Tak Maciej Skorża odmienił Lecha Poznań. "Mało kto jest tym zaskoczony"

Dawid Szymczak
Lech na półmetku sezonu jest liderem ekstraklasy i ma więcej punktów niż w całym poprzednim sezonie. A największym komplementem dla Macieja Skorży jest to, że mało kto jest tym zaskoczony.

Dzisiaj pierwszy w tabeli Lech nikogo specjalnie nie dziwi. Ale pamięć bywa zawodna. Przed sezonem wątpliwości było w Poznaniu mnóstwo. Presja, która latami plątała nogi piłkarzom Lecha, w tym sezonie jest wyjątkowo silna - w 2022 r. klub obchodzi setne urodziny, a kibice są już tak bardzo stęsknieni za sukcesami, że zdobycie trofeum stało się ich obsesją. Maciej Skorża jasno deklarował chęć zdobycia mistrzostwa, ale i wobec niego były wątpliwości.

Wracał do ekstraklasy po ponad trzech latach. Wciąż pamiętano mu nieudaną przygodę z Pogonią Szczecin i niezbyt imponujące przejęcie Lecha pod koniec poprzedniego sezonu. Nie zmienił jego stylu i zajął z nim dopiero 11. miejsce. Najbardziej kibice wątpili jednak w kompetencje władz. Trwającym do połowy września bojkotem chcieli wymusić odejście dyrektora sportowego Tomasza Rząsy.

Zobacz wideo Messi futbolowym królem, PSG z szybkim marketingiem. Kulisy Złotej Piłki

Teraz, u progu zimy, snucie mistrzowskich planów jest już znacznie bardziej uzasadnione. Lech od trzeciej kolejki nieprzerwanie jest liderem ekstraklasy, przegrał tylko jeden mecz, przełamał kilka klątw - wygrał przy Łazienkowskiej z Legią i pokonał Zagłębie pierwszy raz od trzech lat. Już teraz ma 38 punktów, czyli jeden więcej niż w całym poprzednim sezonie, a przy tym wciąż czuć i widać, że może grać lepiej. Największymi komplementem dla Macieja Skorży powinien być brak zdziwienia, że jego Lech jest na pierwszym miejscu. Jakby od początku było to oczywiste.

Christian Eriksen wraca do gry. Christian Eriksen wraca do gry. "Jak skok bez spadochronu"

Piłkarze Lecha Poznań wierzyli, że nawet w drewnianym kościele spadłaby im na głowę cegła

Lato było czasem rozmów. Podczas zgrupowania Maciej Skorża krążył po opalenickim hotelu od pokoju do pokoju i długo dyskutował ze wszystkimi zawodnikami. Po poprzednim sezonie miał dwa wnioski: zespół trzeba podnieść mentalnie i wyraźnie przeorganizować sposób gry. Lech, którego zastał, miał problemy w defensywie, a szczególnie źle zachowywał się w tzw. fazach przejściowych, czyli po stracie i odzyskaniu piłki. Ale żeby zacząć pracę nad taktyką, musiał najpierw przekonać piłkarzy do swoich pomysłów i zmienić ich nastawienie. 11. miejsce na koniec poprzedniego sezonu i sam jego przebieg kazały im myśleć, że ciąży nad nimi jakieś fatum. Piłkarze czuli, że wszystko, co może pójść nie tak, idzie źle. Mówili, że nawet w drewnianym kościele spadłaby im na głowę cegła.

Dlatego tak wiele obaw w sztabie szkoleniowym wzbudził pozornie nieistotny lipcowy sparing z Lechią Gdańsk. Lech miał w nim przewagę, stworzył kilkanaście okazji bramkowych, całkiem nieźle realizował wdrażaną przez Skorżę taktykę, ale po prostym błędzie w środku pola stracił gola i przegrał 0:1. Piłkarze znów zaczynali wierzyć, że niezależnie od taktyki, ustawienia i widocznej poprawy w grze, będą przegrywać.

Pomogło wejście do szatni nowych piłkarzy. Radosław Murawski i Artur Sobiech wnieśli inną energię. Zintegrowali polską część szatni. I choć do dzisiaj najczęściej są rezerwowymi, można nazwać ich liderami zespołu. Nowy kapitan, wybrany autonomiczną decyzją Skorży, Mikael Ishak, miał wziąć większą odpowiedzialność za obcokrajowców. W Adrielu Ba Louie i Pedro Rebocho inni piłkarze szybko zobaczyli liderów boiskowych. Kolejnym pozytywnym sygnałem było pozostanie Jakuba Kamińskiego, który mimo oferty z Wolfsburga został na jeszcze jeden sezon.

Kluczowy był jednak udany początek rozgrywek. Nie ma w tym wielkiej filozofii, że każdy kolejny wygrany mecz (z Górnikiem, Cracovią, Bruk-Bet Termaliką, Lechią), każde odrobienie strat i wszystkie wyszarpane punkty (remisy z Pogonią i Rakowem), nakręcały zespół.

Robert i Anna Lewandowscy na gali Złotej Piłki 2021Robert Lewandowski ofiarą. Absurdalne głosy. Upadł największy mit Złotej Piłki

Trener z ekstraklasy podpytywał Macieja Skorżę, czy wypożyczy któregoś rezerwowego

Dziś słusznie zauważa się, że Lech ma najszerszą kadrę w lidze i dla każdego podstawowego piłkarza ma zastępcę o w miarę zbliżonych umiejętnościach. Skorża odebrał niedawno telefon od jednego z trenerów ekstraklasowego klubu, który pytał o możliwość wypożyczenia któregoś z piłkarzy siedzących na ławce. To nie dziwi - Dani Ramirez, Radosław Murawski, Alan Czerwiński czy Barry Douglas, którzy większość meczów zaczynają na w rezerwie, w niemal wszystkich ekstraklasowych zespołach graliby co tydzień. Ale to także nie było oczywiste przed tym sezonem.

Bartosz Salamon, Antonio Milić, Jesper Karlstroem po poprzednim sezonie uchodzili za przeciętniaków. Lech kupił ich zimą 2021 r. Okazali się transferami z opóźnionym zapłonem. Pierwszą rundę w klubie mieli co najwyżej średnią, ale obecnie są liderami. Salamona i Karlstroma jeszcze bardziej niż kibice doceniają trenerzy. Dla nich to zawodnicy fundamentalni.

Mało kto w Poznaniu spodziewał się też, że w takim stylu wróci Joao Amaral. Portugalczyk latem 2020 r. został wypożyczony do Pacos de Ferreira. Okoliczności były dziwne - Amaral argumentował, że wraca do ojczyzny ze względu na problemy rodzinne i ciążę partnerki, która nie chciała rodzić w Polsce. Po pół roku udzielił jednak wywiadu "A Boli" i tłumaczył w nim, że nie mógł dogadać się z Dariuszem Żurawiem, którego mało uprzejmie określił "trenerem z rezerw". Wielu kibiców przypuszczało, że do Poznania nie wróci w ogóle. Nawet w klubie nie byli pewni, czy Amaral stawi się gotowy do współpracy. Znów zaczęło się od rozmowy ze Skorżą, który próbował wyczuć, czy może na tego piłkarza liczyć. Prognozy były dobre, ale dopiero na boisku Amaral zmienił plany trenera na postęp w grze. Wygrał rywalizację z Ramirezem - również dlatego, że znacznie ciężej pracował w obronie i lepiej naciskał na obrońców rywali. Później świetnie zaskoczyła jego współpraca z Ishakiem. W sztabie nie mieli już wątpliwości, że tych dwóch piłkarzy musi grać blisko siebie. Po pierwszej rundzie są najlepszymi strzelcami Lecha - Amaral ma osiem goli, Ishak dziewięć. 

Maciej Skorża: "W wielu aspektach drużyna zaskoczyła mnie na plus"

- Mam ogromny szacunek dla zawodników Lecha za tę rundę. Ale na razie jest jeszcze za wcześnie, żeby ich chwalić, przed nami jeszcze dwa mecze w tym roku. Jeśli podsumujemy 17 spotkań, które za nami, to w wielu aspektach drużyna zaskoczyła mnie na plus. Do tego praca sztabu spowodowała, że jesteśmy na pierwszym miejscu. Tego całej ekipie gratuluję, ale wciąż jest sporo pracy do wykonania przed nami - mówił Maciej Skorża po meczu z Zagłębiem Lubin. 

W Lechu Poznań najbardziej zadowoleni są z poprawy gry w defensywie. Zespół w siedemnastu meczach stracił tylko 10 goli - najmniej w lidze. Tylko trzy padły ze stałych fragmentów gry, które były oczkiem w głowie sprowadzonego latem do sztabu Skorży trenera Macieja Kędziorka. Rywale nie kreują wielu sytuacji, więc bramkarze Lecha częściej niż z tytułem bohatera kończyli mecze w czystych strojach. Filip Bednarek i Mickey van der Hart w sumie obronili 19 strzałów (stan na 27 listopada). Dla porównania bramkarze innych czołowych zespołów - Pogoni, Lechii i Rakowa - interweniowali kolejno 35, 49 i 39 razy.

Nina Patalon, trenerka piłki nożnej"Dziewczynki w pięknych sukienkach i ona w stroju Del Piero". Trenerką została przed 10. urodzinami

Niepokoi za to skuteczność. Lech strzela najwięcej w lidze, ale i tak przy Bułgarskiej czują niedosyt. - Lekko licząc powinniśmy mieć dziesięć goli więcej. I przynajmniej cztery punkty więcej - słyszymy w klubie. Poznaniaków bolą przede wszystkim remisy ze Stalą Mielec i Górnikiem Łęczna. A doskwiera też niespodziewana porażka 0:1 w Białymstoku. Te trzy mecze mają wspólny mianownik - zawodziła w nich skuteczność. Lech w sumie oddał w tych spotkaniach aż 70 strzałów. Bramkę zdobył tylko jedną.

Obawy o słabą skuteczność i powrót problemów z bronieniem przy stałych fragmentach gry dopadły zespół Skorży w ostatnim meczu rundy jesiennej z Zagłębiem Lubin. Lech do przerwy prowadził 2:0. Okazji miał na drugie tyle i dominował w sposób absolutny. W drugiej połowie stracił jednak dwie bramki po rzutach rożnych, sam zdobył tylko jedną i do końca nie był pewny zwycięstwa. Ostatecznie Lech wracał do Poznania z kompletem punktów, ale do satysfakcji - przynajmniej wśród sztabu trenerskiego - było daleko. Skorża wykorzystał to zwycięstwo, by przypomnieć wszystkim piłkarzom, że jeśli spoczną na laurach, zaczną się problemy. 

Po blisko ośmiu miesiącach pracy Skorży w Poznaniu gra Lecha jest już zorganizowana znacznie lepiej. Zmieniła się też mentalność piłkarzy. Lista priorytetów została zaktualizowana. W najbliższych tygodniach najważniejsze będzie utrzymanie pozycji lidera, poprawienie skuteczności i sprowadzenie jeszcze jednego piłkarza do ataku.

Za bycie liderem na półmetku pucharu nie wręczają.

Więcej o: