Rostkowski uderza w Kolegium Sędziów PZPN. "Dlaczego? W czyim to jest interesie?"

Bartłomiej Kubiak
- Ośmielę się zapytać: dlaczego? W czyim to jest interesie? Czy ekstraklasa, piłkarze, trenerzy, dziennikarze, kibice - słowem: my wszyscy - mamy działać na rzecz Kolegium Sędziów PZPN? - pyta były międzynarodowy sędzia Rafał Rostkowski, który specjalnie dla Sport.pl ocenia sytuację z doliczonego czasu meczu Lech - Legia (1:1), kiedy drużynie z Poznania należał się rzut karny.

Maciej Skorża jeszcze przez dłuższą chwilę stał przy bocznej linii, wpatrywał się w boisko i kręcił głową. To było zaraz po meczu, remisie z Legią 1:1. Trener Lecha nie był wściekły, ale widać było po nim ogromne rozczarowanie. Chyba bardziej obrazem całego spotkania, w którym jego Lech przeważał - szczególnie w pierwszej połowie - niż konkretnie sytuacją z doliczonego czasu, kiedy zespół Skorży mógł ten mecz wygrać, gdyby sędzia Damian Sylwestrzak odgwizdał w polu karnym rękę obrońcy Legii Lindsaya Rose'a.

Zobacz wideo Analizujemy rywali Polaków na MŚ. Na to musi być gotowy Czesław Michniewicz

Zagranie ręką Lindsaya Rose w doliczonym czasie meczu Lech - LegiaEkspert jednoznacznie: Lech został okradziony w meczu z Legią

Kontrowersja w meczu Lech - Legia. "Nie chcemy takiego VAR-u"

Sylwestrzak tej ręki jednak nie odgwizdał. A Maciej Rosołek po strzale Joela Pereiry i rykoszecie wybił piłkę - która odbiła się po drodze właśnie od ręki Rose'a - byle dalej od własnej bramki. I to był koniec tego meczu. Ale też początek kontrowersji. - Jeżeli Rose dostał w ramię, nie ma mowy o karnym. Jeżeli niżej - będzie się o tym długo dyskutowało - powiedział od razu współkomentujący to spotkanie w Canal+ Sport Radosław Majdan.

Po kilku minutach i obejrzeniu powtórek Majdan nie miał już jednak żadnych wątpliwości. - To była ręka na wysokości łokcia. Lechowi należał się rzut karny. Dziwię się, że sędzia Sylwestrzak nie podszedł do monitora i nie sprawdził tej sytuacji na VAR, tylko od razu skończył do spotkanie - dodawał.

Hit Lech - Legia, a kibice parsknęli śmiechem. Hit Lech - Legia, a kibice parsknęli śmiechem. "Kosiarka czy odkurzacz?"

- A mógł to zrobić nawet po meczu, bo protokół VAR, dopóki piłkarze są na boisku, zezwala na wznowienie spotkania i zmianę decyzji - przypomina były sędzia międzynarodowy Rafał Rostkowski, który specjalnie dla Sport.pl ocenia sytuację z doliczonego czasu do drugiej połowy.

- Piłkarz Legii zagrał piłkę ręką w polu karnym, tutaj nie ma żadnych wątpliwości. Mogę jednak zrozumieć sędziego głównego - pana Sylwestrzaka - że sam tego nie wychwycił. Natomiast nie rozumiem VAR-u, który mając do dyspozycji ujęcia z tylu kamer - możliwość cofnięcia, zatrzymania czy powiększenia - nie zareagował. A powinien, miał dwa dobre wyjścia. Mógł powiedzieć sędziemu głównemu: "słuchaj, podyktuj rzut karny, bo naszym zdaniem piłka trafiła w rękę poniżej pachy i my to widzimy wyraźnie na ujęciach z kilku kamer". Albo: "słuchaj, to jest sytuacja, którą musisz zobaczyć, bo naszym zdaniem to na 90 proc. jest rzut karny, ale sam podejdź i oceń". VAR nie zrobił ani tego, ani tego. A przynajmniej tak twierdzi m.in. Maciej Skorża, który powiedział, że sędzia Sylwestrzak przekazał mu po meczu, że dostał informację z VAR-u, że sytuacja była czysta. Jeśli tak faktycznie było, to jest to po prostu jedna z najgorszych reakcji sędziowskich w tym sezonie. Nie chcemy takiego VAR-u, bo taki VAR to jest zwykłe wyrzucanie pieniędzy w błoto - mówi wprost Rostkowski.

"To szkodzi albo bardzo szkodzi polskiej piłce"

Rostkowski zwraca uwagę na jeszcze jeden problem w polskim sędziowaniu: brak transparentności. - Ja już kilka razy mówiłem o tym, że powinniśmy brać przykład z FIFA, UEFA czy południowoamerykańskiej konfederacji piłki nożnej CONMEBOL, która postępuje wręcz wzorowo, bo np. po kolejnych fazach eliminacji mistrzostw świata, gdzie przecież też zdarzają się kontrowersje, publikuje nagrania pokazujące, jak dokładnie przebiegała współpraca VAR z sędziami. Każdy z tych sędziów wie, że jadąc na mecz, może być oceniany zarówno z decyzji podejmowanych z użyciem gwizdka czy chorągiewki, jak i z tego, co mówi i jak pracuje przy monitorze VAR. Wszyscy i wszystko podlega tam publicznej ocenie - mówi Rostkowski.

- A jak jest u nas? U nas PZPN niestety nie ujawnia szczegółów. Albo ujawnia tylko te, które są wygodne, fajne i sympatyczne, np. do serialu, który ma poprawiać wizerunek sędziów. Nie pokazuje jednak tych nagrań i fragmentów, które są najważniejsze. Dlatego ośmielę się zapytać: dlaczego? W czyim to jest interesie? Czy ekstraklasa, piłkarze, trenerzy, dziennikarze, kibice - słowem: my wszyscy - mamy działać na rzecz Kolegium Sędziów PZPN, by panowie mieli pracę, którą w dodatku traktują tylko jako zajęcie dodatkowe do innej pracy w zupełnie innej branży, czy to może jednak oni sami powinni wkomponować się w polską piłkę i pracować dla jej dobra?

- Dla mnie jedno jest pewne: brak transparentności temu nie służy, tylko szkodzi albo bardzo szkodzi polskiej piłce. Bardzo szkodzi, jeśli tam coś jest do ukrycia - mam nadzieję, że nie. A szkodzi, jeśli nie ma nic do ukrycia, a i tak to ukrywamy, co tylko potęguje niesmak i psuje atmosferę. Jak po meczu Lecha z Legią. Tym bardziej że przecież wynik tego meczu może decydować o mistrzostwie Polski - dodaje Rostkowski.

Riccardo Gagno strzela golaWłoski bramkarz strzelił zwycięskiego gola w 91. minucie z własnej połowy. "Nie wierzę" [WIDEO]

"Tak w ekstraklasie sędziować po prostu nie można"

To nie pierwsza kontrowersja w tej kolejce, bo w piątkowym meczu Pogoni z Wisłą Płock (1:2) piłka trafiła w rękę Dusana Lagatora. Także w polu karnym i także doliczonym czasie. W 92. minucie, kiedy sędzia Piotr Lasyk nie podyktował rzutu karnego dla Pogoni.

Rostkowski już wcześniej zgodził się z decyzją sędziego Lasyka na łamach TVP Sport, a teraz w rozmowie z nami tylko to potwierdził. - Sytuacja w meczu Pogoń - Wisła była inna, bo tam zawodnik oddawał strzał z bardzo bliskiej odległości, około półtora metra. Do tego trzeba spojrzeć na koordynację ruchową Lagatora, który naturalnie całym ciałem porusza się w kierunku piłki - mówi Rostkowski.

- Oczywiście ja wiem, że na powtórkach w slow motion czy stopklatkach to wygląda źle. Tak, że Lagator przytrzymał piłkę. Ale sędzia nie może wyrywać z kontekstu stopklatki czy ujęcia w slow motion, bo one w takich sytuacjach wypaczają fakty. Rzeczywistość nie jest zdjęciem czy powtórką w zwolnionym tempie. One mają tylko pomagać sędziemu w analizie sytuacji w tempie jeden do jednego. Natomiast stopklatki można robić w określonym celu, by np. zobaczyć punkt stykowy: czy piłka spada na linię, czy za linię. Albo: czy napastnik był na spalonym, czy nie był. To są sytuacje, kiedy stopklatka pomaga w ocenie, ale są też takie - jak właśnie ta z Lagatorem - kiedy tę ocenę wypaczają - wyjaśnia Rostkowski.

Niezadowolony Maciej Skorża po meczu Lech - LegiaMistrzostwo nie dla Lecha? Skorża aż kręcił głową. Mecz z Legią to nie przypadek

I wraca jeszcze do niepodyktowanego rzutu karnego dla Lecha w meczu z Legią: - Tutaj sytuacja była zupełnie inna. Po pierwsze strzał był z dużej odległości, około siedmiu metrów. Po drugie piłkarz Legii widział piłkę przez cały lot lub dużą część lotu. Wiedział, w którą stronę leci. I zrobił ruch ciałem w kierunku piłki, a dodatkowo jeszcze odchylił rękę. Dlatego tutaj nie ma żadnych wątpliwości.

- Jedyna kontrowersja - albo inaczej: mały znak zapytania - można postawić przy momencie zetknięcia piłki z ręką zawodnika Legii. Jeśli trafiła go powyżej pachy, to nie ma przewinienia. Natomiast jeśli poniżej to jest. Z ujęć, które zobaczyliśmy w telewizji, widać, że trafiła go poniżej. A tak dotykać piłki nie wolno. Nawet w przypadku, gdy trafi i poniżej, i powyżej. Wtedy to drugie dotknięcie już nie jest aż tak istotne, bo kluczowe jest to, że piłka trafiła poniżej pachy. Wtedy mamy rzut karny. I to jest jeden aspekt, a drugi to współpraca sędziów z wozem VAR, o czym już mówiłem na wstępie. Gigantyczna kontrowersja, której nawet nie tyle można było, ile należało uniknąć. Tak w ekstraklasie sędziować po prostu nie można - kończy Rostkowski.

Więcej o: