Wypowiedź trenera Legii nie spodobała się władzom. Niepokojące słowa

Dawid Szymczak
- Potrzeba szeregu działań podjętych przez klub, zarząd, by Legia wyszła z dołka - mówił Marek Gołębiewski po porażce ze Stalą Mielec. W poniedziałek wypytaliśmy przy Łazienkowskiej, czego konkretnie oczekuje trener. A to, co usłyszeliśmy, dopełnia obraz bałaganu u mistrzów Polski.

To bałagan zbyt duży, by starczyło wymienić miotłę na nową. Zaczyna się w gabinetach, a kończy w szatni. Marek Gołębiewski poprowadził Legię w czterech meczach i miał dwie doskonałe okazje do przełamania - w Pucharze Polski ze Świtem Skolwin i w ekstraklasie ze Stalą Mielec. Ale ich nie wykorzystał i zakopał się w kryzysie jeszcze głębiej. Ostatni przegrany mecz przy Łazienkowskiej potwierdził, że stare problemy nie zniknęły, a doszły nowe. W klubie mało kto trzyma jeszcze nerwy na wodzy.

Zobacz wideo Od radości, do złości i głupie błędy pod bramką. Oceniamy piłkarzy Legii po meczu z Napoli [LIVE]

Czego oczekiwał Marek Gołębiewski od zarządu?

Po meczu ze Stalą trener Gołębiewski był wściekły, bo jego zespół przegrał po akcjach, na które uczulał podczas odpraw. Jeszcze w szatni, kilka minut przed meczem, przypominał, że rywal będzie groźny tylko po kontratakach i stałych fragmentach gry. Ale i tak Legia straciła w ten sposób bramki. Gołębiewski nie ukrywał tej złości podczas spotkania z dziennikarzami. Mówił, że jego drużyna "zagrała padakę", a w szatni jest "tragedia".

"Żenujące". Pekhart wskazał, kto jest winny kompromitacji Legii Warszawa

W pewnym momencie stwierdził: - Nie zrobiliśmy nawet pół kroku do przodu. Potrzeba szeregu działań podjętych przez klub, zarząd, aby Legia wyszła z dołka. Od dwóch tygodni staraliśmy się pomóc drużynie… I widać, że jest jak jest.

A gdy dziennikarze dopytali, jakie działania zarządu klubu ma na myśli, odpowiedział wymijająco. - To już trzeba pytać zarządu klubu. Zrobiłem wszystko, co może zrobić trener.

Ta wypowiedź wywołała w Warszawie największe poruszenie. Kibice snuli domysły, że może chodzić o zgodę na przesunięcie niektórych piłkarzy do rezerw lub wlepienie im kar. Gdy emocje opadły, zapytaliśmy przy Łazienkowskiej, jakiego wsparcia od zarządu mógł oczekiwać trener.

Usłyszeliśmy jednak, że takich planów nie ma. Co więcej, osoby będące blisko pierwszej drużyny same były zaskoczone tą wypowiedzią trenera i zrzucają ją na karb braku doświadczenia. Możliwe, że w trudnym momencie i pod wpływem emocji Gołębiewski poszedł za narracją trybun i przerzucił część odpowiedzialności na działaczy Legii, ale bez idących za tym oczekiwań. Gdyby Legię prowadził bardziej doświadczony trener, mający za sobą dziesiątki czy setki konferencji prasowych, być może potrafiłby w takiej chwili zachować większy spokój i lepiej wyartykułować myśli.

Wyszło jednak niezręcznie. Wypowiedź Gołębiewskiego nie spodobała się wywołanym do tablicy władzom, które za niepokojące uznali przede wszystkim słowa o tym, że nowy trener zrobił wszystko, co mógł. Skoro tak, a Legia przegrała, to jak szukać nadziei na poprawę wyników z tym samym trenerem na ławce?

Legia ze spadkiem przychodówTak wygląda sytuacja finansowa Legii Warszawa! Członek zarządu wyjaśnia

W Legii narady. Dariusz Mioduski odejdzie od decyzji podjętej dwa tygodnie temu?

W poniedziałek przy Łazienkowskiej trwała narada, co dalej. Zwolnienie Czesława Michniewicza Markiem Gołębiewskim, doraźnie nie zadziałało. Atmosfera w szatni może i ciut się poprawiła (część zagranicznych piłkarzy ucieszyło odejście Michniewicza), ale nie ma to właściwie żadnego wpływu na grę drużyny. 

Legia jest dzisiaj zespołem wrażliwym i niestabilnym. Wystarczy podmuch wiatru, aby straciła równowagę. Do 40. minuty grała ze Stalą zgodnie z planem. Brakowało co prawda kilku okazji bramkowych więcej, ale najważniejsze było przejęcie inicjatywy i niewypuszczanie rywala z jego połowy. Tyle że strzelony gol, który w teorii powinien Legię uspokoić i pozwolić jej swobodniej dominować, całkowicie uśpił jej koncentrację. Jeszcze przed przerwą Stal zdobyła dwie bramki. Po akcjach, na które zwracał uwagę trener gospodarzy.

Legia, podobnie jak w starciu z Napoli, grała w niedzielę nieźle tylko do pierwszego niepowodzenia.  Piłkarzom brakuje pewności siebie, a powoli zaczyna im też brakować pomysłów, co konkretnie zawodzi i sprawia, że są na przedostatnim miejscu w tabeli. Nie potrafił tego wytłumaczyć kapitan Artur Jędrzejczyk w pomeczowym wywiadzie dla Canal+. - Powinniśmy być na górze, a jesteśmy na dole - mówił. Ale dlaczego? Nie wie ani on, ani jego koledzy, a słyszymy, że diagnozy stawiane przez trenera też nie do końca ich przekonują.

W Legii naradzali się w poniedziałek działacze i trenerzy, dyskutowali też piłkarze. Co wyniknie z rozmów władz? W sytuacji, w której znalazł się mistrz Polski, spodziewać się można wszystkiego. Odejście od decyzji podjętej raptem dwa tygodnie temu, zakładającej, że Gołębiewski jest pomostem między Michniewiczem a nowym docelowym trenerem, na przykład Markiem Papszunem z Rakowa, również jest możliwe. Meczyki.pl informują, że w niedzielę dyrektor sportowy Legii Radosław Kucharski był na meczu Rakowa z Pogonią. Czy pojechał tam z misją przyspieszenia transferu Papszuna? Tego nikt nie potwierdza.

Artur Jędrzejczyk i Daria Kabała-MalarzKuriozalny wywiad Artura Jędrzejczyka po kompromitacji Legii Warszawa

Wcześniej pisaliśmy, że przyjście tego trenera do Legii jest możliwe, ale najprawdopodobniej dopiero latem. Tyle że dotrwanie do tego momentu z Gołębiewskim na ławce jest coraz bardziej wątpliwe i gra na czas w tej sprawie ma coraz mniej sensu, dlatego Legia już teraz szuka trenera za granicą. Problem w tym, że wciąż wymarzonym szkoleniowcem Dariusza Mioduskiego pozostaje Marek Papszun.

Mistrz Polski de facto szuka więc trenera tylko do końca tego sezonu, a znalezienie kogoś, kto przystanie na takie warunki, jest zadaniem karkołomnym. W poniedziałek po południu portale meczyki.pl i WP SportoweFakty poinformowały, że Gołębiewski nie zostanie zwolniony i dostanie szansy pracę przynajmniej do zimy.

Więcej o: