Piłkarz Legii przerwał zmowę milczenia. Opowiedział, jak wyglądał atak na autobus

- Tego nikt się nie spodziewał. Pierwszy, który wszedł, zaczął głośno krzyczeć. Poczułem się jak zakładnik - opowiada Ihor Charatin o ataku chuliganów na autokar z piłkarzami Legii Warszawa. To pierwszy piłkarz klubu, który pod nazwiskiem przekazuje relację ze zdarzenia.

Cisza w szatni i hałas w autobusie - tak było po przegranym meczu Legii Warszawa w Płocku (0:1). Już dwunasta porażka w lidze miała poważne konsekwencje: Marek Gołębiewski zrezygnował z bycia trenerem, a chuligani w barwach Legii wdarli się do klubowego autobusu i zaatakowali piłkarzy. Interweniowała policja. Ofiarami ataku rozwścieczonych kibiców byli Luquinhas i Mahir Emreli. W kolejnych dwóch spotkaniach żaden z nich nie znalazł się w składzie.

Zobacz wideo Jest reakcja naczelnego "France Football" ws. Roberta Lewandowskiego

Chiellini i AlbaPiłkarze ustalają cel jeszcze przed meczem. A później: Wolę tę dziwkę, twoją siostrę

O całym zdarzeniu opowiedział Ihor Charatin w rozmowie z ukraińskim YouTuberem w programie "Kopnij i biegnij".

- Kiedy wracaliśmy z meczu wyjazdowego z Wisłą Płock do bazy treningowej, grupa 20, 30 kibiców nas zatrzymała. Zrozumieliśmy, że sytuacja nie jest fajna. Zaczęli wchodzić po kolei do autobusu. Tego nikt się nie spodziewał. Pierwszy, który wszedł zaczął głośno krzyczeć. Poczułem się jak zakładnik. Tuż za nim weszli chłopaki w maskach. Powoli chodzili po autobusie, a później zaczęli krzyczeć. W pewnym momencie wszyscy się zatrzymali. Pomyślałem, że będzie jakaś draka z tego. W trakcie tych zdarzeń uderzono dwóch kolegów. W pewnym momencie przyjechała policja, a chłopaki wyszli z autobusu. Przyznam się, że nie wiedziałem jak się zachować? Odzywać się? Odpowiadać, czy nie odpowiadać? - opowiadał Charatin.

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl

Opowiedział również o trwającym kryzysie, jednym z największych w historii Legii Warszawa.

- Jeśli chodzi o kryzys, to w pewnym momencie sytuacja maksymalnie się skomplikowała. Wszyscy kibice charakteryzują się tym, że bardzo identyfikują się z klubem i przeżywają to, co się w nim dzieje. Ale w Legii widać to w sposób szczególny. W tej sytuacji, którą mamy obecnie, wszyscy są winni i powinni wziąć winę na siebie. Nie powinno być czegoś takiego - ach, to nie moja wina, ani sprawa. Wszyscy są winni - od piłkarzy po prezesa. Rozumiem kibiców, bo trzeba się starać. Wyniki powinny być zdecydowanie lepsze. Wszyscy bardzo się przejmują tym co się dzieje i bardzo mocno to przeżywają - dodał Charatin.

Wlał też nadzieję w serca kibiców w lepsze jutro. - Teraz przyszedł nowy trener. Myślę, że jest w stanie nadać dobry kierunek dla poprawy sytuacji. Z pomocą Boga da radę poukładać wszystko tak, aby było dobrze - przyznał Charatin.

Piłka nożna to nie jest sport dla Polaków. Mioduski też długo nie wytrzyma

Przeczytałem kilka apeli, żeby napastników, którzy zaatakowali piłkarzy Legii, nie nazywać kibicami. Głęboko się z tym nie zgadzam. Takich mamy kibiców. Tak ich wychowało środowisko piłkarskie. I powiedzmy sobie szczerze: nikt nie ma ani mocy, ani determinacji, by to zmienić. Ale to tylko objaw choroby, który trawi polską piłkę nożną - pisał w komentarzu Michał Kiedrowski, dziennikarz sport.pl.

Słodka Polska, czyli cukrzycy też mogą grać w piłkę"Wszedł pod prysznic, brat znalazł go nieprzytomnego. Na cztery godziny stracił wzrok"

Legia Warszawa po 19. kolejkach zajmuje przedostatnie miejsce w lidze. Ma piętnaście punktów. Traci trzy do zajmującego bezpieczne, piętnaste miejsce - Górnika Łęczna. Mistrzowie Polski do ekstraklasy wrócą 4 lutego. Wtedy zmierzą się na wyjeździe z Zagłębiem Lubin (godz. 20.30).

Więcej o: