Kabaret w Krakowie, Wisła pogrążona. Mariusz Jop może się tylko uśmiechnąć

Piotr Majchrzak
Rywale podali Wiśle Kraków pomocną dłoń w walce o utrzymanie w Ekstraklasie, ale Wisła wykorzystała tę dłoń najgorzej, jak mogła. A konkretnie zrobił to Elvis Manu w swoim polu karnym - jego zagranie z 98. minuty może zdecydować o spadku krakowian. Na dodatek Wisła może mieć jeszcze większy problem, gdy wydarzeniami zajmie się Komisja Ligi.

W poniedziałek w Krakowie obejrzeliśmy prawdopodobnie najbardziej spektakularny mecz w tym sezonie EkstraklasyWisła Kraków przegrała 3:4 z Wisłą Płock w piekielnie ważnym spotkaniu dla układu dolnej części ligowej tabeli. Krakowianie przegrywali już 0:2 i 1:3, ale byli w stanie doprowadzać do remisu. Jednak tego, co stało się w 98. minucie spotkania, nie sposób wytłumaczyć.

Zobacz wideo Trenerze, nie wygrywaj meczów w Ekstraklasie. Szopka w Radomiu [Sport.pl LIVE #21]

Ten moment może zdecydować o utrzymaniu? Najgłupszy karny w historii

Ostatnia akcja poniedziałkowego meczu może na stałe wryć się w pamięć kibiców krakowskiego klubu. Zresztą wielu fanów i ekspertów od razu porównało ją do samobójczego gola Mariusza Jopa w meczu z Cracovią w końcówce sezonu 2009/10, który pozbawił Wisłę trzeciego z rzędu mistrzostwa.

W ostatniej akcji meczu z Wisłą Płock, piłkę po strzale pomocnika gości Jorginho odbił bramkarz gospodarzy Paweł Kieszek, ale sędzia Damian Sylwestrzak dostał informację od VAR. Okazało się, że przed interwencją bramkarza Wisły Kraków, w absurdalny sposób rękę nad głowę w polu karnym wystawił pomocnik gospodarzy Elvis Manu. I piłka otarła się o jego dłoń... Sytuacja mogła wydawać się kontrowersyjna, ale ta powtórka rozwiewa wszystkie wątpliwości. To po prostu jeden z najgłupiej spowodowanych karnych, jakie widzieliśmy w piłce nożnej. I na dodatek o takiej wadze. 

Po analizie sędzia w 100. minucie wskazał na 11. metr. Manu padł załamany na murawę, bo wiedział, co to oznacza. Karnego na gola zamienił Mateusz Szwoch. Wisła Płock wygrała w Krakowie 4:3.

Wszyscy zagrali dla Wisły Kraków, a ta się pogrążyła

Krakowianie wypuścili kapitalną okazję na ucieczkę ze strefy spadkowej po wielu meczach spędzonych na dnie tabeli. W 30. kolejce wyniki meczów ułożyły się w ten sposób, że drużyny znajdujące się nad Wisłą straciły punkty (przegrały ekipy z miejsc od 10. do 15.). Zespół trenera Jerzego Brzęczka miał niezwykłą okazję odskoczyć przedostatniej Termalice Bruk-Bet Nieciecza aż na pięć punktów. Szybko jednak został sprowadzony na ziemię przez płocką drużynę Pavola Stano. W 9. minucie bramkę dla gości zdobył Tomasik, w 12. gola dołożył Łukasz Sekulski. A Wisła odpowiedziała trafieniem Sebastiana Ringa w 27. minucie.

Dariusz BanasikNajlepszy trener zwolniony po najlepszym sezonie w historii. Królowie nonsensu z Radomia

Na przerwę schodziła jednak z wynikiem 1:3, bo drugiego gola w 41. minucie strzelił Sekulski. W drugiej połowie na boisku rządzili jednak gospodarze. Dużo do gry wniosły zmiany m.in Elvisa Manu czy Momo Cisse. Gola na 2:3 strzelił Manu, a wyrównał Zdenek Ondrasek, który wykończył kapitalną okazję. Krakowianie naciskali, ale w doliczonym czasie gry przytrafiła się opisywana już, feralna sytuacja z udziałem Manu.

Wisła Kraków szarpała indywidualnie, Stano udzielił lekcji futbolu

Wiśle nie sposób odmówić indywidualnych umiejętności kilku piłkarzy, którzy w drugiej połowie ciągnęli ten zespół. Mowa tu choćby o takich zawodnikach jak Marko Poletanović, czy przede wszystkim Giorgi Citaiszwili, po którym widać, że jest piłkarzem z trochę innego świata niż ekstraklasowy. Ale prawda jest taka, że to Wisła Stano udzieliła ekipie Brzęczka lekcji futbolu. Płocczanie świetnie wychodzili spod chaotycznego pressingu Wisły. Byli niezwykle konkretni i wykorzystali właściwie każdy prezent, jaki dała im obrona gospodarzy. A tych było co niemiara.

Co ciekawe, w pierwszej połowie goście mieli aż 68 proc. posiadania piłki. Gospodarze wręcz nie istnieli. Wisła Kraków miała jednak charakter i indywidualne umiejętności. Dzięki temu w drugiej połowie doprowadziła do remisu, ale w tym sezonie Ekstraklasy to za mało, żeby wygrywać. I być może za mało by się utrzymać w lidze.

Robert LewandowskiGrosskreutz z radą ws. Lewandowskiego. "Nie ma lepszego na rynku"

Wisła Kraków nie wygrywa. Problem może być jeszcze większy

Wisła Kraków wygrała zaledwie jeden z ostatnich dwunastu meczów. Co prawda ma teoretycznie najłatwiejszy terminarz ze wszystkich drużyn na dole tabeli - kolejno: Cracovia (w), Jagiellonia (d), Radomiak (w), Warta (d). Ale żeby się utrzymać, potrzebuje zwycięstw. Jak mówią statystyki - przynajmniej dwóch. 

A o zwycięstwa może być coraz trudniej, bo po takim meczu na pewno w drużynie pogorszą się morale. Nie wiadomo również, czy Wisła nie będzie musiała radzić sobie bez jednego z piłkarzy. Na tym filmie widać, że po końcowym gwizdku doszło do sporego zamieszania. Piłkarze Wisły z Krakowa nie wytrzymali ciśnienia, a jeden z piłkarzy "Białej Gwiazdy" uderzył nawet rywala z Wisły Płock. Prawdopodobnie jest to Luis Fernandez, choć trudno jednoznacznie wskazać (to urywek dłuższego nagrania Mateusza Migi z TVP Sport). Takimi sytuacjami z reguły zajmuje się Komisja Ligi i piłkarzowi może nawet grozić dyskwalifikacja do końca sezonu. 

Dół ligowej tabeli. Drużyny, które walczą o utrzymanie (spadają trzy ostatnie):

  • 12. Jagiellonia 34 pkt
  • 13. Stal Mielec 33 pkt
  • 14. Śląsk Wrocław 32 pkt
  • 15. Zagłębie Lubin 31 pkt
  • 16. Wisła Kraków 29 pkt
  • 17. Termalica 27 pkt
  • 18. Górnik Łęczna 27 pkt
Więcej o: