W Wiśle za późno na alarm. Został tylko dzwon Zygmunta. Największy zjazd od 28 lat?

Piotr Majchrzak
Jerzy Brzęczek jeszcze nie zdążył rozsiąść się w gabinecie przy Reymonta, a już jedną nogą jest w I lidze. Wisłę - zdecydowanie najgorszą drużynę ekstraklasy w 2022 r. - czekają trzy mecze prawdy. Ale jeśli krakowianie nie uciułają w nich choćby punktu, nikt zdziwiony być nie powinien.

Wisła Kraków kolejny raz została upokorzona w Pucharze Polski, trzeci raz z rzędu odpadając z rozgrywek po rywalizacji z trzecioligowcem. Dwa lata temu lepsi okazali Błękitni Stargard, rok temu KSZO Ostrowiec, a dziś Olimpia Grudziądz. Tyle że Puchar Polski - a raczej brak tego trofeum w klubowej gablocie - to dziś najmniejszy kłopot przy Reymonta. Lada moment klub może pierwszy raz od 28 lat spaść do pierwszej ligi.

Brzęczek trafił do Wisły za późno? Trener nie jest problemem

Wydawało się, że Jerzy Brzęczek to najlepsze, co może spotkać Wisłę. W programie Sport.pl LIVE jej dawny prezes Piotr Obidziński mówił nawet, że to idealny ruch na wyeliminowanie problemu właściciela w szatni, jakim jest Jakub Błaszczykowski.

Zobacz wideo Brzęczek eliminuje główny problem Wisły. "Szkoda, że tak późno"

Początkowo Wisła miała sprowadzić Brzęczka już w 2021 r., ale wtedy właściciele bali się ponoć reakcji mediów. Brzęczek wreszcie przyszedł, ale możliwe, że za późno.

Były selekcjoner notuje fatalny start. W trzech meczach (z Górnikiem Łęczna, Legią i Olimpią Grudziądz) Wisła strzeliła tylko dwa gole, dopisała sobie punkt do tabeli ekstraklasy i skompromitowała się w Pucharze Polski. Mimo że każdy mecz rozegrała z teoretycznie słabszym rywalem.

Wisła Kraków tonie, choć "na papierze" nie powinna

Trudno jednak winić Brzęczka, który ledwie zdążył rozsiąść się w gabinecie przy Reymonta, a już jest na prostej drodze do I ligi. Winę za to, jak wygląda sytuacja Wisły, ponoszą w tym momencie właściciele i cały pion sportowy, który do Krakowa sprowadzał piłkarzy, którzy okazali się zwyczajnie słabi. 

Jan Kliment, Stefan Savić, Dor Hugi, Matej Hanousek - każdy z nich trafił do Wisły z całkiem przyzwoitym CV, każdy posiadał potencjał, by stać się ważną postacią zespołu. Dlaczego nie sprostali oczekiwaniom? Na to pytanie także powinien odpowiedzieć pion sportowy.

APTOPIX Beijing Olympics Closing CeremonyIPC zdecydowało: Tak dla Rosji i Białorusi. Błagalne apele Ukrainy zignorowane

Mieszanka wybuchowa. Kolejny trener mówi to samo

Decyzja władz sprawiły, że Brzęczek walczy o utrzymanie w ekstraklasie z grupą młodych, niedoświadczonych Polaków i słabych obcokrajowców. Były selekcjoner - podobnie jak jego poprzednik Adrian Gula - próbuje ruszyć ich sumienia i uderzyć w ambicjonalne tony. 

- Są w naszych szeregach zawodnicy, którzy muszą zrozumieć, w jakim klubie grają, co muszą mu dawać i w jakiej jesteśmy sytuacji. Musimy pewne rzeczy rozwiązać sami, zdając sobie sprawę z tego, że to jest dla nas blamaż. Wiemy, jak zawiedzeni są nasi kibice. Na pewno przechodzimy bardzo trudny moment, ale jako sztab musimy teraz przygotować drużynę do następnych spotkań. Musimy też popracować nad sferą mentalną. To jest dla nas wielki, wielki blamaż - mówił Jerzy Brzęczek na konferencji po meczu z Olimpią.

Trudno się jednak dziwić, że piłkarze nie do końca wiedzą, gdzie grają, jeśli tylko w 2022 r. do Wisły trafiło dwóch Szwedów, Gwinejczyk, Hiszpan, Czech, Macedończyk, Holender i Serb. I ani jednego Polaka.

Rewolucja co pół roku i cykliczne osłabianie drużyny

Policzyliśmy, że od momentu uratowania klubu w styczniu 2019 r., do Wisły trafiło aż 54 (na siedem okien) piłkarzy, którzy mieli wzmocnić pierwszy skład. Daje to średnio blisko ośmiu nowych piłkarzy na rundę. To gotowy przepis na rewolucję w składzie co pół roku.

Na 54 transfery spróbowaliśmy wyliczyć te, które były udane i wychodzi na to, że klub realnie zyskał na jakości tylko w przypadku: Aschrafa el Maidoi (sprzedany za 2,4 mln euro), Yawa Yeboaha (sprzedany za około 2 mln euro), Vukana Savicevicia (sprzedany za około 500 tysięcy euro). A także wypożyczonego na pół roku napastnika Alona Turgemana i grającego jeszcze w Krakowie stopera Michala Frydrycha. Realną jakość dawał przez jakiś czas także Kuba Błaszczykowski, ale trudno liczyć go jako transfer.

Roman Abramowicz, właściciel ChelseaAbramowicz wyprzedaje majątek w trybie pilnym. Bryant: Jest przerażony

Ofensywa leży i kwiczy. Do utrzymania potrzeba cudu

Największe braki Wisła ma dziś w ataku. W meczu z III-ligową Olimpią wypracowała sobie mniej sytuacji bramkowych niż rywal. W ekstraklasie drużyna Brzęczka, a wcześniej Guli strzeliła 22 gole w 23 meczach. Mniej ma tylko Warta Poznań - 20. Kibice najbardziej narzekają na napastników - Jana Klimenta i Felicio Browna Forbsa, którzy na ligowego gola czekają już pół roku. Kliment jest dopiero 16. najczęściej strzelającym piłkarzem ligi, co pokazuje, że klub nie potrafi sobie wypracować sytuacji. A jak już je ma, to napastnicy widowiskowo je partaczą.

Wydawało się więc, że priorytetem dla Wisły na zimowe okno będzie sprowadzenie mobilnego napastnika, który potrafi sobie sam wykreować sytuację i wykończyć ją bramką. Pod Wawelem do dziś wspomina się wypożyczonego z Austrii Wiedeń Alona Tugemana, który, choć często był kontuzjowany, to i tak strzelił siedem goli i zapewnił Wiśle utrzymanie dwa lata temu. Wisła nikogo takiego nie ściągnęła. Przyszedł co prawda 33-letni Zdenek Ondrasek, ale on od dawna jest bez formy i raczej to ten sam typ zawodnika, co pozostała dwójka napastników. Ściągnięto również Elvisa Manu, ale to skrzydłowy, który może grać w roli napastnika (trzy bramki w tym sezonie dla Ludogorca, gdy grał na pozycji numer 9).

Na ten moment jego największą zaletą jest chyba to, że jeszcze nie zdążył zadebiutować i kibice mogą mieć tylko nadzieje, że wypali.   

Przed Wisłą - to musi wybrzmieć: zdecydowanie najgorszą drużyną 2022 r. - 11 meczów prawdy. Biorąc pod uwagę ostatnie lata i fakt, że w tym sezonie spadają aż trzy drużyny, do utrzymania będzie potrzebne przynajmniej 35 punktów. Jeśli Wisła chce się utrzymać, to w najbliższych 11 meczach musi zdobyć około 13-15 punktów. Czyli ponad połowę dorobku, który zgromadziła w 23 spotkaniach.

Na domiar złego najbliższe trzy jej mecze to rywalizacja z piątą Lechią (wyjazd), liderującym Lechem (dom) i drugą Pogonią (wyjazd). Dla drużyny Jerzego Brzęczka będą to mecze prawdy. Jeśli drużyna niedawnego selekcjonera uzbiera w tym tryptyku okrągłe zero punktów, nikt raczej zdziwiony nie będzie.

Więcej o: