Kosztował 25 mln euro i chciał go Liverpool. Do ekstraklasy przychodzi nie ten piłkarz

Dawid Szymczak
Transfer Jewhena Konoplanki do Cracovii został okrzyknięty najciekawszym w ekstraklasie, bo Ukrainiec kiedyś wygrywał Ligę Europy, był wyceniany na 25 mln euro, 86 razy zagrał w kadrze i bił się o niego Liverpool. Ale to prehistoria, która nie powinna mieć żadnego znaczenia przy budowaniu oczekiwań. Więcej o Konoplance mówi ostatnie półtora roku i 400 minut, które w tym czasie rozegrał.

Konoplanka czasem wygrywał w pojedynkę mecze. Przejmował piłkę na skrzydle, mijał dwóch rywali, schodził do środka i mocno kopał na bramkę. Zazwyczaj celnie. Za jego przebojowość i dynamikę kluby z całej Europy chciał płacić dziesiątki milionów euro. Świat stał przed nim otworem, ale na drodze był jeszcze oligarcha Ihor Kołomojski, rządzący jego klubem. Brendan Rodgers, pracując w Liverpoolu, chciał go za wszelką cenę, ale wtedy zderzył się Kołomojskim, który zakpił z wpisanej w kontrakcie Konoplanki klauzuli i niemal siłą zatrzymał go u siebie. Ale to nie ten piłkarz przychodzi teraz do ekstraklasy. Tamten Konoplanka nawet na ekstraklasę by nie spojrzał.

Zobacz wideo Smuda podsunął pomysł Peszcze. A ten już działa. Zebrał kapitalną ekipę

Do Cracovii trafia zawodnik jakieś siedem lat starszy - 32-letni. Bez tej dynamiki i szybkości, na których bazował, a które z wiekiem i kolejnymi kontuzjami zatracił. Przychodzi piłkarz do odbudowania, bo przez ostatnie półtora roku rozegrał zaledwie 400 minut i w tym czasie zupełnie nie wyróżniał się nawet na tle słabszych ukraińskich zespołów. Konoplanka, który przechodzi do ekstraklasy, nie zmieścił się w szerokiej kadrze Szachtara na zimowy obóz, a jesienią uzbierał 47 minut. Jego kontrakt wygasał za pół roku, ale klub chciał się go pozbyć jak najszybciej, by nie płacić mu rocznie 2,3 mln euro za siedzenie na ławce rezerwowych. Trafia do Polski, bo jego talent nigdy - w Sevilli czy Schalke - nie eksplodował na tyle, by dziś mógł liczyć na spokojną emeryturę w egzotycznej lidze, gdzie dużo płacą, a niewiele wymagają. Samo nazwisko nie otworzyło mu drzwi nawet w Turcji czy w Austrii, gdzie próbował się zaczepić tej zimy. W Polsce liga jest jednak słabsza, a w Konoplance wielu wciąż widzi piłkarza z czasów Dnipra. 

Jerzy Brzęczek powtarza błąd z reprezentacji Polski. Zareagował nerwowoJerzy Brzęczek powtarza błąd z reprezentacji Polski. Zareagował nerwowo

Są trzy powody, dla których warto było sprowadzić Konoplankę do ekstraklasy

Kto zatem zakłada, że Ukrainiec będzie bawił się w ekstraklasie, może być rozczarowany. Ale w żadnym momencie nie jest to transfer bez sensu. Ratują go trzy rzeczy: Konoplanka marzy o grze na mundialu w Katarze i jeśli jego reprezentacja przebrnie przez baraże (musi pokonać Szkocję na wyjeździe, a później Walię lub Austrię), on wypruje sobie żyły, byle zwieńczyć swoją karierę występem na takim turniejem. Na mistrzostwach świata nigdy nie zagrał, bo w 2006 r. był jeszcze za młody, a na następne Ukraina nie awansowała. Konoplance pomaga to, że w kadrze wciąż nie ma większej konkurencji na jego pozycji, więc jeśli się w Polsce odbuduje i dopisze mu zdrowie, może spełnić swoje marzenie. Wiek go nie eliminuje. Jego rówieśnik - Andrij Jarmołenko na zeszłorocznym Euro przewodził Ukrainie.

Drugi aspekt to poziom ekstraklasy. Naprawdę nie trzeba wiele, by w tej lidze zaistnieć. Jakub Błaszczykowski sprzed kontuzji coś do niej wnosił, Flavio Paixao, pięć lat starszy od Konoplanki, wciąż nie ma większych trudności ze zdobywaniem bramek i zaraz dobije do stu, a Lukas Podolski po przepracowaniu obozu w pierwszym meczu po przerwie - ze Stalą Mielec - był zdecydowanie najlepszy na boisku. 

Aspekt trzeci - Cracovia niewiele ryzykuje. Agenci Konoplanki proponowali go różnym polskim klubom i zapewniali, że skrzydłowy gotowy jest znacznie obniżyć swoje zarobki, byle regularnie grać i się w Polsce odbudować. Zainteresowana była nim Wisła Kraków - to ją miał na myśli Ukrainiec, gdy powiedział w rozmowie z Canal+, że poza Cracovią chciała go jeszcze Legia Kraków. Ale kluczowała była rozmowa z trenerem Jackiem Zielińskim, podczas której wzajemnie zrobili na sobie dobre wrażenie. Cracovii podoba się determinacja piłkarza, który zgodził się na półroczną umowę z możliwością przedłużenia i zarobki na poziomie około 50-60 tys. miesięcznie.

Marco Pantani w 1997 - rok przed największymi sukcesamiPokój był zdemolowany, sprzęty zniszczone. Za łóżkiem, w kałuży krwi, leżał Marco Pantani

Fani Cracovii powinni kibicować reprezentacji Ukrainy

Oczywiście, do znaczącego obniżenia zarobków zmusiła go sytuacja - słaba forma i mała liczba rozegranych meczów. Kilka dni temu, gdy zamknęło się okno transferowe w Austrii i Turcji, czyli w ligach, w które celował, znalazł się pod ścianą. Jeszcze miesiąc temu ukraińscy dziennikarze spekulowali, że jeśli Konoplanka znajdzie się właśnie w takiej sytuacji, może przedwcześnie zakończyć karierę, zamiast schylać się po drobniaki w podrzędnej lidze. Przeważyła chęć zagrania na mundialu. Kibice Cracovii powinni zatem trzymać w marcu kciuki nie tylko za reprezentację Polski, ale też Ukrainy. Jeśli wywalczy awans, Konoplanka zrobi wszystko, by pod koniec roku być w formie. Cracovia może wówczas skorzystać z resztek umiejętności, które mu pozostały.

Punkt krytyczny w PSG. Wrze przed meczem z Realem MadrytPunkt krytyczny w PSG. Wrze przed meczem z Realem Madryt

Więcej o: