Nowa gwiazda ekstraklasy zachwyca. Nie będą żałować tego miliona euro

Kacper Sosnowski
Chociaż nazwisko ma trudne do wymówienia, kibice Pogoni w trakcie jego debiutu w Szczecinie skandowali je głośno. Wahan Biczachczian, który ma zastąpić Kacpra Kozłowskiego, znów pokazał, że wydany na niego milion euro, wydaje się być bezpiecznie zainwestowany. "Dobry piłkarz wszędzie sobie poradzi" - słyszymy o reprezentancie Armenii.

Mimo tego, że za nami dopiero druga kolejka ekstraklasy w 2022 roku, to poważny kandydat do bramki rundy wiosennej już jest. Bramka, która dała Pogoni wygraną 2:1 w domowym meczu z Zagłębiem Lubin, padła 10 minut przed końcem spotkania. Wcześniej gola na wagę trzech punktów próbowali strzelić Kamil Grosicki czy Michał Kucharczyk, ale w objęciach kolegów znów utonął 22-letni Wahan Biczachczian, nowy nabytek klubu. Ormianin podciągnął z piłką kilka metrów i popisał się fantastycznym uderzeniem z lewej nogi z ponad 20 metrów. Trafił w samo okienko. Kto nie widział, niech koniecznie zobaczy.

Reprezentant kraju. "W Żylinie pierwszy do wszystkiego"

Jeśli ktoś do ekstraklasy przychodzi za niemal milion euro, to musi przyciągać uwagę. Biczachczian kosztował 900 tys. i tę uwagę przyciągał od pewnego czasu. Jako 16-latek grał już w najwyższej lidze w Armenii. Rok później strzelał gole w kwalifikacjach Ligi Europy i dość regularnie trafiał też w reprezentacji do lat 21. Grał też w drużynie do lat 21, a we wrześniu 2020 roku zadebiutował w pierwszej reprezentacji swego kraju. I choć Armenia piłkarską potęgą nie jest, to trudno nie zwrócić uwagi na postępy tej drużyny. Losowana z ostatniego koszyka zdołała pokonać wyżej notowanych rywali i wywalczyła awans z dywizji C do B Ligi Narodów. W nagrodę będzie teraz rywalizowała z Ukrainą Szkocją i Irlandią.

Biczachczian w tym sukcesie miał swój udział. Zaliczył asystę w decydującym o awansie, wygranym 1:0 spotkaniu z bezpośrednim rywalem o Dywizję B, czyli Macedonią. Dla Armenii rozegrał w sumie 11 spotkań, zdobył w nich jedną bramkę. Ale działaczom Pogoni wpadł w oko dlatego, że solidnie prezentował się w Żylinie.

Na Słowacji, gdzie grał przez 4,5 roku, Biczachczian ostatnio był jednym z najlepszych ofensywnych pomocników, a nawet gwiazdą ligi. Grał na środku, ale też sporadycznie na obu skrzydłach. Jego minusy? Gra bez piłki, pewnie też to, że nie był równy. Dobre mecze przeplatał gorszymi. Wyróżniał się kapitalnym uderzeniem z lewej nogi i tym, że potrafił ją regularnie wykorzystywać nie tylko na treningach, ale też w meczach. W sezonie 2020/21 strzelił we wszystkich rozgrywkach 12 goli, do których dołożył pięć asyst. W tym sezonie, do grudnia, strzelał jeszcze częściej. 12 goli miał już na półmetku sezonu. A do tego - osiem asyst.

Zobacz wideo Wielki transfer polskiego piłkarza. "Od jakiegoś czasu przerastał ekstraklasę"

- To dobry, sympatyczny człowiek, a do tego znakomity piłkarz. To, że ma super uderzenie z dystansu, dobrze wykonuje stałe fragmenty gry, każdy na Słowacji widział. Ale w Żylinie Wahan był pierwszy do wszystkiego - mówi Sport.pl Paweł Zimonczyk, współwłaściciel polsko-słowackiej agencji Fair Sport.

Duńska opcja i długie zabiegi Pogoni

- Nad pozyskaniem Wahana pracowaliśmy bardzo długo. Kilka razy oglądaliśmy go na żywo, byliśmy nim zainteresowani jeszcze zanim przedłużył kontrakt z Żyliną - opisywał na oficjalnej stronie klubu dyrektor pionu sportowego Pogoni Szczecin Dariusz Adamczuk. Po tym, jak zimą Ormianin przedłużył kontrakt ze Słowakami, transfer nie był pewny. Podchody pod pomocnika czynione były już wcześniej, ale Pogoń w swych staraniach nie była sama. Byli też inni chętni.

- Był temat duński pół roku wcześniej, wtedy chyba coś Wahanowi nie pasowało. Okazało się, że Pogoń ze swym planem na zawodnika i tym, co może mu zaoferować, była bardziej konkurencyjna od Duńczyków - podsumowuje Zimonczyk.

- Wahan długo zastanawiał się nad tą ofertą. Po zimowych świętach powiedział nam, że chciałby spróbować wyzwania - mówił dyrektor sportowy Żyliny Karol Belanik w rozmowie z portalem MyZilina. - Bardzo ważne było dla niego to, że Pogoń sprzedała do Anglii Kozłowskiego, co zwiększyło szanse Wahana na regularne występy. Polska ekstraklasa jest obecnie na wyższym poziomie od naszej, o czym świadczą liczne transfery zawodników do najlepszych lig europejskich - tłumaczył Belanik.

A Biczachczian rzeczywiście, pod względem boiskowego charakteru i stylu gry trochę Kacpra Kozłowskiego przypomina. Nie boi się wziąć piłki i spróbować przedryblować rywala. Jest aktywny, chce brać udział w każdej akcji. No i ma ambicje.

Biczachczian walkę o europejskie puchary, o które regularnie walczył z Żyliną, zamienił na walkę o tytuł mistrza Polski, bo Pogoń w tym sezonie depcze po piętach liderującemu Lechowi. I trzeba przyznać, że w Szczecinie miał mocne wejście. W dwóch meczach w Pogoni zagrał tylko w końcówkach, w sumie przebywał na boisku przez pół godziny. Ale nie przeszkodziło mu to w zdobyciu dwóch bramek.

Szczecin jako port do Europy

- Myślałem, że aklimatyzacja w ekstraklasie zajmie mu więcej czasu. Nasza liga jest bardziej fizyczna i ostra, ale on pokazuje, że dobry piłkarz wszędzie sobie poradzi - uśmiecha się Zimonczyk. Dodaje, że wybraniem Szczecina przez Biczachcziana nie jest zaskoczony.

- Po transferze Sebastiana Walukiewicza do Cagliari czy Kacpra Kozłowskiego do Brighton Szczecin jest jawi się jako miejsce, które może być dla piłkarza trampoliną do lepszej ligi. Jeśli w umowie na przejście Wahana jest zapis o dobrym procencie z kolejnego transferu dla Żyliny, to Słowacy zapewne jeszcze nie raz na nim zarobią. To pokazuje też pewien mechanizm - tych najmłodszych zawodników Żylina będzie sprzedawać na zachód za większe pieniądze, ale tych dwudziestoparoletnich niekoniecznie. Oni mogą trafiać do ligi takiej jak polska - mówi nasz rozmówca.

Zimonczyk zwraca uwagę na to, że w Żilinie było tylko pięciu starszych piłkarzy od Wahana, a tacy gracze ofensywni jak 18-letni Timotej Jambor, czy 19-letni Adrian Kapralik, też będą atrakcyjni dla większych klubów.

- W tym okienku, w którym odszedł Wahan, poodchodziło z Żyliny kilku chłopaków z jego generacji. To też jest mądrość klubu, że oni ich nie przetrzymują na siłę, tylko w dobrym momencie pozwalają odejść i się rozwijać - mówi Zimonczyk.

- Żylina nauczyła mnie charakteru, mentalności, motywowania się, stawania celów. Wewnętrznie czułem, że nadszedł czas na nowe wyzwania - mówił sam Biczachczian. Zaznaczał, że odejście z klubu było dla niego trudną decyzją. W swym ostatnim meczu dla Żyliny pożegnał się z kibicami najlepiej jak potrafił - golem i asystą w spotkaniu z Trenczynem.

Z ekipą ze Szczecina przywitał się zresztą podobnie. Najpierw trafił w sparingowym meczu z FC Zurych, potem kapitalnie przymierzył w starciu z Zorią Ługańsk.

Kolejne gole dołożył w sparingu z Olimpią Elbląg i te wspomniane w ekstraklasie. W sześciu ostatnich meczach Pogoni, Ormianin strzelił zatem sześć goli. Nic dziwnego, że kibice ze Szczecina bardzo szybko nauczyli się skandować jego nazwisko.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.