Boniek grzmiał, że skacze po orzełku. Walka Polaków i Niemców o "Turbotalent"

Dawid Szymczak
Zbigniew Boniek zarzucał Dennisowi Jastrzembskiemu, że ten skacze po orzełku, nie potrafiąc zdecydować, dla której reprezentacji chce grać - Polski czy Niemiec. Ale nawet wtedy selekcjoner Jacek Magiera był po jego stronie. I dlatego teraz, jako trener Śląska, przekonał Jastrzembskiego, by zamienił Bundesligę na Ekstraklasę.

Nie jest to oczywisty transfer. Jeszcze w 2018 r. "Bild" określił Jastrzembskiego "turbotalentem", a trenerzy przygotowania fizycznego Herthy Berlin przecierali oczy, gdy widzieli jego wyniki w testach szybkościowych. Wcześniej Hansi Flick, obecny selekcjoner Niemiec, zaprosił go na konsultacje przed powołaniem do młodzieżowej kadry, a Jastrzembski wypadł na tyle dobrze, że polska i niemiecka federacja zaczęły o niego walczyć.

Zobacz wideo Tak dziś wygląda Ze Roberto. WOW!

Niedługo po osiemnastce zadebiutował w Bundeslidze. W meczu z Bayernem usłyszał, jak Mats Hummels ostrzega przed nim Jerome'a Boatenga: "Uważaj, jest bardzo szybki". Urósł wtedy do nieba. Przed półfinałem młodzieżowej Ligi Mistrzów z PSG piłkarze Herthy stwierdzili w szatni: "Jak Dennis będzie miał dzień, to wygramy", a w kadrze Niemiec do lat 17 jeszcze długo po ćwierćfinale mistrzostw świata zastanawiali się, czy gdyby nie zawieszenie Dennisa za żółte kartki, przegraliby z Brazylią. Bez niego brakowało im ognia w ataku i skończyło się 1:2.

Niemcy sporo sobie po nim obiecywali. Ale dzisiaj na jego przykładzie tłumaczą, jak skomplikowane jest prowadzenie młodego piłkarza i przejście z juniorów do dorosłej piłki. I chociaż nawet w tym sezonie Jastrzembski rozegrał w Bundeslidze tyle meczów, co Krzysztof Piątek, to jednak jego kariera nie rozwija się na miarę oczekiwań. Tej zimy zamiast za grube miliony do Włoch, trafił za symboliczną kwotę do Śląska Wrocław. Ale to wciąż piłkarz 21-letni, uznawany w Polsce za młodzieżowca. Przejście do Polski to krok w tył, ale - jak słyszymy - to krok świadomy. Dzięki niemu Jastrzembski ma się rozpędzić. 

Odrodzenie Krzysztofa Piątka. Trener zachwycony Polakiem. Odrodzenie Krzysztofa Piątka. Trener zachwycony Polakiem. "Wyjątkowy"

"Skacze po orzełku" - pisał Zbigniew Boniek. Ale Jacek Magiera odzyskał Jastrzembskiego dla reprezentacji Polski

2015 rok. Jastrzembski jest ważnym piłkarzem reprezentacji Polski do lat 15. Gra wtedy w Holstein Kiel, w niemieckiej III lidze, a podczas zgrupowań wyróżnia się na tle rówieśników. Latem młody skrzydłowy przechodzi do Herthy Berlin i zaczyna się nim interesować również niemiecka federacja. Jednym z jej dyrektorów jest wówczas Flick, wspomniany wyżej dzisiejszy selekcjoner. Szybko dowiaduje się, że rodzice Dennisa są Polakami, ale on urodził się w Niemczech i ma podwójne obywatelstwo. Na początku 2016 r. Flick zaprasza go na turniej towarzyski w Hiszpanii. To swego rodzaju testy dla utalentowanych zawodników, którzy w przyszłości mogą grać dla Niemiec w młodzieżowych kadrach. Jastrzembski wypada przekonująco i szybko dostaje powołanie. Przyjmuje ofertę, a Zbigniew Boniek, ówczesny prezes PZPN, pisze na Twitterze, że to "skakanie po orzełku".

- Nie czułem się oszukany. Wiele razy rozmawiałem z rodziną Jastrzembskich i samym Dennisem. Jego rodzice i starszy brat byli za tym, żeby grał dla Polski, ale niemiecka federacja wywierała na nim presję, a swoje dorzuciła Hertha, która naciskała, żeby wybrał Niemców. Byłem rozczarowany, bo najczęściej jest tak, że gdy zawodnik zadeklaruje chęć gry dla Polski i w niej wystąpi, to już decyzji nie zmienia. Właściwie do dziś Jastrzembski pozostaje jednym wyjątkiem - mówi Maciej Chorążyk, skaut PZPN.

- Ostatecznie mi, jako Polce i mamie, było przykro - przyznaje Małgorzata Jastrzembska. - Ale to była jego decyzja. Nigdy do niczego go nie zmuszaliśmy. My mu podpowiadaliśmy, analizowaliśmy wszystko razem z nim, mówiliśmy swoje zdanie, ale na koniec sam podejmował decyzję. 90 procent ludzi w Polsce nie wie jednak, z czego wynikała.   

- Po pierwsze, selekcjoner Robert Wójcik wiedział, że Dennis dostał zaproszenie od Niemców na dwutygodniowy turniej w La Mandze i wyraził zgodę na wyjazd. Później, gdy trzeba było podjąć decyzję, dla której kadry grać, Dennis miał 16 lat. Na niemiecką kadrę jeździło trzech jego kolegów z Herthy - w tym Jessic Ngankam, najbliższy przyjaciel. Syn czuł się tam doskonale. Poza tym, Niemcy na zgrupowania zawsze zabierali kilku nauczycieli, żeby między meczami i treningami odbywały się lekcje. W Polsce czegoś takiego nie ma. Później Dennis wracał do szkoły i nie dość, że nie musiał niczego nadrabiać, to często był nawet do przodu, bo indywidualnie z nauczycielem przerobił więcej niż klasa. Niemiecka federacja zadbała o jego maturę, chciała mu przychylić nieba. Robiła wszystko, żeby grał w piłkę, ale nie zaniedbał szkoły. Zresztą, żeby pojechać na zgrupowanie, trzeba pokazać oceny. Z perspektywy rodzica to dobry warunek, bo dziecko samo dba o stopnie. Nie trzeba gonić i namawiać. Jak zawali w szkole, to go trener nie weźmie - opowiada Jastrzembska. 

Paulo SousaPaulo Sousa wygwizdany podczas meczu. "Buczą i nazywają go idiotą"

Przepisy w kwestii zmiany reprezentacji są liberalne. Dopiero cztery rozegrane mecze w seniorskiej kadrze trwale przypisują piłkarza do danego kraju. Ale i od tej zasady zdarzają się wyjątki. Jastrzembski mógł zatem zmienić kadrę Polski na kadrę Niemiec, a później - m.in. po reprezentowaniu Niemiec w mistrzostwach Europy i mundialu do lat 17 - znów zdecydować się na grę dla Polski.

Do nawrócenia na Polskę prawdopodobnie by nie doszło, gdyby selekcjonerem kadry do lat 20 nie został Jacek Magiera. Pierwszy raz widział Jastrzembskiego w meczu młodzieżowej Ligi Mistrzów między Herthą a Lechem. Zapamiętał wyróżniającego się piłkarza, a gdy ten przestał być powoływany do młodzieżowych reprezentacji Niemiec, powalczył o niego w PZPN. Władze ze Zbigniewem Bońkiem na czele były do Jastrzembskiego zniechęcone. Magiera przekonywał, że 16-letni chłopak nie był wystarczająco dojrzały, by podejmować tak ważne decyzje i nie można go skreślać raz na zawsze. Z kolei w wywiadzie dla "Sportowych Faktów" pytał wszystkich moralizujących kibiców, czy sami chcieliby, żeby ich nastoletnie dzieci dokonywały życiowych wyborów w takim wieku. A gdy już przekonał Bońka, skontaktował się z Jastrzembskim.

Pomógł mu Ondrej Duda, były piłkarz Legii Warszawa, który grał wtedy w Herthcie. To on przekazał Jastrzembskiemu numer do Magiery. Rozmów było kilka. I z Dennisem, i jego rodzicami. W listopadzie 2019 r. Magiera poleciał do Berlina i wreszcie osobiście poznał Jastrzembskiego. Po tym spotkaniu zawodnik Herthy znów był chętny, by reprezentować Polskę. - Powiedziałabym, że dzisiaj są przyjaciółmi. Pan Magiera zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Mówił jak psycholog, a nie jak trener. Był sympatyczny i uczciwy. Wzbudził zaufanie, a poza tym widać było, że chce dla Dennisa dobrze. Matka wyczuwa takie rzeczy. W przyszłym tygodniu Dennis będzie miał urodziny, więc pewnie będzie okazja zjeść wspólną kolację. Wreszcie się poznamy i porozmawiamy nie przez telefon - mówi Małgorzata Jastrzembska. 

Co prawda powołanie do młodzieżowej kadry nieco się odwlekało - najpierw przez kontuzję, a później przez pandemię koronawirusa - ale w październiku 2020 r. Jastrzembski znów zagrał w biało-czerwonej koszulce. W meczu Polska - Serbia do lat 21 wystawił go Czesław Michniewicz. Magiera nie pracował już wtedy w PZPN. 

Dlaczego Dennis Jastrzembski został piłkarzem Śląska Wrocław, a nie Bayernu Monachium? 

Jastrzembski uchodził w Niemczech za spory talent. Grając w Herthcie wyróżniał się w kolejnych kategoriach wiekowych. Miał 18 lat, gdy zadebiutował w pierwszej drużynie. Ale dziś niemieccy dziennikarze na jego przykładzie tłumaczą, jak skomplikowane jest prowadzenie młodego piłkarza. W czasach Kaia Havertza i Floriana Wirtza, gdy przejście z poziomu juniorskiego do gry z seniorami wydaje się wręcz banalnie proste, przypominają o Jastrzembskim, żeby prezesi zarządzający klubami i akademiami, a także kibice, zachowywali zdrowy rozsądek przy tworzeniu oczekiwań względem nastoletnich piłkarzy. Havertz i Wirtz są ewenementami, zawodnikami cudownie utalentowanymi, więc uznanie ich za normę, do której będzie się porównywać resztę, jest niebezpieczne. Większość młodych piłkarzy by nie zginąć po drodze, potrzebuje szczególnej opieki i szeregu trafnych decyzji. Tych u Jastrzembskiego zabrakło. 

Po kilku meczach w Herthcie trener Pal Dardai uznał, że Jastrzembskiemu najlepiej zrobi regularna gra na niższym poziomie niż w Bundeslidze. Młody piłkarz trenował wciąż pod jego okiem z pierwszą drużyną, ale mecze rozgrywał w rezerwach. Dardai słynie z rozsądnego wprowadzania młodych piłkarzy, więc być może i ten pomysł by zaprocentował, ale Węgier odszedł z klubu, a nowy trener - Ante Cović - na miejsce Jastrzembskiego wziął z rezerw innych piłkarzy, m.in. Maurice’a Covicia, swojego syna. Jastrzembski, by nie ugrzęznąć w rezerwach na dobre, odszedł na wypożyczenie do Paderborn. Początek był dobry, ale znów miał pecha. Dyrektor sportowy, który najpierw długo o niego zabiegał, a później pomagał odnaleźć się na miejscu po transferze, niespodziewanie został zwolniony. Nowy zaczął porządkować klub po swojemu i wypożyczonymi piłkarzami niezbyt zawracał sobie głowę. 

Stamtąd Jastrzembski przeszedł do trzecioligowego Waldhof Mannheim i był zadowolony. Strzelił gola i miał dwie asysty w 15 meczach. Liczby mogły być lepsze, ale dla Jastrzembskiego, który przez rok niemal nie grał, istotne było już samo wychodzenie co tydzień na boisko. Odbudował formę, latem wrócił do Herthy i czuł się naprawdę mocny. Śląsk Wrocław już wtedy o niego pytał, ale Jastrzembski sądził, że może jeszcze grać w Bundeslidze. I od połowy września do końca listopada rzeczywiście grał. W sumie osiem meczów, 220 minut. Znów jednak odszedł Dardai, a nowy trener nie podzielał jego entuzjazmu do Jastrzembskiego. Hertha była w dole tabeli, uwikłana w walkę o utrzymanie. Nie są to warunki, w których myśli się o rozwijaniu młodych piłkarzy. Nie ma miejsca na błędy. W dodatku kontrakt Polaka wygasał już latem 2022 r., więc zimą Fredi Bobić, dyrektor sportowy Herthy, powiedział Jastrzembskiemu, że powinien poszukać nowego klubu.

Kylian Mbappe (PSG) i Erling Braut Haaland (Borussia Dortmund)Real ma nowy plan, jak zdobyć Haalanda. Perez kontaktuje się z otoczeniem Norwega

Dennis Jastrzembski miał lepsze oferty niż ze Śląska Wrocław. Znów decydujący był Jacek Magiera

Magiera i Jastrzembski od kilku lat utrzymują kontakt. Ich bardzo dobre relacje były tej zimy decydujące. Agent skrzydłowego Herthy - prawnik z Berlina, a nie krewny, jak podaje Transfermarkt - przedstawił mu kilka propozycji z 2. Bundesligi, a także z ligi norweskiej i polskiej. Zainteresowana była Legia, Raków i Śląsk Wrocław. Raków zaproponował największe wynagrodzenie, ale Śląsk miał Magierę. - Syn wyniósł z domu, że pieniądze nie są najważniejsze. Zaufania i szacunku nie kupisz - mówi Małgorzata Jastrzembska. 

Dla Jastrzembskiego ważne było bezpieczeństwo. Już w Paderborn nauczył się, jak ważna z perspektywy piłkarza jest stabilizacja na kluczowych stanowiskach w klubie. Dlatego też Legia - zmieniająca ostatnio trenerów i dyrektorów sportowych - była na straconej pozycji. Jastrzembski szukał bezpiecznego projektu. Chce się w Polsce odbudować, grać regularnie i podciągnąć taktycznie. Magiera wraz z Dariuszem Sztylką, dyrektorem sportowym, przekonali go, że Śląsk będzie do tego najlepszym miejscem.

W ich osłabionej - odejściem Mateusza Praszelika i Erika Exposito - ofensywie przyda się bardzo dynamiczny skrzydłowy. Jastrzembski jest niezwykle dynamiczny, a przy tym niezły technicznie. Przebłyski było już widać w pierwszym meczu w ekstraklasie. Śląsk przegrał co prawda z Lechią 0:2, ale dopiero co sprowadzony skrzydłowy był jego najlepszym piłkarzem. Nie przeszedł obozu przygotowawczego, odbył raptem kilka treningów z zespołem, ale jako jedyny dawał nadzieję, że uda się zagrozić bramce Lechii. W Niemczech narzekali za to na jego taktyczne nieuporządkowanie i słabą grę w defensywie, która rzucała się w oczy przede wszystkim, gdy Jastrzembski był wystawiany jako lewy wahadłowy. 

- Cieszmy się z mężem, że syn będzie teraz grał w Polsce. Język podszkoli, bo ma problemy. Dwaj starsi synowie mówią biegle. Ale to dlatego, że byli dłużej w domu, więc mówili po polsku, oglądali polską telewizję, ekstraklasę też i interesowali się tym, co się dzieje w kraju. Dennis wyprowadził się do Berlina jak miał 14 lat i utrzymywal kontakt tylko z Niemcami - opowiada pani Małgorzata. - Młodziutki był, ale nie bałam się o niego, bo zawsze był bardzo dojrzały i zdeterminowany, żeby zostać piłkarzem. Wiadomo, że w Berlinie są różne pokusy, ale on do dzisiaj nie spróbował alkoholu ani nie miał papierosa w ustach. Nawet ostatnio w Sylwestra nie chciał ze mną wypić lampki szampana. Ma postanowienie i się go trzyma. Imprezy go nie interesują. Dyskoteki i głośna muzyka też nie są dla niego - uśmiecha się mama Dennisa.

- Dla nas to przywiązanie do ojczyzny jest istotne. Pochodzę z Beskidów, tradycja jest tam bardzo ważna. Moja mama była góralką, tata pochodził z Tuluzy, więc jakby się Dennis uparł, to dla Francji też mógłby grać - żartuje Małgorzata Jastrzembska. - W każde wakacje jeździliśmy na miesiąc do Łeby, odwiedzaliśmy też rodzinę rozsianą po całej Polsce, bo moja rodzina została w górach, mąż jest z Chełmży niedaleko Bydgoszczy, a później uczył się w szkole morskiej, więc i nad morzem ma przyjaciół. Przeprowadził się z rodzicami do Niemiec w 1989 r., parę miesięcy przed upadkiem muru berlińskiego. Po latach do niego dołączyłam i synowie przyszli na świat już w Niemczech. Na początku Dennis miał ten kontakt z Polską, ale później, z racji wyprowadzi do Berlina i podporządkowania życia pod grę w piłkę, było go mniej. Teraz nadrobi! - cieszy się jego mama. 

Ile zdąży nadrobić? Kontrakt podpisał do lata 2025 r., ale wie, że jeśli będzie dobrze grał, pojawi się zainteresowanie z zagranicy. Niespełnionym marzeniem z dzieciństwa pozostaje gra w angielskiej Premier League.

Więcej o: