Najlepszy trener zwolniony po najlepszym sezonie w historii. Królowie nonsensu z Radomia

Dawid Szymczak
Sławomir Stempniewski, który rządzi dziś Radomiakiem Radom, a do niedawna co tydzień recenzował występy polskich sędziów w programie "Liga+ Extra", często stwierdzał, że ich decyzje wywołują u niego absmak. Po zmianie trenera w jego klubie czujemy podobnie, bo Dariusz Banasik został pożegnany niegodnie. Zdziwieni i smutni są też sami piłkarze.

Masz jedno treningowe boisko w złym stanie, więc co chwilę szukasz wolnego kawałka trawy w okolicznych miejscowościach, żeby poćwiczyć. Nie masz w klubie marketingowców, więc słabo ci idzie ściąganie sponsorów. Nie masz zatem pieniędzy, dlatego nie zatrudniasz specjalisty od przygotowania fizycznego i dorzucasz to do obowiązków trenera. Ten trener się zgadza i mimo wszystko w końcu przełamuje klątwę, daje ci awans do pierwszej ligi, później do ekstraklasy i jako beniaminek, w końcówce kwietnia, zajmuje w niej szóste miejsce, które przed sezonem wziąłbyś z pocałowaniem ręki. Ale zamiast myśleć o premii dla niego i pomniku przed nie twoim - bo miejskim - stadionem, zwalniasz go, bo ostatnio za rzadko wygrywa, więc boisz się, co będzie w następnym sezonie.

Zobacz wideo Kluczowy dzień dla przyszłości Lewandowskiego. "Na czerwono w kalendarzu"

Ale stop. Nie to w zwolnieniu Dariusza Banasika z Radomiaka Radom szokuje najbardziej. Dziwniejszy od założenia, że kryzys się rozwlecze i w przyszłym sezonie zespołowi również będzie szło źle, jest moment zwolnienia, jego sposób i wybór Mariusza Lewandowskiego na następcę. Efekt jest taki, że pod koniec sezonu kibice z całej Polski zamiast z uznaniem spojrzeć na miejsce Radomiaka, z niedowierzaniem patrzą na decyzję jego władz. A my - patrząc już szerzej na całą ligę - stwierdzamy, że wciąż w polskich klubach najsłabsi nie są piłkarze ani trenerzy, a działacze.

"Sufit na łeb spadł". Radomiak ustanawia nowy rekord absurdu w ekstraklasie

Niestety - w polskiej piłce efekt "nowej miotły" stawia się ponad doświadczenie i wyciąganie wniosków

Zwolnienie Banasika trudno zrozumieć, bo jak słusznie zauważył Szymon Janczyk, dziennikarz Weszło, który podał tę informację, najlepszy trener w historii Radomiaka zostaje zwolniony po najlepszym w historii sezonie. Kibice zestawiają tę sytuację ze zwolnieniem Piotra Tworka z Warty Poznań. Rzeczywiście na pierwszy rzut oka historia ich obu jest podobna: wydostali swoje zespoły z niższych lig, w ekstraklasie wykręcili wynik ponad możliwości klubu i ponad wszelkie oczekiwania, ale za bohaterstwo zapłacili zwolnieniem już przy pierwszym poważniejszym kryzysie. Mówiło się - i w przypadku Warty, i Radomiaka - że władze straciły kontakt z rzeczywistością i uznały wyjątek za normę, przesadnie wierząc, że drużyny powinny punktować jak te ze ścisłej czołówki tabeli.

Ale w obu przypadkach nie jest to prawda. W Warcie słabe wyniki na początku tego sezonu po części wynikały z wypalenia relacji trenera z piłkarzami. Obie strony po ponad dwóch latach były sobą zmęczone. Słyszeliśmy, że Tworek był świetnym motywatorem, ale z czasem jego przemowy najzwyczajniej się osłuchały i już nie chwytały za serca. Poza tym, w Warcie mieli uznać, że pomysł trenera został przeczytany przez rywali, a on nie potrafi zaproponować żadnej alternatywy. Szukali więc bardzo konkretnego następcy - specjalisty od taktyki. Wierzyli, że ekstraklasę może uratować tylko diametralna poprawa gry i strategiczna zmiana, a nie krzyki i płomienne odprawy w szatni. Zatrudnili więc 32-letniego Dawida Szulczka, który wcześniej nigdy nie pracował w ekstraklasie w roli pierwszego trenera. Wzięli trenera spoza karuzeli, nieznanego niedzielnym kibicom, ale mającego w środowisku opinię bardzo wytrawnego stratega. O zwolnieniu Tworka długo było cicho i mimo że ówczesna sytuacja Warty była nieporównywanie groźniejsza od Radomiaka, to dostał czas na wyjście z kryzysu. Nie było też przecieków, kto go zastąpi. Decyzja Warty, choć trudna ze względu na osiągnięcia i szacunek do Tworka, okazała się bardzo dobra i dziś, na cztery kolejki przed końcem sezonu, nie martwią się o utrzymanie.

Tomasz Linda zmarłNie żyje 27-letni Tomasz Linda. Zginął w drodze powrotnej z meczu

W Radomiaku o czymś podobnym nie słyszymy. Piłkarze wydają się być za trenerem. Jeszcze w poniedziałek po południu byli zaskoczeni informacjami Weszło, bo nie usłyszeli z ust prezesa Sławomira Stempniewskiego czy samego trenera Banasika, że to koniec ich współpracy. Dowiedzieli się z internetu. Niektórzy dołączyli do klubu, bo już wcześniej pracowali z Banasikiem i teraz są smutni, że kończy się to w ten sposób. Częściowo nawet go rozgrzeszają, bo widzą, w jakich warunkach trenują, na jak słabej murawie grają mecze i jak wąski jest sztab trenerski. To nie tak, że Banasik nie popełnił zimą żadnych błędów i on jedyny jest bez skazy. Ale też nie on jest jedynym winnym tego kryzysu. Wyniki jesienią były kosmiczne. Ponad możliwości klubu. Trener nie miał odpowiednich narzędzi, by zajmować czwarte miejsce w tabeli. Usłyszeliśmy taki żart, że Lech Poznań i Raków Częstochowa na mecze wysyłają po dwa autokary - w jednym siedzą piłkarze, w drugim trenerzy i ich sztaby. Tymczasem Banasik i jego ludzie mieszczą się w osobówce.

Na wiosnę w jedenastu meczach Radomiak raz zwyciężył, pięć razy zremisował i pięć razy przegrał. Jego szefowie mieli obawiać się, że takie wyniki powtórzą się również w przyszłym sezonie, a wtedy, bez punktowego zapasu z jesieni, może się to skończyć spadkiem. To gdybanie, ale - niestety - normą jest, że polskie kluby nie pozwalają trenerom uczyć się na własnych błędach. Banasik dobitnie pokazał, że nadaje się na trenera Radomiaka. Ba! Lepszego w historii tego klubu nie było. Najpewniej ma już refleksje, co podczas następnej przerwy w rozgrywkach należy zrobić inaczej i jakich błędów uniknąć. Ale z tej wiedzy skorzysta już w innym klubie. Wciąż bowiem w polskiej piłce osławiony "efekt nowej miotły" stawia się ponad doświadczenie i wyciąganie wniosków. Lepiej budować od nowa niż poprawić błędy. 

Mariusz Lewandowski zawsze miał gorsze wyniki niż Dariusz Banasik. Ale Radomiak Radom zdecydował się na zmianę

Kluczowy jest jednak wybór następcy i sposób, w jakim to wszystko się odbywa - bez dyskrecji i odpowiedniego szacunku do trenera. O spotkaniu władz Radomiaka z Mariuszem Lewandowskim - w loży Dynama Kijów podczas towarzyskiego meczu z Legią w Warszawie - wiedziało sporo osób. Wiedział też sam Banasik, co w środku kryzysu raczej go nie podbudowało. Na cztery kolejki przed końcem sezonu został zwolniony. Władze wolały ten czas, gdy nie grozi ani spadek, ani gra w pucharach, dać Lewandowskiemu na wdrożenie się niż Banasikowi na poprawienie wyników. Nawet zakładając, że to by się nie udało, można było na koniec sezonu podać sobie ręce i zapewnić trenerowi godnie odejście - wręczyć pamiątkę, zrobić zdjęcia i pozwolić pomachać kibicom, którzy absolutnie go pokochali. W klubie powiedzieliby pewnie, że w końcówce walczą o jak najwyższe miejsce ze względu na pieniądze. Ale czy Lewandowski z marszu da temu zespołowi więcej niż Banasik? 

A czy da więcej w ogóle? Za każdym razem, gdy zespół Banasika mierzył się w lidze z zespołem Lewandowskiego, to Banasik na koniec zajmował wyższe miejsce. W I lidze w sezonie 2019/2020 Radomiak był 4., a Bruk-Bet - 6. Oba zespoły przegrały w barażach, ale to Banasik doszedł do finału. Sezon później Radomiak wygrał I ligę, a Bruk-Bet zajął 2. miejsce z trzema punktami mniej. W ekstraklasie Lewandowski prowadził Bruk-Bet do 18. kolejki i zostawił zespół na ostatnim miejscu, z zaledwie 12 punktami. Banasik był w tamtym momencie na 5. miejscu i miał 32 punkty. Obecnie Radomiak jest na 6. miejscu, a Bruk-Bet na przedostatnim.

Oficjalnie: Lewandowski trenerem Radomiaka. Mołdawski pośrednik w tleOficjalnie: Lewandowski trenerem Radomiaka. Mołdawski pośrednik w tle

Wracając do porównania z Wartą - jej kibice po zwolnieniu Tworka też krytykowali władze i byli pełni obaw. Ale już samo przedstawienie Szulczka pokazało, że może kryć się za tym nieoczywisty pomysł. Klub nie postawił bowiem na trenera z łatką strażaka ani nikogo powszechnie znanego. Za Szulczkiem szły dobre opinie, a Warta postanowiła dać temu młodemu zdolnemu trenerowi szansę w ekstraklasie. Lewandowski już w niej był. W grudniu 2018 r. przejął będące na 8. miejscu Zagłębie Lubin i skończył sezon na 7. pozycji, punktując odrobinę gorzej od Piotra Stokowca, którego zastąpił. W następnym sezonie po 13. kolejce został zwolniony. Zagłębie było wówczas na 9. miejscu z 17 punktami. Na koniec sezonu Ben van Deal zajął 6. miejsce. Z Holendrem na ławce średnia zdobywanych punktów w meczu skoczyła z 1,3 do 1,5. Słowem: wyniki Lewandowskiego nie powalają. 

Tym trudniej zrozumieć decyzję działaczy Radomiaka i doszukać się w niej sensu. To trochę jak z wymianą mebli w mieszkaniu: łatwiej pozbyć się ulubionego fotela, jeśli ten nowy wygląda na wiele wygodniejszy. Ale jeśli nie wydaje się w niczym lepszy od poprzedniego - poza tym, że przez kilka tygodni będzie pachniał nowością - to po co?

Więcej o: