę. To sprawiło, że obrońcy Legii stanęli, ponieważ byli pewni odgwizdania spalonego. Hiszpan tego jednak nie widział, więc pomknął w stronę bramki i pokonał Artura Boruca.

Sędzia główny Bartosz Frankowski słusznie uznał bramkę, ponieważ spalonego nie było dzięki dotknięciu piłki przez Muciego. Piłkarze Legii ruszyli jednak od razu do arbitra z pretensjami. Po meczu protesty nie ustały, a z Warszawy docierały nawet apele o zakazaniu Frankowskiemu sędziowania w meczach Legii. 

Więcej o: